Odkryj tajemnice tai-chi. Ćwicz na Wyspie Młyńskiej
30.04.2011
, aktualizacja: 29.04.2011 22:49
Wygodny strój, chęci i trochę wolnej przestrzeni. Tyle wystarczy, by zacząć uprawianie tai-chi. Pierwsze otwarte zajęcia już dziś (30.04) na Wyspie Młyńskiej od godz. 10.
"Nawlekanie pereł", "polerowanie lustra" czy "krok mnicha" to nie są szyfry tajnych operacji, ale podstawowe sekwencje ruchowe tai-chi. Dziś podczas prawie dwugodzinnego treningu na Wyspie Młyńskiej będzie można nauczyć się tej popularnej sztuki walki. Wszystko w związku z obchodami światowego dnia tai-chi.
Sobotnie spotkanie w plenerze zainauguruje systematyczne ćwiczenia na świeżym powietrzu. Organizator Daniel Żurawski planuje, by do końca czerwca raz w tygodniu zapraszać bydgoszczan na Wyspę: - Władze przychylnie są nastawione do tego pomysłu. Jeśli tylko znajdą się chętni, będę się spotykać z entuzjastami tai - chi - zapewnia.
Na czym polega tajemnica wschodniej sztuki? Przede wszystkim trzeba rozdzielić tradycyjne chińskie tai-chi od jego europejskiego odpowiednika. Europejczycy poznali tai - chi około 50 lat temu i traktują je jako sposób dbania o własną kondycję. - I o to chodzi, bo żeby opanować wschodnią sztukę walki, potrzeba wielu lat wytrwałych ćwiczeń - twierdzi Żurawski. - Dzięki tego typu aktywności, poprawiamy sobie nie tylko nastrój, ale i zdrowie.
W tai-chi występuje 37 form pojedynczych, które razem dają ponad sto sekwencji. Wszystko razem tworzy system harmonijnych ruchów, łączący w sobie sztukę walki z elementami medytacji. Najważniejsze jest ich umiejętne powtarzanie i panowanie nad każdym ruchem. Tylko wtedy możemy liczyć na sukces. Są ćwiczenia, które pomogą na nerki, bóle kręgosłupa oraz odpowiednie naciągnięcie ścięgien i mięśni. - Żaden gest nie jest przypadkowy. Wszystko musi być dopracowane i przemyślane. Ćwiczący wyglądają jakby płynęli w powietrzu i tak też się czują.
Żurawski trenuje tai-chi od 20 lat. Ma też swoją szkołę, w której uczy tajników tai-chi. Nie wyobraża sobie dnia bez ćwiczeń: - To tak jak z myciem zębów: wchodzi w krew - mówi. Dzięki chińskiej sztuce łatwiej znosi kłopoty i trudności. - Rozumiem lepiej siebie i innych, dlatego łatwiej mi stawiać czoła problemom - uważa.
Podczas pierwszego spotkania instruktor rozpocznie trening od podstawowych ruchów. - Na początek pokażę kilka standardów, żeby potem przejść do pełnych sekwencji - tłumaczy. Nie zabraknie też ćwiczeń w parach, np. czujących dłoni, które pomogą współgrać z drugą osobą.
Tai-chi to aktywność dla każdego. Na Wyspę Młyńską mogą przyjść i młodzi, i ci nieco starsi. Są różne zestawy ćwiczeń dostosowane zarówno do wieku, jak i możliwości fizycznych człowieka. Sprawdzi się też u tych, którzy żyją w stresie i napięciu. - Skupiając się na poszczególnych ruchach, zapominamy o tym, co działo się przez ostatnie dni. Pochłania nas tylko ruch - mówi Żurawski.
Sobotnie spotkanie w plenerze zainauguruje systematyczne ćwiczenia na świeżym powietrzu. Organizator Daniel Żurawski planuje, by do końca czerwca raz w tygodniu zapraszać bydgoszczan na Wyspę: - Władze przychylnie są nastawione do tego pomysłu. Jeśli tylko znajdą się chętni, będę się spotykać z entuzjastami tai - chi - zapewnia.
Na czym polega tajemnica wschodniej sztuki? Przede wszystkim trzeba rozdzielić tradycyjne chińskie tai-chi od jego europejskiego odpowiednika. Europejczycy poznali tai - chi około 50 lat temu i traktują je jako sposób dbania o własną kondycję. - I o to chodzi, bo żeby opanować wschodnią sztukę walki, potrzeba wielu lat wytrwałych ćwiczeń - twierdzi Żurawski. - Dzięki tego typu aktywności, poprawiamy sobie nie tylko nastrój, ale i zdrowie.
W tai-chi występuje 37 form pojedynczych, które razem dają ponad sto sekwencji. Wszystko razem tworzy system harmonijnych ruchów, łączący w sobie sztukę walki z elementami medytacji. Najważniejsze jest ich umiejętne powtarzanie i panowanie nad każdym ruchem. Tylko wtedy możemy liczyć na sukces. Są ćwiczenia, które pomogą na nerki, bóle kręgosłupa oraz odpowiednie naciągnięcie ścięgien i mięśni. - Żaden gest nie jest przypadkowy. Wszystko musi być dopracowane i przemyślane. Ćwiczący wyglądają jakby płynęli w powietrzu i tak też się czują.
Żurawski trenuje tai-chi od 20 lat. Ma też swoją szkołę, w której uczy tajników tai-chi. Nie wyobraża sobie dnia bez ćwiczeń: - To tak jak z myciem zębów: wchodzi w krew - mówi. Dzięki chińskiej sztuce łatwiej znosi kłopoty i trudności. - Rozumiem lepiej siebie i innych, dlatego łatwiej mi stawiać czoła problemom - uważa.
Podczas pierwszego spotkania instruktor rozpocznie trening od podstawowych ruchów. - Na początek pokażę kilka standardów, żeby potem przejść do pełnych sekwencji - tłumaczy. Nie zabraknie też ćwiczeń w parach, np. czujących dłoni, które pomogą współgrać z drugą osobą.
Tai-chi to aktywność dla każdego. Na Wyspę Młyńską mogą przyjść i młodzi, i ci nieco starsi. Są różne zestawy ćwiczeń dostosowane zarówno do wieku, jak i możliwości fizycznych człowieka. Sprawdzi się też u tych, którzy żyją w stresie i napięciu. - Skupiając się na poszczególnych ruchach, zapominamy o tym, co działo się przez ostatnie dni. Pochłania nas tylko ruch - mówi Żurawski.
Najnowsze wiadomości
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy




więcej zdjęć

