, ostatnia aktualizacja 2010-08-06 22:50:55.0
Wiem: to brzmi jak żart. Ale uwierzcie: w Bydgoszczy naprawdę działa firma "Mąż do wynajęcia". Co by nie mówić, otwiera to jednak wspaniałe perspektywy...
Tak jest, panowie: ja także zadrżałem, gdy się o tym dowiedziałem. I ja z początku rozpaczliwie chowałem przed żoną gazetę z rzeczonym ogłoszeniem. Oby tylko nie dowiedziała się, bo co to będzie, jak nam się ułoży we trójkę - psia kostka? No, ale nic nie będzie, okazuje się. Guzik będzie. Mąż do wynajęcia to wcale nie jakiś świntuch, co czyha w szafie zaczajony, aż do pracy pójdziecie, a potem to on was zastępuje, że ho, ho! Nic z tych rzeczy. To przedstawiciel naprawdę poważnej firmy, który wbije gwóźdź w ścianę, wyręczając wiecznie zapracowanego (ergo nieobecnego) małżonka. Przepcha zań zlew, wtaszczy szafę na szóste piętro - jednym słowem, zastąpi go w domowych obowiązkach i wyłącznie w domowych obowiązkach. Za wszystko weźmie oczywiście pieniądze, czym różni się od męża, który - jak wiadomo - nie tylko zlew przepcha za darmo, ale i da małżonce pieniądze, aby w tym czasie skoczyła sobie do fryzjera. Zatem grubsze żarty w temacie "mąż do wynajęcia", rubaszne pohukiwania, trącania się w bok, puszczanie oka - proszę to wszystko zostawić sobie, panowie, na inne okazje. To naprawdę zacna firma. Z tego co słyszałem, bo wynajmować ich - ma się rozumieć - nie wynajmuję.
Przyznać jednak trzeba, że ten, kto wymyślił "męża do wynajęcia", miał głowę na karku. Nie raz przecież się słyszy, że brak tego czy owego tam czy ówdzie, a jednak przecież nigdy człowiek nie wpadł na to, żeby na boku zastępczego coś kombinować. Weźmy taki debet na koncie. Brak odczuwalny dotkliwie, a jakże. I wymyśl teraz człowieku coś, co pięknie nam go wynagrodzi. Nie dasz rady. Ale jestem pewien, że dział windykacji twego banku już nad tym pracuje.
Upierał się jednak będę, że "mąż do wynajęcia" to nowy rozdział w dziejach polskiej drobnej przedsiębiorczości. Pomyślcie, ilu jest ludzi do zastąpienia! Stare żołnierskie przysłowie powiada, że niezastąpionych są pełne Powązki. Taki urzędnik na przykład. Idziesz do urzędu załatwić sprawę banalną. Nie ma kompetentnej osoby; jest - co za pech, co za niespodzianka - na przerwie kawowej. Przerwa owa za chwilę, już wiesz z doświadczenia, płynnie przejdzie w przerwę obiadową. A dalej: w sjestę i w podwieczorek w gronie miłych, rozplotkowanych pań z innych wydziałów. Zamiast łamać ręce, dzwonisz więc do firmy "Urzędnik do wynajęcia". Podmieniony pracownik załatwia twoją sprawę szybko i kompetentnie. Płacisz mu co prawda jakieś tam pieniądze, ale i tak byś musiał przecież zapłacić. W ten (podatki) czy inny (koperta) sposób.
Nie ma zresztą co tam dużo mówić - każdego można zastąpić. Coraz częściej mam nawet wrażenie, że niektórych jakby bardziej.
Przyznać jednak trzeba, że ten, kto wymyślił "męża do wynajęcia", miał głowę na karku. Nie raz przecież się słyszy, że brak tego czy owego tam czy ówdzie, a jednak przecież nigdy człowiek nie wpadł na to, żeby na boku zastępczego coś kombinować. Weźmy taki debet na koncie. Brak odczuwalny dotkliwie, a jakże. I wymyśl teraz człowieku coś, co pięknie nam go wynagrodzi. Nie dasz rady. Ale jestem pewien, że dział windykacji twego banku już nad tym pracuje.
Upierał się jednak będę, że "mąż do wynajęcia" to nowy rozdział w dziejach polskiej drobnej przedsiębiorczości. Pomyślcie, ilu jest ludzi do zastąpienia! Stare żołnierskie przysłowie powiada, że niezastąpionych są pełne Powązki. Taki urzędnik na przykład. Idziesz do urzędu załatwić sprawę banalną. Nie ma kompetentnej osoby; jest - co za pech, co za niespodzianka - na przerwie kawowej. Przerwa owa za chwilę, już wiesz z doświadczenia, płynnie przejdzie w przerwę obiadową. A dalej: w sjestę i w podwieczorek w gronie miłych, rozplotkowanych pań z innych wydziałów. Zamiast łamać ręce, dzwonisz więc do firmy "Urzędnik do wynajęcia". Podmieniony pracownik załatwia twoją sprawę szybko i kompetentnie. Płacisz mu co prawda jakieś tam pieniądze, ale i tak byś musiał przecież zapłacić. W ten (podatki) czy inny (koperta) sposób.
Nie ma zresztą co tam dużo mówić - każdego można zastąpić. Coraz częściej mam nawet wrażenie, że niektórych jakby bardziej.
