Całbecki: Długi wobec Ryanaira spłaćcie sami

Rozmawiał Krzysztof Aładowicz
2009-12-21 , aktualizacja: 20.12.2009 22:48
A A A Drukuj
- Nie widzę powodów, by spłacać czyjeś długi .Obecną umowę z Ryanairem podpisywała Bydgoszcz i przestała regulować swoje zobowiązania. Ten problem musi rozwiązać prezydent Konstanty Dombrowicz - mówi marszałek województwa Piotr Całbecki

Fot. Wojciech Kardas / Agencja Gazeta


Krzysztof Aładowicz: Z niepokojem obserwuję to, co się dzieje na bydgoskim lotnisku. Ratusz ewidentnie się od niego odwraca, jedyna poważna linia lotnicza grozi zawieszeniem połączeń, a marszałek - można odnieść wrażenie - biernie się temu wszystkiemu przygląda.

Piotr Całbecki: Też dostrzegam, że sytuacja wokół lotniska jest co najmniej niepokojąca. Jednak mówienie, że patrzę na to biernie, jest niesprawiedliwe. Prowadzimy negocjacje z funduszem, który jest teraz współwłaścicielem lotniska, na temat odkupienia jego udziałów. W poniedziałek wystąpię do sejmiku województwa z wnioskiem o udzielenie pozwolenia na kontynuowanie tych rozmów. Jeśli to się uda, województwo będzie miało 66 proc. udziałów.

Załóżmy, że za 30, 40 czy 50 mln zł kupicie te udziały. A zastanawialiście się, co dalej? Zdajecie sobie sprawę, że każdego roku na Port będziecie musieli przekazywać dużo pieniędzy?

- Zdajemy sobie sprawę i jesteśmy gotowi wziąć odpowiedzialność za lotnisko. Ale musimy mieć pełną świadomość tego, co w tej spółce się dzieje. A dzisiaj mamy z tym trudności. Utrudnia nam się wgląd w dokumenty finansowe spółki, traktuje jak intruzów, którzy na niczym się nie znają. Stąd mamy ograniczone zaufanie. Dwa lata temu daliśmy lotnisku 15 mln zł na inwestycje, a pieniądze zostały przeznaczone na spłatę długów. Kolejnych 15 mln nie wykorzystano i zwrócono do budżetu państwa. Proszę się nie dziwić, że jesteśmy ostrożni.

Ale lotnisko już dzisiaj potrzebuje szybkich decyzji, bo za chwilę Ryanair może przestać latać. Nie płacimy mu od kilku miesięcy pieniędzy, które ma zagwarantowane w umowie; nie ma chętnych do płacenia w przyszłości.

- Jet Air, z którego usług korzysta niewielu pasażerów, generuje Portowi Lotniczemu chyba 4 mln zł rocznie kosztów. Umowa z tą firmą przewiduje, że odda ona te pieniądze, gdy zacznie zarabiać. Ale na razie się na to nie zanosi. Chcemy zastąpić tę linię LOT-em. Jest szansa, że od wiosny nasz narodowy przewoźnik przejmie trasę do Warszawy. Z drugiej strony nie ma pieniędzy na Ryanaira, którym lata tysiące pasażerów. Chyba coś tu nie gra? Jesteśmy gotowi płacić 4, 5 czy 6 mln zł. Ale po pierwsze musimy znaleźć sposób prawny, bo wiadomo, że samorządy nie mogą dotować linii lotniczych. Dlatego trzeba stworzyć jakiś by-pass, który pozwoli na takie rozwiązanie. Po drugie musimy stworzyć transparentny mechanizm przekazywania tych pieniędzy.

Trzeba się spieszyć, bo Ryanair już dzisiaj grozi zawieszeniem połączeń.

- Zrobię wszystko, by do tego nie doszło. Polecę moim ludziom, aby jeszcze w tym roku doprowadzić do spotkania z przedstawicielami Ryanaira. Przyznaję, że dopóki nie ma innego przewoźnika, musimy pompować pieniądze w tę linię. Mam jednak nadzieję, że zarząd spółki zrobi w końcu coś w tym zakresie, żeby odmonopolizować pozycję Ryanaira. Chcę rozmawiać o naszej współpracy w 2010 r., o wzajemnych oczekiwaniach. I jestem gotowy płacić. Mam nadzieję, że ta deklaracja zahamuje Irlandczyków przed dokonywaniem nagłych ruchów. Natomiast nie widzę powodów, by spłacać czyjeś długi. Obecną umowę z Ryanairem podpisywała Bydgoszcz i przestała regulować swoje zobowiązania. Ten problem musi rozwiązać prezydent Konstanty Dombrowicz. Nie mam nawet prawnych możliwości, by te należności uregulować.

Mówi się, że jak województwo przejmie lotnisko, to dni prezesa Krzysztofa Wojtkowiaka będą policzone. Rozumiem, że źle ocenia pan jego pracę?

- Niby to świetny menedżer, ale nie widzę tej skuteczności w praktyce. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym powiedział, że wszystko, co zrobił, robił źle. Jak przyszedł, to w spółce był straszny bałagan. Nie było dokumentów finansowych, nie wiadomo co się działo z pieniędzmi, trudno było się w tym wszystkim połapać. Prezes zrobił z tym porządek i chwała mu za to. Ale jest wiele rzeczy złych. Koszty obsługi portu są gigantyczne. Np. obsługa prawna kosztuje około milion złotych rocznie. Niestety, nie dostajemy możliwości udziału w przygotowaniu umów, negocjacjach z partnerami, powstają różne zobowiązania, o których nie mamy pojęcia. To nam się nie podoba, stąd decyzja o próbie przejęcia udziałów w Porcie.

Może wystarczy raz w miesiącu znaleźć pół godziny, usiąść i rozmawiać. Bo mam wrażenie, że nie ma między panem marszałkiem, prezydentem Bydgoszczy i prezesem Wojtkowiakiem żadnej woli współpracy. Wylewacie na siebie pomyje, a Port naprawdę znalazł się nad przepaścią.

- Chcę rozmawiać, spotykać się i szukać rozwiązań. Ale to musi być wola wszystkich partnerów. Moja to zdecydowanie za mało.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 53 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

SERWISY SPECJALNE

Witajcie na Świecie w Bydgoszczy!

Partner serwisu Bella Happy Natural Care

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!

Jesteśmy na Facebooku