Rosjanie z Bydgoszczy: Wybaczcie nam Katyń

Rozmawiała Anna Tarnowska
17.04.2010 , aktualizacja: 19.04.2010 16:53
A A A Drukuj
Prezydent Miedwiediew i premier Putin zapalają świece ku pamięci ofiar katastrofy Tu-154 Fot. RIA Novosti REUTERS Prezydent Miedwiediew i premier Putin zapalają świece ku pamięci ofiar katastrofy Tu-154
Przyjaciele i krewni z Rosji dzwonili w sobotę i pytali, czy nie ma w Polsce antyrosyjskich zamieszek. Bali się, że Polacy będą nas przeklinali za to, co się stało
Ludmiła Silitskaya - lektorka języka rosyjskiego w Wyższej Szkole Gospodarki. Urodzona na Białorusi, z pochodzenia Rosjanka. Mieszka w Polsce od czterech lat
Fot. Tymon Markowski / Agencja G
Ludmiła Silitskaya - lektorka języka rosyjskiego w Wyższej Szkole Gospodarki. Urodzona na Białorusi, z pochodzenia Rosjanka. Mieszka w Polsce od czterech lat
Natalia Zemlyanaya (z lewej) wykładowca w Instytucie Neofilologii i Lingwistyki Stosowanej wydziału humanistycznego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Jest Rosjanką. Mieszka w Polsce od 10 lat. Andrzej Silwanowicz (z prawej), starszy wykładowca w Instytucie Neofilologii i Lingwistyki Stosowanej Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Urodził się na Białorusi. Matka jest Rosjanką, ojciec Polakiem. W Polsce mieszka od 30 lat
Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
Natalia Zemlyanaya (z lewej) wykładowca w Instytucie Neofilologii i Lingwistyki Stosowanej wydziału humanistycznego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Jest Rosjanką. Mieszka w Polsce od 10 lat. Andrzej Silwanowicz (z prawej), starszy wykładowca w Instytucie Neofilologii i Lingwistyki Stosowanej Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Urodził się na Białorusi. Matka jest Rosjanką, ojciec Polakiem. W Polsce mieszka od 30 lat
Kobiety zapalają świece w Katedrze w Moskwie
Fot. Misha Japaridze AP
Kobiety zapalają świece w Katedrze w Moskwie
Rozmowa z Ludmiłą Silitskayą, Natalią Zemlyanayą i Andrzejem Silwanowiczem:

Anna Tarnowska: Jak Rosjanie mieszkający w Polsce odbierają to, co się stało pod Smoleńskiem?

Natalia Zemlyanaya: Tak samo jak Polacy - niewyobrażalny dramat. To jak scenariusz do filmu katastroficznego, który nie powinien wydarzyć się naprawdę. Zresztą nie tylko dla Rosjan to wielka tragedia - odczuwają to wszystkie kraje, szczególnie te, które z Polską sąsiadują. W takim momencie współczucie i smutek są ponadnarodowe. Ta tragedia wszystkich zmroziła.

Ludmiła Silitskaya: To jest jak straszny sen. Nie mogłam w to uwierzyć. Przełączałam kanały w telewizji, raz na polską, raz na rosyjską, żeby sprawdzić, czy to nie jakaś pomyłka. Ale obie stacje pokazywały te same zdjęcia, dziennikarze mówili to samo.

Dzwonili do was przyjaciele z Rosji?

NZ: Zanim ktokolwiek zadzwonił do mnie, ja pierwsza chwyciłam za słuchawkę. Chciałam się czegoś więcej dowiedzieć i tak jak wszyscy w sobotę rano miałam jeszcze nadzieję, że ktoś przeżył. Wciąż nie mogę do końca tego ogarnąć. Ta tragedia jest zbyt duża, żeby można ją było ot, tak zrozumieć.

LS: Do mnie zadzwonił mój najstarszy syn, który mieszka w Moskwie. To było kilkanaście minut po tym, jak ta wiadomość przewinęła się przez media. Pytał, czy jest spokój, czy nie zaczynają się jakieś zamieszki na ulicach, czy nie trzeba nam pomóc. A wieczorem dzwonili też przyjaciele zaniepokojeni, czy Polacy nie przeklinają Rosjan za to, co się stało. Wielu Rosjan bało się, że zacznie się jakiś konflikt, a my, zwykli ludzie, zaczniemy być szykanowani przez sąsiadów. Na szczęście do czegoś takiego nie doszło.

Skąd takie przypuszczenia?

Andrzej Silwanowicz: Z braku wzajemnego zaufania. Historia obu krajów ma wiele punktów wspólnych, które wcale nas nie jednoczą, wręcz przeciwnie. Przez lata namnożyło się mnóstwo teorii spiskowych, a to jeszcze zwiększało napięcie pomiędzy nami. Zresztą teraz też można usłyszeć nieprawdopodobne teorie o przyczynach katastrofy nad Smoleńskiem. Jesteśmy do siebie uprzedzeni - widać to chociażby po tym, że Polacy ciągle są zdumieni postawą Rosjan w ostatnich dniach. Tak, jakby podejrzewali, że oziębłe stosunki między krajami spowodują, że ludzie zamiast pomagać, będą siedzieć z założonymi rękoma. A przecież gdyby sytuacja była odwrotna, Polacy zachowaliby się tak samo.

A zachowaliby się?

LS: Na pewno. Polacy to dobrzy ludzie, chociaż czasem mam wrażenie, że sami w tę swoją dobroć nie wierzą. Przez cztery lata mieszkania w Polsce nigdy nie spotkała mnie przykrość z waszej strony. Ale prawdą jest też to, że napięte stosunki między rządami wprowadzają wzajemną niechęć wśród zwykłych ludzi. Nikt tego nie chce, ale tak się dzieje. Gdzieś pod skórą czujemy pretensje Polaków za wydarzenia z ostatniego stulecia. A przecież przeprosiliśmy, przyznaliśmy się, zależy nam, żeby Polacy wybaczyli nam Katyń i zrozumieli, że zwykli ludzie nie mordowali. To byli kaci.

NZ: Każdy zachowałby się w taki sposób i starałby się pomóc. Nawet pomimo wydarzeń w ostatnich latach, które dla naszych krajów nie były usłane różami. Napięć było sporo - tarcza antyrakietowa, problem Gruzji, zaangażowanie w pomarańczową rewolucję na Ukrainie. To nie sprzyjało zacieśnieniu się przyjaźni.

Widzieli państwo film Andrzeja Wajdy "Katyń"?

NZ: Oglądałam go już rok temu, tutaj w Polsce. Z tego co wiem, w Rosji był nie do zdobycia. Trudno ocenić taki obraz - dla mnie to bardziej dokument niż film fabularny i dlatego nie podlega interpretacji. Mimo że historia Lasu Katyńskiego była mi dobrze znana, film mną wstrząsnął. Może dlatego, że pokazuje tragedię w kontekście dramatu poszczególnych osób, ich rodzin.

AS: Mocny, chociaż wyważony obraz. Nie trzeba mieć obaw, że Rosjanie odebrali go niewłaściwie, jako atak ze strony Polaków. Z niecierpliwością czekam na komentarze ze strony rosyjskiej.

Co wiedzieli wcześniej Rosjanie o Katyniu?

NZ: Trzeba pamiętać, że nie była to prawda powszechnie znana. Podręczniki szkolne wciąż milczą na ten temat.

AS: Rosja to nie Chiny - tam nie ma cenzury. Ale żyje tam ponad 150 milionów ludzi, w tym wielu w części azjatyckiej. Nie ma powszechnego dostępu do internetu, a więc i do informacji. Przez część społeczeństwa ta zbrodnia była kojarzona z mordem hitlerowskim nie tylko przez propagandę stalinowską. W czasie okupacji Niemcy spalili i zabili mieszkańców białoruskiej wioski Hatyń. Po wojnie o tym wydarzeniu z oczywistych względów mówiło się chętniej - ludzie słowo Katyń przyjmowali jako przejęzyczenie, a nie inne miejsce i inną tragedię. Zresztą wiedzę na temat tragedii w Polsce trochę się przecenia. Wczoraj dostałem od studentów filologii rosyjskiej pracę na temat mordu w Lesie Katyńskim. Nie tylko mylili daty, ale też fakty. Pisali na przykład, że w Katyniu zginęli polscy inżynierowie, albo że to wspólna sprawka Niemców i Rosjan.

LS: Na Białorusi ludzie od wielu lat wiedzą, co się stało. Ale nie można o tym głośno mówić - rządy Łukaszenki wprowadziły zakaz komentowania tego typu kontrowersji. Ludzie wiedzą swoje, ale nie przyznają się do poglądów. Za to można wylecieć z pracy.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    58 głosów

SERWISY SPECJALNE

Witajcie na Świecie w Bydgoszczy!

Partner serwisu Bella Happy Natural Care

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!