Zarząd ćwiczy trenera. Ma pracować za darmo
2009-11-16
, aktualizacja: 15.11.2009 22:08
Dzieci trenujące akrobatykę na Zawiszy przed mistrzostwami świata zostały pozbawione trenerki. Szefowie sekcji uznali kobietę za osobę niebezpieczną. Gdy rodzice stanęli za nią murem, pozwolili jej pracować - za darmo
ZOBACZ TAKŻE
- Trenerka stanowcza jak każdy? Rodzice podzieleni (18-11-09, 10:00)
Mirosława Kardas w trenerskim duecie z mężem Andrzejem tworzyła od podstaw sekcję akrobatyki sportowej w Bydgoszczy. Zawodnicy szkoleni przez małżeński tandem (on odpowiadał za technikę, ona za elementy statyczne, choreografię i scenografię) od 1989 r. zdobyli dla Zawiszy 19 medali. Ostatnie - w październiku na mistrzostwach Europy w Portugalii. Już do nich Kardas przygotowywała dzieci po kryjomu.
Zarząd sekcji gimnastycznej Zawiszy oświadczył w czerwcu, że nie przedłuża jej umowy. - Prezes ujął sprawę lakonicznie: ze względu na zaistniałą sytuację i pisma od rodziców - mówi kobieta. - Bolało. Nie mogłam się z tym pogodzić. Do mistrzostw w Portugalii zostały tylko dwa miesiące, przygotowywałam moich zawodników przez trzy lata. Nie mogłam zawieść.
Całe lato pracowała za darmo: kilkugodzinne treningi, obozy szkoleniowe. Gdy we wrześniu ruszyły treningi na sali, musiała ukrywać się przed przełożonymi.
Teraz dzieci chcą się przygotowywać do przyszłorocznych mistrzostw świata. Aby wziąć w nich udział, za dwa tygodnie muszą wystartować w pierwszych zawodach kwalifikacyjnych. Rodzice domagają się, by Kardas oficjalnie wróciła na salę. Wymusili na szefostwie sekcji akrobatycznej spotkanie. Dzieci płakały, dorośli czytali listy w obronie trenerki.
Szefostwo sekcji akrobatycznej twardo powoływało się na skargi rodziców: trenerka na obozie sześć lat temu zbyt mocno obciążyła dzieci, nie przebiera w słowach, a dzieci przez nią płaczą. Najsilniejszy argument to wypadek z kwietnia tego roku. Wówczas podopieczna Mirosławy Kardas złamała rękę. - Zamiast wezwać lekarza trenerka odesłała dziecko do szatni. I to z krzykiem. Wijącą się z bólu dziewczynkę znalazła tam jej mama, wezwana przez świadka całego zajścia. Takie zachowanie nie może być tolerowane - mówi nam anonimowo pracownik klubu.
Kardas: - Udzieliłam pierwszej pomocy dziewczynce, mąż wezwał rodziców. Popełniłam błąd, że nie zadzwoniłam od razu po pogotowie. Ale nie zostawiłam dziewczynki samej.
Rodziców, których dzieci Kardas ma pod opieką, argumenty szefostwa sekcji nie przekonują. - Dziesięć lat z nią współpracuję - mówi Małgorzata Wałaszewska, mama Bruna, gimnazjalisty, zdobywcy brązowego medalu na mistrzostwach w Portugalii. - Syn nigdy się na nią nie skarżył. Ja sama często bywam na treningach, nic niepokojącego nie zauważyłam.
- Nawet ten wypadek pani nie przestraszył?
- Kontuzje zdarzają się w każdym sporcie - odpowiada. - A mojego syna pani Kardas uchroniła przed wypadkiem. Partner nie złapał go i leciał głową w dół na matę. Okropnie się bałam, ale trenerka podbiegła i złapała go.
Szefostwo Zawiszy zarzuca Mirosławie Kardas brak pedagogicznego podejścia do dzieci.
- Trenerka bywa ostra, ale nie jest jakimś potworem. Zdecydowane słowa mają mobilizować - mówi Magdalena Florek, mama Ani, która trenuje u Kardasów od kilku miesięcy. - Nic niepokojącego na zajęciach się nie dzieje.
Kardas pracowała też w Zespole Szkół nr 15. Bożena Parulska, nauczycielka z tej szkoły: - To osoba nietuzinkowa, czasem nie przebiera w słowach i sięga po dosadne argumenty. Ale jest perfekcjonistką nastawioną na efekty pracy. Poważnych skarg nigdy na nią nie było.
Kardas była nagradzana przez władze miasta. - Te wyróżnienia otrzymują corocznie trenerzy, których podopieczni odnoszą sukcesy - mówi Adam Soroko, dyrektor wydziału sportu i turystyki Urzędu Miasta. - Mam nadzieję, że to całe zamieszanie zostanie wyjaśnione wewnątrz klubu.
W sprawie mediuje już Sebastian Chmara, szef CWZS Zawisza. - Spotkaliśmy się i z władzami sekcji akrobatyki i z rodzicami popierającymi panią Kardas - mówi. - Mam nadzieję, że udało się nam znaleźć kompromisowe rozwiązanie.
Władze sekcji akrobatów zaproponowały trenerce: może pani u nas dalej pracować jako wolontariusz.
Skrócono jej długość trwania zajęć: trening może trwać tylko dwie godziny dziennie - wcześniej dzieci ćwiczyły nawet przez cztery. Ma też zakaz przyjmowania nowych uczniów, choć chętni czekają.
- Czuję się upokorzona, ale nie zrezygnuję, bo wiem, że dla tych dzieci reprezentować Polskę, przyszyć orzełka do dresu, to największe marzenie - mówi Kardas.
Komentuje Aleksandra Lewińska:
Coś tu nie gra. Jeśli na Mirosławę Kardas od lat płyną skargi - dlaczego akurat teraz klub sprawą się zajął? Dlaczego nie interweniował, gdy pojawili się pierwsi zaniepokojeni rodzice?
Zarząd sekcji gimnastycznej Zawiszy oświadczył w czerwcu, że nie przedłuża jej umowy. - Prezes ujął sprawę lakonicznie: ze względu na zaistniałą sytuację i pisma od rodziców - mówi kobieta. - Bolało. Nie mogłam się z tym pogodzić. Do mistrzostw w Portugalii zostały tylko dwa miesiące, przygotowywałam moich zawodników przez trzy lata. Nie mogłam zawieść.
Całe lato pracowała za darmo: kilkugodzinne treningi, obozy szkoleniowe. Gdy we wrześniu ruszyły treningi na sali, musiała ukrywać się przed przełożonymi.
Teraz dzieci chcą się przygotowywać do przyszłorocznych mistrzostw świata. Aby wziąć w nich udział, za dwa tygodnie muszą wystartować w pierwszych zawodach kwalifikacyjnych. Rodzice domagają się, by Kardas oficjalnie wróciła na salę. Wymusili na szefostwie sekcji akrobatycznej spotkanie. Dzieci płakały, dorośli czytali listy w obronie trenerki.
Szefostwo sekcji akrobatycznej twardo powoływało się na skargi rodziców: trenerka na obozie sześć lat temu zbyt mocno obciążyła dzieci, nie przebiera w słowach, a dzieci przez nią płaczą. Najsilniejszy argument to wypadek z kwietnia tego roku. Wówczas podopieczna Mirosławy Kardas złamała rękę. - Zamiast wezwać lekarza trenerka odesłała dziecko do szatni. I to z krzykiem. Wijącą się z bólu dziewczynkę znalazła tam jej mama, wezwana przez świadka całego zajścia. Takie zachowanie nie może być tolerowane - mówi nam anonimowo pracownik klubu.
Kardas: - Udzieliłam pierwszej pomocy dziewczynce, mąż wezwał rodziców. Popełniłam błąd, że nie zadzwoniłam od razu po pogotowie. Ale nie zostawiłam dziewczynki samej.
Rodziców, których dzieci Kardas ma pod opieką, argumenty szefostwa sekcji nie przekonują. - Dziesięć lat z nią współpracuję - mówi Małgorzata Wałaszewska, mama Bruna, gimnazjalisty, zdobywcy brązowego medalu na mistrzostwach w Portugalii. - Syn nigdy się na nią nie skarżył. Ja sama często bywam na treningach, nic niepokojącego nie zauważyłam.
- Nawet ten wypadek pani nie przestraszył?
- Kontuzje zdarzają się w każdym sporcie - odpowiada. - A mojego syna pani Kardas uchroniła przed wypadkiem. Partner nie złapał go i leciał głową w dół na matę. Okropnie się bałam, ale trenerka podbiegła i złapała go.
Szefostwo Zawiszy zarzuca Mirosławie Kardas brak pedagogicznego podejścia do dzieci.
- Trenerka bywa ostra, ale nie jest jakimś potworem. Zdecydowane słowa mają mobilizować - mówi Magdalena Florek, mama Ani, która trenuje u Kardasów od kilku miesięcy. - Nic niepokojącego na zajęciach się nie dzieje.
Kardas pracowała też w Zespole Szkół nr 15. Bożena Parulska, nauczycielka z tej szkoły: - To osoba nietuzinkowa, czasem nie przebiera w słowach i sięga po dosadne argumenty. Ale jest perfekcjonistką nastawioną na efekty pracy. Poważnych skarg nigdy na nią nie było.
Kardas była nagradzana przez władze miasta. - Te wyróżnienia otrzymują corocznie trenerzy, których podopieczni odnoszą sukcesy - mówi Adam Soroko, dyrektor wydziału sportu i turystyki Urzędu Miasta. - Mam nadzieję, że to całe zamieszanie zostanie wyjaśnione wewnątrz klubu.
W sprawie mediuje już Sebastian Chmara, szef CWZS Zawisza. - Spotkaliśmy się i z władzami sekcji akrobatyki i z rodzicami popierającymi panią Kardas - mówi. - Mam nadzieję, że udało się nam znaleźć kompromisowe rozwiązanie.
Władze sekcji akrobatów zaproponowały trenerce: może pani u nas dalej pracować jako wolontariusz.
Skrócono jej długość trwania zajęć: trening może trwać tylko dwie godziny dziennie - wcześniej dzieci ćwiczyły nawet przez cztery. Ma też zakaz przyjmowania nowych uczniów, choć chętni czekają.
- Czuję się upokorzona, ale nie zrezygnuję, bo wiem, że dla tych dzieci reprezentować Polskę, przyszyć orzełka do dresu, to największe marzenie - mówi Kardas.
Komentuje Aleksandra Lewińska:
Coś tu nie gra. Jeśli na Mirosławę Kardas od lat płyną skargi - dlaczego akurat teraz klub sprawą się zajął? Dlaczego nie interweniował, gdy pojawili się pierwsi zaniepokojeni rodzice?
Jeśli przyczyną zwolnienia jest wypadek - dlaczego klub nie wyjaśnił sprawy do końca? Od tego są prokuratury i sądy. Nie samosądy.
Dla mnie decydujący w tej sprawie jest głos rodziców. Jak można uznać, że trener się nie sprawdza, skoro nie tylko zdobywa medale, ale murem stoją za nim rodzice dzieci, które uczy od lat?
Nie rozumiem czegoś jeszcze. Trenerka - na umowę zlecenia pracować w klubie nie może, bo się nie nadaje, bo zagraża bezpieczeństwu dzieci. Jako wolontariuszka, ale pracująca wciąż pod szyldem klubu, jest lepszą trenerką?
Trudno mi motywacje klubu zrozumieć. Mówią, że jak nie wiadomo o co chodzi - to o pieniądze. Ale to też błędny trop.
Mirosława Kardas nie zarabiała w klubie fortuny. Dostawała 900 zł brutto. Z naszych informacji wynika, że szefostwo Zawiszy, zwalniając kobietę, zapłaciło więcej jej mężowi (nie 900, a 1350 zł). Jego żona pracuje za darmo, sama wykupiła sobie ubezpieczenie OC (na milion złotych). Bo mąż, który przez lata pracował w duecie z żoną, nie przejmie jej obowiązków za żadne pieniądze.
Mirosława Kardas może pracować jeszcze tylko do przyszłorocznych mistrzostw świata.
Wspólnie z mężem łowiła talenty, ćwiczyła najlepszych. Szefostwo Zawiszy ten duet rozbija.
Po co? Żeby nie było więcej medali? Żeby mieć argument na rozwiązanie sekcji? Jeśli tak, to szkoda, że nie stawia sprawy otwarcie. Akrobatykę w Bydgoszczy trenuje kilkudziesięciu młodych, utalentowanych zawodników. Jeśli nie mają w klubie przyszłości - trzeba im to powiedzieć już teraz. Niech nie tracą czasu.
Dla mnie decydujący w tej sprawie jest głos rodziców. Jak można uznać, że trener się nie sprawdza, skoro nie tylko zdobywa medale, ale murem stoją za nim rodzice dzieci, które uczy od lat?
Nie rozumiem czegoś jeszcze. Trenerka - na umowę zlecenia pracować w klubie nie może, bo się nie nadaje, bo zagraża bezpieczeństwu dzieci. Jako wolontariuszka, ale pracująca wciąż pod szyldem klubu, jest lepszą trenerką?
Trudno mi motywacje klubu zrozumieć. Mówią, że jak nie wiadomo o co chodzi - to o pieniądze. Ale to też błędny trop.
Mirosława Kardas nie zarabiała w klubie fortuny. Dostawała 900 zł brutto. Z naszych informacji wynika, że szefostwo Zawiszy, zwalniając kobietę, zapłaciło więcej jej mężowi (nie 900, a 1350 zł). Jego żona pracuje za darmo, sama wykupiła sobie ubezpieczenie OC (na milion złotych). Bo mąż, który przez lata pracował w duecie z żoną, nie przejmie jej obowiązków za żadne pieniądze.
Mirosława Kardas może pracować jeszcze tylko do przyszłorocznych mistrzostw świata.
Wspólnie z mężem łowiła talenty, ćwiczyła najlepszych. Szefostwo Zawiszy ten duet rozbija.
Po co? Żeby nie było więcej medali? Żeby mieć argument na rozwiązanie sekcji? Jeśli tak, to szkoda, że nie stawia sprawy otwarcie. Akrobatykę w Bydgoszczy trenuje kilkudziesięciu młodych, utalentowanych zawodników. Jeśli nie mają w klubie przyszłości - trzeba im to powiedzieć już teraz. Niech nie tracą czasu.
Najnowsze wiadomości
- 91 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
23 głosy
-
Re: Zarząd ćwiczy trenera. Ma pracować za darmo
nietrener
16.11.09, 11:11
A jednak jest sprawiedliwość na tym świecie :)Miałam niewątpliwość "przyjemność" spotkania Pani Kardas...Historie możnaby pisać. Zawsze byłam na treningach mojego dziecka, bo akurat ćwiczyło»
-
Zarząd ćwiczy trenera. Ma pracować za darmo
ikbyk
16.11.09, 17:28
Współczuję pozostałym trenerom gimnastyki i akrobatyki sportowj/sporty o większym stopniu ryzyka/,pracującym w ogromnym stresie w obawie przed jakąkolwiek kontuzją swoich wychowanków, »
-
Rodzice. Z chorej ambicji
krociech
16.11.09, 19:07
wysyłają dziecko na akrobatykę, a potem mają pretensje do trenera, że dziecko złamało rękę.Proponuję połamać ręce rodzicom w ramach kary za chorą ambicję.»
Najczęściej czytane24 htydzień







