Hawaje mamy na Kanale
15.07.2008
, aktualizacja: 15.07.2008 19:23
Spacer z duchami, hawajski rejs Kanałem Bydgoskim albo wycieczka rowerowa po mieście - takie atrakcje przygotowało pierwsze w Bydgoszczy biuro profesjonalnie zajmujące się turystami. - To cenna inicjatywa - chwalą urzędnicy ratusza
Nasze miasto raczej nie kojarzy się z atrakcjami turystycznymi. Daria Brodziak, właścicielka biura Visite.pl przekonuje, że to błędne myślenie. - Dominuje stereotyp, że największą atrakcją Bydgoszczy jest sąsiedztwo Torunia. Czas skończyć z takim podejściem, bo nie ma w nim wiele wspólnego z rzeczywistością - twierdzi. - Niestety, często jest tak, że po wyjściu z samolotu czy pociągu przybywający do miasta nie bardzo wiedzą, co zrobić. Chcemy im pomóc.
Z jej inicjatywy postało pierwsze biuro, które ma w niebanalny sposób zagospodarować czas turystom przyjeżdżającym do Bydgoszczy. Wystartowało kilka dni temu i nie ma jeszcze zamówień, ale liczba pomysłów jest imponująca.
"Spacer z duchami" - to wieczorne przejście po mieście śladem miejsc, gdzie dochodziło przed kilkudziesięciu laty do głośnych zabójstw. Na sam koniec w nocnej scenerii turyści przejdą przez Wyspę Młyńską i wypiją kieliszek wina w jednej z podziemnych knajpek.
"Hawajski rejs" to z kolei propozycja dla miłośników wody. Na wypożyczonym stateczku pływającym po Kanale Bydgoskim turyści biorą udział w imprezie z hawajską muzyką, drinkami z parasolką, otrzymują też skąpe stroje, żeby w jak najpełniej oddać klimat oceanicznych wysp.
- Pokazać można wszystko. Jeszcze w poprzedniej pracy obwoziłam po Bydgoszczy młodych Duńczyków, którzy nie mogli oderwać oczu od naszych blokowisk. Byli nimi zachwyceni i nie mogli uwierzyć, że bloki z wielkiej płyty mogą stać przez wiele lat, bo wcześniej słyszeli, że szybko się rozpadają. Ale oczywiście jesteśmy otwarci też na osoby, które chcą zobaczyć miasto w bardziej tradycyjny sposób. Wszystko zależy od upodobań, oczekiwań i zainteresowań - zaznacza Brodziak. - Nie ma też problemu z obcokrajowcami, bo możemy obsłużyć ich w językach angielskim, francuskim, niemieckim i rosyjskim.
Karol Słowiński, p.o. prezesa Bydgoskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej jest zachwycony nową propozycją. Przekonuje, że do naszego miasta przyjeżdża coraz więcej turystów, którzy będą zainteresowani propozycjami firmy.
- Z obcokrajowców najwięcej mamy 50-, 60-letnich Niemców, którzy odbywają sentymentalną podróż po miejscach, gdzie żyli ich rodzice. Ale dzięki połączeniom lotniczym pojawiają się też Anglicy. Do tego Bydgoszcz odkrywają Polacy, których nasze miasto urzeka. Dodatkowe niestandardowe pomysły na zwiedzanie mogą tylko dodać kolorytu tym odwiedzinom - zaznacza Słowiński.
Także ratusz chce przyjrzeć się propozycji Visite.pl. Zwłaszcza że, jak podkreśla dyrektor wydziału promocji Nikodem Łada, brakowało dotąd instytucji, w której można byłoby poszukać wyspecjalizowanego przewodnika, zwłaszcza biegle posługującego się językiem obcym. Obiecuje pomóc w rozpropagowaniu usług biura.
- Cieszy każda inicjatywa, której celem jest promowanie Bydgoszczy. Fajnie, że znalazł się ktoś, kto chce pokazać nasze miasto jako żywy organizm. Mamy przecież mnóstwo atrakcji, którymi możemy się pochwalić. Dlatego czekam na kontakt ze strony biura i służę pomocą. Chętnie jako miasto włączymy się w to przedsięwzięcie - proponuje Łada.
Z jej inicjatywy postało pierwsze biuro, które ma w niebanalny sposób zagospodarować czas turystom przyjeżdżającym do Bydgoszczy. Wystartowało kilka dni temu i nie ma jeszcze zamówień, ale liczba pomysłów jest imponująca.
"Spacer z duchami" - to wieczorne przejście po mieście śladem miejsc, gdzie dochodziło przed kilkudziesięciu laty do głośnych zabójstw. Na sam koniec w nocnej scenerii turyści przejdą przez Wyspę Młyńską i wypiją kieliszek wina w jednej z podziemnych knajpek.
"Hawajski rejs" to z kolei propozycja dla miłośników wody. Na wypożyczonym stateczku pływającym po Kanale Bydgoskim turyści biorą udział w imprezie z hawajską muzyką, drinkami z parasolką, otrzymują też skąpe stroje, żeby w jak najpełniej oddać klimat oceanicznych wysp.
- Pokazać można wszystko. Jeszcze w poprzedniej pracy obwoziłam po Bydgoszczy młodych Duńczyków, którzy nie mogli oderwać oczu od naszych blokowisk. Byli nimi zachwyceni i nie mogli uwierzyć, że bloki z wielkiej płyty mogą stać przez wiele lat, bo wcześniej słyszeli, że szybko się rozpadają. Ale oczywiście jesteśmy otwarci też na osoby, które chcą zobaczyć miasto w bardziej tradycyjny sposób. Wszystko zależy od upodobań, oczekiwań i zainteresowań - zaznacza Brodziak. - Nie ma też problemu z obcokrajowcami, bo możemy obsłużyć ich w językach angielskim, francuskim, niemieckim i rosyjskim.
Karol Słowiński, p.o. prezesa Bydgoskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej jest zachwycony nową propozycją. Przekonuje, że do naszego miasta przyjeżdża coraz więcej turystów, którzy będą zainteresowani propozycjami firmy.
- Z obcokrajowców najwięcej mamy 50-, 60-letnich Niemców, którzy odbywają sentymentalną podróż po miejscach, gdzie żyli ich rodzice. Ale dzięki połączeniom lotniczym pojawiają się też Anglicy. Do tego Bydgoszcz odkrywają Polacy, których nasze miasto urzeka. Dodatkowe niestandardowe pomysły na zwiedzanie mogą tylko dodać kolorytu tym odwiedzinom - zaznacza Słowiński.
Także ratusz chce przyjrzeć się propozycji Visite.pl. Zwłaszcza że, jak podkreśla dyrektor wydziału promocji Nikodem Łada, brakowało dotąd instytucji, w której można byłoby poszukać wyspecjalizowanego przewodnika, zwłaszcza biegle posługującego się językiem obcym. Obiecuje pomóc w rozpropagowaniu usług biura.
- Cieszy każda inicjatywa, której celem jest promowanie Bydgoszczy. Fajnie, że znalazł się ktoś, kto chce pokazać nasze miasto jako żywy organizm. Mamy przecież mnóstwo atrakcji, którymi możemy się pochwalić. Dlatego czekam na kontakt ze strony biura i służę pomocą. Chętnie jako miasto włączymy się w to przedsięwzięcie - proponuje Łada.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Hawaje mamy na Kanale
patriota_lokalny
15.07.08, 21:54
Aby ocenić tę propozycję trzeba poczekać trochę czasu, czy się przyjmie. Bo narazie "Gazeta" zachwyca się nad inicjatywą, która działa kilka dni i "jeszczenie ma żadnych zamówień". Jednak »





