Sprawdź czy dobrze nam się żyje w Bydgoszczy
2010-01-14
, aktualizacja: 14.01.2010 10:52
Nie angażujemy się w życie społeczne, pozwalamy decydować za nas uczciwym urzędnikom-średniakom - wynika z opinii zebranych przez ankieterów PBS DGA
ZOBACZ TAKŻE
- Komentarze (14-01-10, 18:18)
- Brunon Synak: Partie nie budzą zaufania (14-01-10, 08:00)
- Komentarz. Skąd takie róznice? (14-01-10, 10:41)
Czy należy Pan(i) do jakiś dobrowolnych organizacji, stowarzyszeń, partii politycznych, fundacji, organizacji pozarządowych?
Tak - 12,1 proc.
Nie - 87,9 proc.
"Gazeta": Bydgoskie wyniki niezbyt odbiegają od tych z innych polskich miast. Do różnego rodzaju organizacji należy 12,3 proc. Polaków, więc potoczne opinie, że niechętnie włączamy się życie społeczne, jesteśmy mało aktywni, nie mają potwierdzenia w rzeczywistości.
Marek Zientak, Stowarzyszenie Bydgoskie Forum Ekologiczne: - W naszym mieście widać odwrót od działalności społecznej. Ludzie czują, że coraz mniej od nich zależy i nie ma sensu zapisywać się do organizacji, bo to niczego nie zmieni. Politycy z góry podejmują decyzję. Nasze stowarzyszenie także się kurczy - musieliśmy wyzerować składki, bo gdybyśmy tego nie zrobili, trzeba byłoby wyrzucić ponad połowę członków. Ja wciąż do niego należę, bo mam potrzebę wypowiadania się publicznie na tematy, które są dla mnie ważne.
Czy władze lokalne w Pana(i) mieście chętnie konsultują trudne decyzje z mieszkańcami?
Tak - 29,5 proc.
Nie - 63,2 proc.
"Gazeta": Wyniki są odbiciem sytuacji ze spalarnią śmieci. Jej przeciwnicy uważają, że władze ignoruje ich zdanie i nie konsultuje się z mieszkańcami. Z drugiej strony ratusz zdecydował się na niekonwencjonalne rozwiązana i zafundował wycieczki do Niemiec i Francji, by bydgoszczanie miejscu mogli przekonać się, jak takie spalarnie działają. W oczach mieszkańców to jednak wciąż za mało.
Jerzy Mickuś, członek Stowarzyszenia Osiedla Kapuściska: - Brałem udział w konsultacjach społecznych w zeszłym roku. Dotyczyły spalarni w naszym mieście. Jestem osobiście zainteresowany tym tematem, dlatego wiedziałem gdzie i kiedy przyjść. Ale informowanie społeczeństwa, że takie spotkanie się odbywa, było fatalne - kilka plakatów przyklejonych taśmą na słupach. Mam wrażenie, że miasto zorganizowało je tylko dlatego, żeby "odhaczyć" kolejny punkt programu. To był chwyt propagandowy, by nikt nie powiedział, że urząd nie jest zainteresowany opinią mieszkańców. W gruncie rzeczy żadnych prawdziwych konsultacji u nas nie ma.
Czy brał(a) Pan(i) udział w jakichkolwiek konsultacjach społecznych organizowanych przez władze miejskie?
Tak - 24, proc.
Nie - 75,4 proc.
"Gazeta": Już trzy razy ratusz organizował konsultacje w sprawie granic miasta. Nie cieszyły się dużym zainteresowaniem. Z każdymi kolejnymi może być gorzej. Choć większość bydgoszczan zgodziła się z planami ratusza, to ich zdanie nie zostało wzięte pod uwagę przez rząd. To może spowodować przekonanie, że stanowisko mieszkańców niewiele znaczy, więc nie warto angażować się w tego typu akcje.
Marta Estkowska, dyrektor wydziału organizacyjnego Urzędu Miasta: - Organizowałam kilka konsultacji w sprawie zmian granic. Wniosek jest jeden: czym bardziej urozmaicona jest możliwość oddawania głosów, tym większe zainteresowanie wyrażeniem swojego zdania. Kiedy wystawiliśmy stoliki w kilku miejscach Bydgoszczy, mocno nagłośniliśmy akcję, opinię wyraziło aż 12 tys. bydgoszczan, co jest bardzo dobrym wynikiem. Natomiast ostatnie konsultacje, które przeprowadzaliśmy tylko przez internet, cieszyły się minimalnym zainteresowaniem. To pokazuje, że trzeba stwarzać warunki, by mieszkańcy z łatwością mogli oddawać głosy. A że internet nie jest jeszcze powszechnie stosowany, zwłaszcza wśród starszych ludzi, to wciąż trzeba organizować także bardziej tradycyjne metody zbierania opinii.
Czy osoby sprawujące władze w Twoim mieście są uczciwe?
Tak - 12,1 proc.
Nie - 87,9 proc.
"Gazeta": Bydgoskie wyniki niezbyt odbiegają od tych z innych polskich miast. Do różnego rodzaju organizacji należy 12,3 proc. Polaków, więc potoczne opinie, że niechętnie włączamy się życie społeczne, jesteśmy mało aktywni, nie mają potwierdzenia w rzeczywistości.
Marek Zientak, Stowarzyszenie Bydgoskie Forum Ekologiczne: - W naszym mieście widać odwrót od działalności społecznej. Ludzie czują, że coraz mniej od nich zależy i nie ma sensu zapisywać się do organizacji, bo to niczego nie zmieni. Politycy z góry podejmują decyzję. Nasze stowarzyszenie także się kurczy - musieliśmy wyzerować składki, bo gdybyśmy tego nie zrobili, trzeba byłoby wyrzucić ponad połowę członków. Ja wciąż do niego należę, bo mam potrzebę wypowiadania się publicznie na tematy, które są dla mnie ważne.
Czy władze lokalne w Pana(i) mieście chętnie konsultują trudne decyzje z mieszkańcami?
Tak - 29,5 proc.
Nie - 63,2 proc.
"Gazeta": Wyniki są odbiciem sytuacji ze spalarnią śmieci. Jej przeciwnicy uważają, że władze ignoruje ich zdanie i nie konsultuje się z mieszkańcami. Z drugiej strony ratusz zdecydował się na niekonwencjonalne rozwiązana i zafundował wycieczki do Niemiec i Francji, by bydgoszczanie miejscu mogli przekonać się, jak takie spalarnie działają. W oczach mieszkańców to jednak wciąż za mało.
Jerzy Mickuś, członek Stowarzyszenia Osiedla Kapuściska: - Brałem udział w konsultacjach społecznych w zeszłym roku. Dotyczyły spalarni w naszym mieście. Jestem osobiście zainteresowany tym tematem, dlatego wiedziałem gdzie i kiedy przyjść. Ale informowanie społeczeństwa, że takie spotkanie się odbywa, było fatalne - kilka plakatów przyklejonych taśmą na słupach. Mam wrażenie, że miasto zorganizowało je tylko dlatego, żeby "odhaczyć" kolejny punkt programu. To był chwyt propagandowy, by nikt nie powiedział, że urząd nie jest zainteresowany opinią mieszkańców. W gruncie rzeczy żadnych prawdziwych konsultacji u nas nie ma.
Czy brał(a) Pan(i) udział w jakichkolwiek konsultacjach społecznych organizowanych przez władze miejskie?
Tak - 24, proc.
Nie - 75,4 proc.
"Gazeta": Już trzy razy ratusz organizował konsultacje w sprawie granic miasta. Nie cieszyły się dużym zainteresowaniem. Z każdymi kolejnymi może być gorzej. Choć większość bydgoszczan zgodziła się z planami ratusza, to ich zdanie nie zostało wzięte pod uwagę przez rząd. To może spowodować przekonanie, że stanowisko mieszkańców niewiele znaczy, więc nie warto angażować się w tego typu akcje.
Marta Estkowska, dyrektor wydziału organizacyjnego Urzędu Miasta: - Organizowałam kilka konsultacji w sprawie zmian granic. Wniosek jest jeden: czym bardziej urozmaicona jest możliwość oddawania głosów, tym większe zainteresowanie wyrażeniem swojego zdania. Kiedy wystawiliśmy stoliki w kilku miejscach Bydgoszczy, mocno nagłośniliśmy akcję, opinię wyraziło aż 12 tys. bydgoszczan, co jest bardzo dobrym wynikiem. Natomiast ostatnie konsultacje, które przeprowadzaliśmy tylko przez internet, cieszyły się minimalnym zainteresowaniem. To pokazuje, że trzeba stwarzać warunki, by mieszkańcy z łatwością mogli oddawać głosy. A że internet nie jest jeszcze powszechnie stosowany, zwłaszcza wśród starszych ludzi, to wciąż trzeba organizować także bardziej tradycyjne metody zbierania opinii.
Czy osoby sprawujące władze w Twoim mieście są uczciwe?
Tak - 44,8 proc.
Nie - 34,9 proc.
"Gazety": Wyniki nie dziwią - na ekipie prezydenta Dombrowicza nie ciążą zarzuty np. korupcji. Cieniem na ratuszu położyła się jednak m.in. afera e-mailowa.
Remigiusz Koc, psycholog społeczny: - Pytanie o uczciwość i skorumpowanie to właściwie pytanie o jedno i to samo, gdyż dotyczy tzw. cech moralnościowych. Jeśli ktoś jest uczciwy, to zapewne nie jest skorumpowany. Obraz naszych władz, który wyłania się z tego sondażu jest pozytywny, bo około połowa ankietowanych uważa urzędników za osoby uczciwe. Brak dużych dysproporcji między osobami pozytywnie i negatywnie oceniającymi władzę świadczy o pewnej neutralności wizerunku osób rządzących w naszym mieście. Oznacza to być może, że nasza władza ani nie zrobiła czegoś bardzo złego, żeby zasłużyć sobie na miano nieuczciwych, ani też nic spektakularnie dobrego, żeby większa część społeczeństwa oceniła ją zdecydowanie na plus.
Czy osoby sprawujące władze w Twoim mieście są skorumpowane?
Tak - 23 proc.
Nie - 51,7 proc.
Remigiusz Koc: - Większość bydgoszczan ocenia władzę jako poprawnie funkcjonującą pod względem moralnym. Ale o czymś może świadczyć spora grupa niezdecydowanych (ponad 20 proc.)? Władza odbierana jest w sposób mało wyrazisty - jej przedstawiciele to tacy dobrzy, silni średniacy.
Czy osoby sprawujące władze w Twoim mieście są nieudolne?
Tak - 36,5 proc.
Nie - 51,9 proc.
"Gazeta": Sondaż przeprowadzono przed atakiem zimy. Teraz wyniki z pewnością byłyby inne, mniej korzystne dla urzędników. Drogowcy nie są w stanie sobie poradzić ze śniegiem. Bydgoszczanie na tym cierpią i głośno wyrażają swoje niezadowolenie.
Michał Cichoracki, socjolog: - Pojęcie "nieudolności" dla każdego może znaczyć coś innego. Dla jednych będą to nieodśnieżone drogi, dla innych decyzje polityczne. Duża część społeczeństwa uważa, że władze naszego miasta są nieudolne, ale z innych badań wynika , że wielu rodzicom marzy się kariera polityka dla swojego dziecka. Trzeba by zapytać ankietowanych, na czym dla nich polega nieudolność władzy.
Nie - 34,9 proc.
"Gazety": Wyniki nie dziwią - na ekipie prezydenta Dombrowicza nie ciążą zarzuty np. korupcji. Cieniem na ratuszu położyła się jednak m.in. afera e-mailowa.
Remigiusz Koc, psycholog społeczny: - Pytanie o uczciwość i skorumpowanie to właściwie pytanie o jedno i to samo, gdyż dotyczy tzw. cech moralnościowych. Jeśli ktoś jest uczciwy, to zapewne nie jest skorumpowany. Obraz naszych władz, który wyłania się z tego sondażu jest pozytywny, bo około połowa ankietowanych uważa urzędników za osoby uczciwe. Brak dużych dysproporcji między osobami pozytywnie i negatywnie oceniającymi władzę świadczy o pewnej neutralności wizerunku osób rządzących w naszym mieście. Oznacza to być może, że nasza władza ani nie zrobiła czegoś bardzo złego, żeby zasłużyć sobie na miano nieuczciwych, ani też nic spektakularnie dobrego, żeby większa część społeczeństwa oceniła ją zdecydowanie na plus.
Czy osoby sprawujące władze w Twoim mieście są skorumpowane?
Tak - 23 proc.
Nie - 51,7 proc.
Remigiusz Koc: - Większość bydgoszczan ocenia władzę jako poprawnie funkcjonującą pod względem moralnym. Ale o czymś może świadczyć spora grupa niezdecydowanych (ponad 20 proc.)? Władza odbierana jest w sposób mało wyrazisty - jej przedstawiciele to tacy dobrzy, silni średniacy.
Czy osoby sprawujące władze w Twoim mieście są nieudolne?
Tak - 36,5 proc.
Nie - 51,9 proc.
"Gazeta": Sondaż przeprowadzono przed atakiem zimy. Teraz wyniki z pewnością byłyby inne, mniej korzystne dla urzędników. Drogowcy nie są w stanie sobie poradzić ze śniegiem. Bydgoszczanie na tym cierpią i głośno wyrażają swoje niezadowolenie.
Michał Cichoracki, socjolog: - Pojęcie "nieudolności" dla każdego może znaczyć coś innego. Dla jednych będą to nieodśnieżone drogi, dla innych decyzje polityczne. Duża część społeczeństwa uważa, że władze naszego miasta są nieudolne, ale z innych badań wynika , że wielu rodzicom marzy się kariera polityka dla swojego dziecka. Trzeba by zapytać ankietowanych, na czym dla nich polega nieudolność władzy.
Najnowsze wiadomości
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Sprawdź czy dobrze nam się żyje w Bydgoszczy
kondorx
14.01.10, 17:57
Kochana Mamo! Mieszkam w Bydgoszczy. Jest mi tu dobrze. Jest mi tu bardzo dobrze. Jest mi tu tak dobrze, że dobrze mi tak!»
-
Wybory zwerefikują picowanie kogokolwiek!!
fus-1
14.01.10, 18:07
Sondaże ,opracowania itp ,tendencyjne cyferki co i kto ile komu nie zmieniąfaktu ,że tak źle jeszcze nigdy nie było,w każdym zestawieniu.Nie ma co sięspodziewać ,aby coś firmowane przez»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wybieramy najsympatyczniejszą parę w ...
- Jak szybko rozliczyć PIT i dostać zwrot? ...
- Wypadek na wiadukcie. Jedna osoba nie żyje
- Clubbing zaczyna się po trzydziestce. ...
- Jutro Walentynki. Gdzie je spędzić w mieście?
- Wypadek na "dziesiątce". Jedna osoba nie żyje
- Nowa inwestycja. Dwupasmówką do Białych Błot




więcej zdjęć


