Mamy nowoczesny węzeł. A korki większe niż dawniej
06.09.2010
, aktualizacja: 06.09.2010 10:42
Po wybudowaniu dwupoziomowego skrzyżowania w Stryszku kierowcy stoją w większych korkach niż wcześniej. Powód? Sygnalizacja przy lokalnej drodze do podbydgoskich miejscowości. Drogowcy bezradnie rozkładają ręce
Zmodernizowany odcinek między Bydgoszczą a Stryszkiem ma parametry drogi ekspresowej. Do czasu zbudowania północnej obwodnicy miasta pozostanie fragmentem "piątki". Na nowoczesnym węźle kierowcy bezkolizyjne skręcają na istniejącą obwodnicę i dalej mkną na Poznań. Oni problemów nie mają. Kłopoty zaczęły się jednak dla tych, którzy muszą jechać prosto.
- Co z tego, że w Stryszku jest dwupoziomowe skrzyżowanie, jak 50 m za nim wybudowano wjazd na drogę serwisową, która prowadzi do Ciela, Przyłęk i Zielonki. Ruch na tej krzyżówce jest już regulowany sygnalizacją świetlną. Rano, kiedy tłum zmierza w kierunku Bydgoszczy, samochody stoją w korku od Brzozy. Popołudniami, przy powrotach z pracy, sznur aut ciągnie się do lotniska - opowiada Maciej Świtoński, który codziennie pokonuje tę trasę.
Mieszkańców osiedli domków na południe od miasta jest coraz więcej. Nie byłoby sprawy, gdyby wjazd i wyjazd na drogę do tych miejscowości odbywał się również po dwupoziomowym skrzyżowaniu. Ale Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, projektując węzeł, nie pomyślała o takim rozwiązaniu. Dlaczego?
- Przesunięcie inwestycji o 50 czy 100 m nie rozwiązałoby problemu - uważa Tomasz Okoński, rzecznik bydgoskiego oddziału drogowców. - Za chwilę pojawiłby się problem kolejnego skrzyżowania za 100 m, następne światła są przecież w Brzozie i one tamowałyby ruch.
Okoński przekonuje, że drogowcy są przejęci sytuacją w Stryszku i na dalszej trasie w kierunku Inowrocławia. Na bieżąco ją monitorują, a zdjęcia korków i swoje wnioski przesyłają do centrali firmy w Warszawie. Chcą bowiem zdobyć pieniądze na przebudowę drogi. Dotychczasowe próby uzyskania milionów złotych na ten cel zakończyły się jednak fiaskiem.
- Chcieliśmy, by dwupasmówka dobiegała aż do Inowrocławia. Ale ten pomysł nie zyskał akceptacji z powodu gigantycznych kosztów. Myśleliśmy też o przedłużeniu trasy o dobrych parametrach do Brzozy. Ale i na to nas nie stać. W Brzozie pas drogowy jest bardzo wąski, więc pod drugą jezdnię trzeba byłoby kupić wiele nieruchomości, w tym hotel. W grę wchodziły ogromne pieniądze - wyjaśnia rzecznik.
Drogowcy postawili więc na plan minimum - szukają funduszy tylko na przebudowę skrzyżowania w Stryszku. Czy Warszawa zaakceptuje ten pomysł i przydzieli pieniądze? Na to pytanie Okoński już odpowiedzieć nie potrafi. Wyjaśnia, że koszty nawet tak ograniczonej inwestycji byłyby duże, bo oprócz projektowania i budowy, konieczne będzie wykupienie okolicznych gruntów.
Póki co drogowcy wdrażają plan bezkosztowy. Po pierwsze liczą, że po wakacjach ruch na tej trasie się zmniejszy, bo bydgoszczanie przestaną jeździć na działki i nad jeziora do Chmielnik czy Piecek. A po drugie, eksperymentują z sygnalizacją świetlną na feralnym skrzyżowaniu.
- Ustawienia tych świateł są optymalne. Już nic lepszego z nimi nie zrobimy - mówi Okoński. - Dlatego w godzinach popołudniowego szczytu między godz. 14 a 17.30 po prostu je wyłączamy, by nieco upłynnić ruch. Może i korki się dzięki temu zmniejszyły, ale za to odnotowaliśmy pierwsze stłuczki. Sytuacja jest patowa: gdy światła działają, nie idzie przejechać; gdy pali się jedynie pomarańczowe, robi się niebezpiecznie.
Świtoński przekonuje, że wyłączenie sygnalizacji to zły pomysł i bez radykalnych inwestycji, nie ma co myśleć o poprawie sytuacji. - Brak działających świateł spowodował jedynie to, że wyjazd na główną drogę z trasy lokalnej graniczy z cudem. To prawdziwy hazard: uda się, czy się nie uda. A niestety, wielu kierowców nie ma takiej kultury, aby zatrzymać się i przepuścić stojący przed skrzyżowaniem kilka minut pojazd - zauważa.
- Co z tego, że w Stryszku jest dwupoziomowe skrzyżowanie, jak 50 m za nim wybudowano wjazd na drogę serwisową, która prowadzi do Ciela, Przyłęk i Zielonki. Ruch na tej krzyżówce jest już regulowany sygnalizacją świetlną. Rano, kiedy tłum zmierza w kierunku Bydgoszczy, samochody stoją w korku od Brzozy. Popołudniami, przy powrotach z pracy, sznur aut ciągnie się do lotniska - opowiada Maciej Świtoński, który codziennie pokonuje tę trasę.
Mieszkańców osiedli domków na południe od miasta jest coraz więcej. Nie byłoby sprawy, gdyby wjazd i wyjazd na drogę do tych miejscowości odbywał się również po dwupoziomowym skrzyżowaniu. Ale Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, projektując węzeł, nie pomyślała o takim rozwiązaniu. Dlaczego?
- Przesunięcie inwestycji o 50 czy 100 m nie rozwiązałoby problemu - uważa Tomasz Okoński, rzecznik bydgoskiego oddziału drogowców. - Za chwilę pojawiłby się problem kolejnego skrzyżowania za 100 m, następne światła są przecież w Brzozie i one tamowałyby ruch.
Okoński przekonuje, że drogowcy są przejęci sytuacją w Stryszku i na dalszej trasie w kierunku Inowrocławia. Na bieżąco ją monitorują, a zdjęcia korków i swoje wnioski przesyłają do centrali firmy w Warszawie. Chcą bowiem zdobyć pieniądze na przebudowę drogi. Dotychczasowe próby uzyskania milionów złotych na ten cel zakończyły się jednak fiaskiem.
- Chcieliśmy, by dwupasmówka dobiegała aż do Inowrocławia. Ale ten pomysł nie zyskał akceptacji z powodu gigantycznych kosztów. Myśleliśmy też o przedłużeniu trasy o dobrych parametrach do Brzozy. Ale i na to nas nie stać. W Brzozie pas drogowy jest bardzo wąski, więc pod drugą jezdnię trzeba byłoby kupić wiele nieruchomości, w tym hotel. W grę wchodziły ogromne pieniądze - wyjaśnia rzecznik.
Drogowcy postawili więc na plan minimum - szukają funduszy tylko na przebudowę skrzyżowania w Stryszku. Czy Warszawa zaakceptuje ten pomysł i przydzieli pieniądze? Na to pytanie Okoński już odpowiedzieć nie potrafi. Wyjaśnia, że koszty nawet tak ograniczonej inwestycji byłyby duże, bo oprócz projektowania i budowy, konieczne będzie wykupienie okolicznych gruntów.
Póki co drogowcy wdrażają plan bezkosztowy. Po pierwsze liczą, że po wakacjach ruch na tej trasie się zmniejszy, bo bydgoszczanie przestaną jeździć na działki i nad jeziora do Chmielnik czy Piecek. A po drugie, eksperymentują z sygnalizacją świetlną na feralnym skrzyżowaniu.
- Ustawienia tych świateł są optymalne. Już nic lepszego z nimi nie zrobimy - mówi Okoński. - Dlatego w godzinach popołudniowego szczytu między godz. 14 a 17.30 po prostu je wyłączamy, by nieco upłynnić ruch. Może i korki się dzięki temu zmniejszyły, ale za to odnotowaliśmy pierwsze stłuczki. Sytuacja jest patowa: gdy światła działają, nie idzie przejechać; gdy pali się jedynie pomarańczowe, robi się niebezpiecznie.
Świtoński przekonuje, że wyłączenie sygnalizacji to zły pomysł i bez radykalnych inwestycji, nie ma co myśleć o poprawie sytuacji. - Brak działających świateł spowodował jedynie to, że wyjazd na główną drogę z trasy lokalnej graniczy z cudem. To prawdziwy hazard: uda się, czy się nie uda. A niestety, wielu kierowców nie ma takiej kultury, aby zatrzymać się i przepuścić stojący przed skrzyżowaniem kilka minut pojazd - zauważa.
Najnowsze wiadomości
- 26 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Mamy nowoczesny węzeł. A korki większe niż dawniej
kitka_sol
06.09.10, 13:04
Moim zdaniem rozwiązanie tego problemu było bardzo proste, jednak trzeba było o tym pomyśleć na etapie projektowania węzła. Biorąc pod uwagę długość odcinka serwisówki od węzła do świateł, »
-
Mamy nowoczesny węzeł. A korki większe niż dawniej
realista1957r
06.09.10, 14:31
Bo gdybe wcześniej ktoś pomyślał zamiast brać tylko pieniądze to zjazd na brzozę,ciele i tzw drogę serwisową wykonałby w przyłąkach a nie na trasie do inowrocławia i wtedy nie blokowało by»
-
Mamy nowoczesny węzeł. A korki większe niż dawniej
jacek.killman
06.09.10, 20:38
O jakich drogach dwujezdniowych w okolicach Bydgoszczy mowa? Do Inowrocławia? Do Torunia? Może jeszcze gdzieś? Nie rozśmieszajcie publiczności. Jedyną drogą ekspresową jaka będzie przebiegać»






