Emocje ujęte w animacji od czwartku na festiwalu
22.02.2012
, aktualizacja: 22.02.2012 14:36
- Rok temu zorganizowaliśmy piątki z animacją. Frekwencja była taka, że brakowało krzeseł. Wtedy usłyszałam: "Rób ten festiwal" - mówi Weronika Płaczek, pomysłodawczyni "Animocji"
Joanna Lach: Kończy się Etiuda&Anima w Mózgu, a już w czwartek rusza pierwszy bydgoski festiwal animacji. Drżyjcie multipleksy?
Weronika Płaczek *: Wychodzi na to, że tak. Trochę jest w tym przypadku, bo "Animocje" od dawna były zaplanowane na koniec lutego, a objazdowy festiwal etiud i animacji ma ruchomą datę. Ale dobrze się stało, bo dzięki temu w Bydgoszczy robi się naprawdę filmowo.
Taki mocny animowany akcent na pewno ucieszy kinomaniaków.
- Do udziału w festiwalu zgłosiło się ponad 90 krótkometrażowych produkcji. Podczas "Animocji" zobaczymy blisko połowę z nich. Wśród nich filmy zrobione pod szyldem łódzkiego Se-Ma-Fora, m.in. utytułowaną już "Snępowinę" Marty Pajek czy "Underlife" Jarosława Konopki. Będzie także popularna w internecie "Teza" Cechowskiego i Palucha, zainspirowana rosyjskim dowcipem. Wielu z prezentowanych filmów nie da się zobaczyć w necie, pokazywane są tylko na festiwalach. To niszowe kino.
I chyba niezbyt poważnie traktowane zarówno przez dystrybutorów, jak i masową publiczność.
- W Polsce animacja cały czas jest niedoceniana i czasami traktowana z przymrużeniem oka. Mało kto wie, ile pracy trzeba włożyć, żeby zrobić krótkometrażowy film. Jedna sekunda to 24 klatki. Wystarczy je pomnożyć przez 5-minutowy czas trwania filmu i mamy tysiące zdjęć. Złożenie tego w całość wymaga cierpliwości i dużych umiejętności. Taka praca zasługuje na to, żeby zobaczyło ją jak najwięcej osób.
Dlatego zrobiła pani ten festiwal?
- Jestem fanką animacji. Spodobało mi się, gdy kilka lat temu przez przypadek trafiłam w Internecie na film "Jak działa jamniczek" Juliana Antonisza. Ale nie od razu wymyśliłam "Animocje". W zeszłym roku zrobiliśmy w Pianoli filmowe piątki. Pokazywaliśmy produkcje Se-ma-fora, Platige Image, trochę klasyki animacji i trochę filmów młodych zdolnych. Frekwencja przeszła nasze oczekiwania. Zawsze było pełno ludzi, a jak brakowało krzeseł, to oglądali na stojąco. Wtedy dostałam od dyrekcji ówczesnego MOK-u zielone światło. Powiedzieli: "Rób ten festiwal". I zrobiłam, ale łatwo nie było.
To znaczy?
- Mam na myśli opracowanie zasad konkursu, na podstawie którego kwalifikowaliśmy filmy. No i samą selekcję. Pomagał mi m.in. Remigiusz Zawadzki [szef festiwalu "Camera Obscura" i Kina "Orzeł" w MCK - przyp. red.]. Co zostawić, a co odrzucić? Nie raz toczyłam w sobie wewnętrzną walkę. Ale udało się wybrać te najlepsze, które zobaczymy już za kilka dni.
Jest jeszcze cała masa innych wydarzeń. „Animocje” to nie tylko pokazy konkursowe.
- Nie można przegapić spotkań z twórcami. Do Bydgoszczy przyjedzie Mariusz Wilczyński, ceniony twórca offowy, który uczył się animacji sam. Do tej pory to jedyny polski autor filmów animowanych, który miał swoją retrospektywę m.in. w The Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Pojawi się w towarzystwie Jerzego Armaty, z którym napisał książkę "Z Armatą na Wilka. Animowany blues Mariusza Wilczyńskiego". Będzie to okazja nie tylko do rozmowy, ale też do obejrzenia ich sztuki. Poza tym - warsztaty Yacha Paszkiewicza, mistrza teledysków i spotkanie z Andrzejem Jobczykiem, młodym i utalentowanym animatorem z Łodzi. Warto też przyjść na imprezę muzyczną Video Games, która jako jedyna odbędzie się w Pianoli. Didżeje na żywo będą miksować nie tylko muzykę, ale też animowane obrazy.
*Weronika Płaczek - od ponad dwóch lat jest związana z MOK/MCK, na co dzień współpracuje z Pracownią Muzyki oraz Kina i Filmu. Jest pomysłodawczynią pierwszego bydgoskiego festiwalu krótkometrażowej animacji „Animocje”. Kiedy nie organizuje festiwali i ma trochę wolnego, lubi obejrzeć dobry dramat na dużym ekranie, albo zajmuje się wizażem.
Co, gdzie, kiedy?
Czwartek
17.00 - film dla dzieci "Podróż z zaczarowanym ołówkiem"
18.30 - wystawa Andrzeja Jobczyka: fotografia, grafika, koncept-art, filmy
19.30 - pokaz filmów konkursowych
Piątek
16.00 - warsztaty Yacha Paszkiewicza - wideoklipy animowane
Weronika Płaczek *: Wychodzi na to, że tak. Trochę jest w tym przypadku, bo "Animocje" od dawna były zaplanowane na koniec lutego, a objazdowy festiwal etiud i animacji ma ruchomą datę. Ale dobrze się stało, bo dzięki temu w Bydgoszczy robi się naprawdę filmowo.
Taki mocny animowany akcent na pewno ucieszy kinomaniaków.
- Do udziału w festiwalu zgłosiło się ponad 90 krótkometrażowych produkcji. Podczas "Animocji" zobaczymy blisko połowę z nich. Wśród nich filmy zrobione pod szyldem łódzkiego Se-Ma-Fora, m.in. utytułowaną już "Snępowinę" Marty Pajek czy "Underlife" Jarosława Konopki. Będzie także popularna w internecie "Teza" Cechowskiego i Palucha, zainspirowana rosyjskim dowcipem. Wielu z prezentowanych filmów nie da się zobaczyć w necie, pokazywane są tylko na festiwalach. To niszowe kino.
I chyba niezbyt poważnie traktowane zarówno przez dystrybutorów, jak i masową publiczność.
- W Polsce animacja cały czas jest niedoceniana i czasami traktowana z przymrużeniem oka. Mało kto wie, ile pracy trzeba włożyć, żeby zrobić krótkometrażowy film. Jedna sekunda to 24 klatki. Wystarczy je pomnożyć przez 5-minutowy czas trwania filmu i mamy tysiące zdjęć. Złożenie tego w całość wymaga cierpliwości i dużych umiejętności. Taka praca zasługuje na to, żeby zobaczyło ją jak najwięcej osób.
Dlatego zrobiła pani ten festiwal?
- Jestem fanką animacji. Spodobało mi się, gdy kilka lat temu przez przypadek trafiłam w Internecie na film "Jak działa jamniczek" Juliana Antonisza. Ale nie od razu wymyśliłam "Animocje". W zeszłym roku zrobiliśmy w Pianoli filmowe piątki. Pokazywaliśmy produkcje Se-ma-fora, Platige Image, trochę klasyki animacji i trochę filmów młodych zdolnych. Frekwencja przeszła nasze oczekiwania. Zawsze było pełno ludzi, a jak brakowało krzeseł, to oglądali na stojąco. Wtedy dostałam od dyrekcji ówczesnego MOK-u zielone światło. Powiedzieli: "Rób ten festiwal". I zrobiłam, ale łatwo nie było.
To znaczy?
- Mam na myśli opracowanie zasad konkursu, na podstawie którego kwalifikowaliśmy filmy. No i samą selekcję. Pomagał mi m.in. Remigiusz Zawadzki [szef festiwalu "Camera Obscura" i Kina "Orzeł" w MCK - przyp. red.]. Co zostawić, a co odrzucić? Nie raz toczyłam w sobie wewnętrzną walkę. Ale udało się wybrać te najlepsze, które zobaczymy już za kilka dni.
Jest jeszcze cała masa innych wydarzeń. „Animocje” to nie tylko pokazy konkursowe.
- Nie można przegapić spotkań z twórcami. Do Bydgoszczy przyjedzie Mariusz Wilczyński, ceniony twórca offowy, który uczył się animacji sam. Do tej pory to jedyny polski autor filmów animowanych, który miał swoją retrospektywę m.in. w The Museum of Modern Art w Nowym Jorku. Pojawi się w towarzystwie Jerzego Armaty, z którym napisał książkę "Z Armatą na Wilka. Animowany blues Mariusza Wilczyńskiego". Będzie to okazja nie tylko do rozmowy, ale też do obejrzenia ich sztuki. Poza tym - warsztaty Yacha Paszkiewicza, mistrza teledysków i spotkanie z Andrzejem Jobczykiem, młodym i utalentowanym animatorem z Łodzi. Warto też przyjść na imprezę muzyczną Video Games, która jako jedyna odbędzie się w Pianoli. Didżeje na żywo będą miksować nie tylko muzykę, ale też animowane obrazy.
*Weronika Płaczek - od ponad dwóch lat jest związana z MOK/MCK, na co dzień współpracuje z Pracownią Muzyki oraz Kina i Filmu. Jest pomysłodawczynią pierwszego bydgoskiego festiwalu krótkometrażowej animacji „Animocje”. Kiedy nie organizuje festiwali i ma trochę wolnego, lubi obejrzeć dobry dramat na dużym ekranie, albo zajmuje się wizażem.
Co, gdzie, kiedy?
Czwartek
17.00 - film dla dzieci "Podróż z zaczarowanym ołówkiem"
18.30 - wystawa Andrzeja Jobczyka: fotografia, grafika, koncept-art, filmy
19.30 - pokaz filmów konkursowych
Piątek
16.00 - warsztaty Yacha Paszkiewicza - wideoklipy animowane
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy






