Afera lotnicza. Kto odda zaległe pieniądze Ryanairowi?

Krzysztof Aładowicz
26.04.2010 , aktualizacja: 25.04.2010 21:45
A A A Drukuj
Wystawienie do wiatru pośrednika, umowy "na gębę" i w efekcie prawie 1,6 mln zł długu wobec Ryanaira - tak wygląda polityka bydgoskiego ratusza w sprawie lotniska

Fot. Tymon Markowski / AG
Żeby zrozumieć zawiłości kontaktów Bydgoszczy z irlandzkim Ryanairem, trzeba wrócić do 2005 r. Wtedy ratusz szukał linii lotniczej, dzięki której z naszego lotniska pasażerowie mogliby podróżować za granicę. Największy w Europie tani przewoźnik zajmował coraz większą część polskiego rynku. Zgodził się, by jego samoloty lądowały i u nas. Ale zażądał za to tzw. opłat marketingowych, czyli oficjalnie zapłaty za informacje o naszym mieście na stronie internetowej Irlandczyków.

Zgodnie z prawem unijnym samorządy nie mogą finansować linii lotniczych. Trzeba było więc ominąć ten zakaz. Pomysł był taki: Bydgoszcz miała przekazywać pieniądze Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, a ta z kolei podpisywała umowy z zależną od Ryanaira firmą Airport Marketing Services.

30 grudnia 2005 r. ówczesny zastępca prezydenta Przemysław Nowak i szefowa Pomorsko-Kujawskiego Centrum Demokracji Lokalnej Elżbieta Rusielewicz podpisują umowę. Ratusz zobowiązuje się w niej, że przez pięć lat co miesiąc będzie przekazywać po 124,3 tys. zł fundacji, która z kolei te pieniądze prześle na konto Ryanaira (rocznie to niemal 1,5 mln zł). To opłata za loty do Londynu.

30 kwietnia 2007 r. miasto zawiera kolejną umowę, tym razem na finansowanie połączeń z Dublinem. Zgodnie z nią do października 2010 r. co miesiąc z konta ratusza na konto fundacji powinno wpływać 24,5 tys. zł (rocznie prawie 294 tys. zł).

Do końca 2008 r. wszystko funkcjonowało jak należy. Teraz dług Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej (ona jest dłużnikiem, bo podpisywała umowy z Irlandczykami) za wszystkie połączenia (także te późniejsze, do nich jeszcze przejdziemy) wynosi prawie 1,6 mln zł (ok. 400 tys. euro). Skąd wzięły się te zaległości?

Prawie 900 tys. zł to efekt zmiany polityki ratusza wobec lotów do Londynu i Dublina. Na początku ubiegłego roku miasto się zbuntowało. - Dlaczego tylko my mamy za nie płacić? Przecież są inni akcjonariusze.

Gmina Bydgoszcz była już wtedy mniejszościowym udziałowcem, bo prawie połowę udziałów w Porcie Lotniczym wykupiła austriacka firma Meinl Airports International. Trzecią siłę stanowił samorząd województwa.Ratusz od słów przechodzi do czynów. Do obu umów tworzy aneks, w którym wyjaśnia, że w budżecie miasta zmniejszyły się nakłady na promocję i musi obniżyć przekazywane kwoty. Za Londyn zamierza płacić tylko 771,6 tys. zł, a za Dublin 141,2 tys. zł. A to oznacza w sumie o 872,6 tys. zł rocznie mniej od wcześniejszej deklaracji.

Pod aneksem podpisują się zastępca prezydenta Maciej Grześkowiak i zastępca dyrektora oddziału fundacji Ewa Wajer. Co ważne, Centrum zgadzając się na ten aneks, nie miało żadnego formalnego zabezpieczenia finansowego na regulowanie płatności wobec Ryanaira. Innymi słowy: Irlandczykom musi płacić wcześniej ustalone kwoty, samo jako organizacja typu non profit nie ma pieniędzy (i przede wszystkim żadnego interesu), by pokrywać różnicę. Ratusz zostawił swojego pośrednika na lodzie, bo zmniejszając swoje zaangażowanie, nie miał umów z innymi udziałowcami, że ci przeleją brakującą kwotę.

Dlaczego fundacja zgodziła się na podpisanie samobójczego dokumentu? Dzisiaj nikt nie chce na ten temat rozmawiać. Odpowiedzi na pytania odmawiają kolejno: Wajer, obecna dyrektor oddziału Iwona Raszeja-Ossowska i wiceprezes zarządu centrali fundacji Krzysztof Lutostański.

Była dyrektor Elżbieta Rusielewicz (radna PO, teraz dyrektor podlegającego ratuszowi centrum wystawienniczego) też nie jest skora do komentarzy. - Te sprawy były poza mną. Ja naprawdę nie mam wiele w tym temacie do powiedzenia, bo się tym nie zajmowałam - przekonuje.

- Czy możliwa była sytuacja, że urzędnicy "na gębę" zapewniali, że wszystko będzie dobrze i inne formalności załatwią później, by fundacji nie pozostawić z długami, a teraz po prostu się od niej odwracają? - dopytuję.

- Nie mogę tego wykluczyć - odpowiada Rusielewicz.

Prezydent Konstanty Dombrowicz od miesięcy jak mantrę powtarza słowa: - My mamy podpisane umowy na finansowanie połączeń z Londynem i Dublinem i wszystkie zobowiązania regulujemy na bieżąco.

Kiedy chcemy porozmawiać z nim na temat szczegółów umowy, odmawia. - Przekażę prezydentowi sprawę i w miarę możliwości oddzwonimy - deklaruje jego asystent Jerzy Woźniak. Ale już nie oddzwania.

Wody w usta nabierają też zastępcy Dombrowicza.

Bolesław Grygorewicz odpowiedzialny za lotnisko: - Nie pamiętam tych umów i tych cyferek.

Maciej Grześkowiak odpowiedzialny za promocję: - Przepraszam, ale jestem na urlopie.

Jedynie dyrektor ratuszowego wydziału nadzoru właścicielskiego Sławomir Paprocki zdobył się na krótkie wyjaśnienie: - Chcieliśmy zmusić innych akcjonariuszy do włączenia się w finansowanie połączeń. Ostrzegaliśmy, że przestajemy płacić całą kwotę. Ale zostaliśmy całkowicie zignorowani i przez Urząd Marszałkowski, i przez austriackich udziałowców - zdradza.



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 51 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

SERWISY SPECJALNE

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!

Dbam i segreguję

Ekologia i segregacja z REMONDIS