Kaskaderzy skakali przez ogień, panie piszczały

...

Małgorzata Czajkowska 2010-06-07, ostatnia aktualizacja 2010-06-07 13:48:00.0

Sceny, jakie zazwyczaj można oglądać w filmach sensacyjnych z udziałem kaskaderów, bydgoszczanie mogli podziwiać z bliska podczas pokazów Monster Truck Stunt Show.

I w sobotę, i w niedzielę zaczynało się sennie, na ogrodzony biało-granatowym parawanem plac na stadionie Gwiazdy powoli schodzili się ludzie. Głównie ojcowie z synami, bo takie atrakcje elektryzują głównie mężczyzn. Z kwadransa na kwadrans przy barierkach robiło się jednak coraz tłoczniej.

Kaskaderzy, którzy przygotowywali się do popisów, to rodzina niemieckich mistrzów kierownicy. Wśród nich był Willy Von Der Garten, dubler Jamesa Bonda w jednym z odcinków tego cyklu filmów.

Kaskaderzy rozpoczęli show od rozgrzania motocykli. W piekącym słońcu popisywali się jazdą na jednym kole w oszałamiającym tempie. - To niemożliwe - komentowali niektórzy, obserwując stójki i jazdę tylko na przednim kole. Początkowo braw było niewiele, bo każdy z widzów robił pamiątkowe zdjęcia telefonem komórkowym lub tradycyjnym aparatem. - Proszę dopingować naszych mistrzów - upomniał bydgoszczan Jacek Adamczewski, organizator pokazu, a zarazem konferansjer.

Ryk motocykli nie malał, kaskaderzy rozpoczęli skoki przez auta. 17-latek, najmłodszy z braci wjeżdżając na pochylnię, kolejno pokonywał coraz trudniejsze przeszkody. Rozpoczął karkołomne zadanie skacząc nad dwoma autami, a skończył szybując motocyklem nad sześcioma.

- Tato, tato on się zabije - krzyczał 10-letni Krzyś Ponczewski. - To tylko pokaz, spokojnie synku - uspokajał ojciec.

Jak bezbłędnie wyprowadzić samochody z poślizgu i bezpiecznie zahamować, niektórzy mogli się przekonać na własnym ciele. - Przygotowaliśmy niespodziankę, prosimy odważne panie na przejażdżkę z dublerem Jamesa Bonda - zachęcał Adamczewski.

Już po chwili znalazły się cztery kobiety, które z ochotą wsiadły do czarnego BMW. - Zapinamy pasy ? - zapytała najostrożniejsza. - Nie, nie trzeba - powiedział z uśmiechem kierowca i nacisnął pedał gazu.

Na niewielkim betonowym placu auto tańczyło, robiło wiraże. Kierowca to przyspieszał, to gwałtownie hamował, samochód przechylał się na boki. Widzowie słyszeli ryk silnika i pisk zachwyconych pasażerek.

Kolejną atrakcją były skoki na motocyklu przez płonące koło. Tu ponownie nikt nie bił braw, bo każdy z widzów strzelał fotki.

- A teraz samochód z kaskaderem na masce kontra ściana ognia, klasyczna scena z kaskaderskich filmów - konferansjer reklamował kolejną atrakcję. Z próby ognia człowiek wyszedł bez szwanku.

A na koniec pokazu truck na wielkich kołach miażdżył auta. Żółty pojazd kolejno zgniatał samochody niczym zwykłe puszki.