Trujący pył wisi nad miastem, bo palą czym popadnie
16.02.2012
, aktualizacja: 16.02.2012 15:55
Stężenie trujących pyłów w powietrzu przekroczyło w Bydgoszczy alarmową normę. - To dlatego, że podczas ostatnich silnych mrozów mieszkańcy kamienic palili w piecach toksycznymi odpadami, m.in. starymi lakierowanymi meblami, szmatami i plastikiem - mówią inspektorzy ochrony środowiska.
ZOBACZ TAKŻE
- Uprzejmie zawiadamiam, że... czyli jak donoszą sąsiedzi (17-02-12, 08:00)
Zanieczyszczenie powietrza w miniony weekend przekroczyło w mieście alarmową normę. - Poziom dopuszczalny pyłu to 40 mikrogramów na metr sześcienny w ciągu doby, tymczasem w sobotę i niedzielę zarejestrowaliśmy powyżej 200 - mówi Jacek Goszczyński, naczelnik wydziału monitoringu Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i dodaje: - Taki stopień zanieczyszczenia nie może pochodzić ze źródeł emisji zorganizowanej, czyli z elektrociepłowni.
Jeśli nie z elektrociepłowni, to skąd? Z domowych pieców.
W Miejskim Centrum Zarządzania Kryzysowego dyżurni przyjmują od kilku dni skargi mieszkańców na cuchnący dym wydobywający się z kominów kamienic i domów jednorodzinnych. Te zgłoszenia są przekazywane dalej strażnikom miejskim i inspektorom z ratusza. Od początku tego sezonu grzewczego wpłynęło blisko dwieście zgłoszeń o trucicielach. Tylko w listopadzie takich skarg było 76, w grudniu 50, a w styczniu i lutym ponad 70.
- Dostajemy sygnały, że z dymem idą - zamiast drewna i węgla - porąbane, stare meblościanki z paździerza, lakierowane deski, szmaty czy foliowe reklamówki - mówi inspektor Izabela Rutyna z wydziału ochrony środowiska i gospodarki komunalnej Urzędu Miejskiego. - Wczoraj rano przyszła informacja, że śmierdzący dym wydobywał się w nocy z kamienicy przy ulicy Libelta 10 - mówi urzędniczka.
Izabela Rutyna w towarzystwie strażników miejskich udała się pod ten adres wczesnym popołudniem.
Żaden z lokatorów, którzy akurat byli w domu, nie przyznał się do ogrzewania odpadami. Ci, którzy otwierali, przyjmowali kontrolerów zawsze na progu.
- Ja palę drewnem sosnowym lub węglem - zapewniał lokator z parteru Piotr Wierzbiński-Kaźmierczak. - Nie wiem, czy ktoś u nas pali odpadami. Ale problem na ulicy jest, bo sam czuję smród, zwłaszcza wieczorem - dodaje.
Wierzbiński-Kaźmierczak otrzymał od urzędniczki ulotkę informującą o zasadach wymiany lub montażu nowej instalacji grzewczej. - Możemy dołożyć maksimum trzy tysiące złotych, jeśli zdecyduje się pan na wymianę ogrzewania na ekologiczne - mówi Rutyna.
Żeby założyć ekologiczne ogrzewanie trzeba dołożyć dwa razy tyle.
Akcja kontrolna na Libelta zakończyła się niepowodzeniem. - Nie stwierdziliśmy, aby ktoś w domowych piecach palił odpadami. Pewnie będziemy musieli zajrzeć na tę ulicę jeszcze wieczorem - przyznaje Rutyna.
Od 1 stycznia tego roku obowiązują już przepisy, które umożliwiają strażnikom wejście na teren nieruchomości w celu sprawdzenia, czym palą lokatorzy. Ale strażnicy rzadko na razie korzystają z tych uprawnień.
- Konieczne jest przeszkolenie strażników w zakresie kontroli urządzeń grzewczych. To musi trochę potrwać, dlatego z pełną surowością będziemy przeprowadzać takie kontrole od przyszłego sezonu grzewczego. Wówczas, jeśli ktoś zatrzaśnie przed nami drzwi, może pójść do więzienia nawet na dwa lata - mówi Adam Dudziak, zastępca szefa straży miejskiej w Bydgoszczy.
Według inspektorów WIOŚ wysokie stężenie pyłów w powietrzu to problem centrów większych miast, w których wciąż jest ogrzewanie piecowe. - Temperatura w indywidualnych piecach jest niewysoka, dlatego nie następuje pełne spalanie - wyjaśnia Goszczyński. - Sadze i niespalone cząstki emitowane z pieców to główna przyczyna zapylenia miast, zwłaszcza w okresach mrozu.
Dodatkowo, jeśli do pieców dorzuca się niedozwolone materiały, w powietrzu unoszą się niebezpieczne dla zdrowia i nierzadko rakotwórcze substancje. - Najgorzej, jeśli ktoś wkłada do pieca plastik - mówi Goszczyński. - W domowych piecach, w których temperatura jest niższa niż 800 stopni, szkodliwe substancje łączą się i to z nich powstają najbardziej toksyczne związki.
To m.in. dioksyny, furany, a także benzen, który powodować może ostre zatrucie organizmu. Zdrowiu szkodzi też wdychanie spalonych klejów i lakierów, którymi często pokryte są meble używane jako opał w piecach i domowych kotłowniach.
- Tak jak poradziliśmy sobie z kwaśnymi deszczami i tym samym ograniczyliśmy stężenie dwutlenku siarki w powietrzu, tak pyły są dla nas dużym kłopotem, szczególnie zimą - tłumaczy Goszczyński. - Dopóki nie ograniczy się emisji spalania w domowych piecach, ten problem nie zniknie.
Jeśli nie z elektrociepłowni, to skąd? Z domowych pieców.
W Miejskim Centrum Zarządzania Kryzysowego dyżurni przyjmują od kilku dni skargi mieszkańców na cuchnący dym wydobywający się z kominów kamienic i domów jednorodzinnych. Te zgłoszenia są przekazywane dalej strażnikom miejskim i inspektorom z ratusza. Od początku tego sezonu grzewczego wpłynęło blisko dwieście zgłoszeń o trucicielach. Tylko w listopadzie takich skarg było 76, w grudniu 50, a w styczniu i lutym ponad 70.
- Dostajemy sygnały, że z dymem idą - zamiast drewna i węgla - porąbane, stare meblościanki z paździerza, lakierowane deski, szmaty czy foliowe reklamówki - mówi inspektor Izabela Rutyna z wydziału ochrony środowiska i gospodarki komunalnej Urzędu Miejskiego. - Wczoraj rano przyszła informacja, że śmierdzący dym wydobywał się w nocy z kamienicy przy ulicy Libelta 10 - mówi urzędniczka.
Izabela Rutyna w towarzystwie strażników miejskich udała się pod ten adres wczesnym popołudniem.
Żaden z lokatorów, którzy akurat byli w domu, nie przyznał się do ogrzewania odpadami. Ci, którzy otwierali, przyjmowali kontrolerów zawsze na progu.
- Ja palę drewnem sosnowym lub węglem - zapewniał lokator z parteru Piotr Wierzbiński-Kaźmierczak. - Nie wiem, czy ktoś u nas pali odpadami. Ale problem na ulicy jest, bo sam czuję smród, zwłaszcza wieczorem - dodaje.
Wierzbiński-Kaźmierczak otrzymał od urzędniczki ulotkę informującą o zasadach wymiany lub montażu nowej instalacji grzewczej. - Możemy dołożyć maksimum trzy tysiące złotych, jeśli zdecyduje się pan na wymianę ogrzewania na ekologiczne - mówi Rutyna.
Żeby założyć ekologiczne ogrzewanie trzeba dołożyć dwa razy tyle.
Akcja kontrolna na Libelta zakończyła się niepowodzeniem. - Nie stwierdziliśmy, aby ktoś w domowych piecach palił odpadami. Pewnie będziemy musieli zajrzeć na tę ulicę jeszcze wieczorem - przyznaje Rutyna.
Od 1 stycznia tego roku obowiązują już przepisy, które umożliwiają strażnikom wejście na teren nieruchomości w celu sprawdzenia, czym palą lokatorzy. Ale strażnicy rzadko na razie korzystają z tych uprawnień.
- Konieczne jest przeszkolenie strażników w zakresie kontroli urządzeń grzewczych. To musi trochę potrwać, dlatego z pełną surowością będziemy przeprowadzać takie kontrole od przyszłego sezonu grzewczego. Wówczas, jeśli ktoś zatrzaśnie przed nami drzwi, może pójść do więzienia nawet na dwa lata - mówi Adam Dudziak, zastępca szefa straży miejskiej w Bydgoszczy.
Według inspektorów WIOŚ wysokie stężenie pyłów w powietrzu to problem centrów większych miast, w których wciąż jest ogrzewanie piecowe. - Temperatura w indywidualnych piecach jest niewysoka, dlatego nie następuje pełne spalanie - wyjaśnia Goszczyński. - Sadze i niespalone cząstki emitowane z pieców to główna przyczyna zapylenia miast, zwłaszcza w okresach mrozu.
Dodatkowo, jeśli do pieców dorzuca się niedozwolone materiały, w powietrzu unoszą się niebezpieczne dla zdrowia i nierzadko rakotwórcze substancje. - Najgorzej, jeśli ktoś wkłada do pieca plastik - mówi Goszczyński. - W domowych piecach, w których temperatura jest niższa niż 800 stopni, szkodliwe substancje łączą się i to z nich powstają najbardziej toksyczne związki.
To m.in. dioksyny, furany, a także benzen, który powodować może ostre zatrucie organizmu. Zdrowiu szkodzi też wdychanie spalonych klejów i lakierów, którymi często pokryte są meble używane jako opał w piecach i domowych kotłowniach.
- Tak jak poradziliśmy sobie z kwaśnymi deszczami i tym samym ograniczyliśmy stężenie dwutlenku siarki w powietrzu, tak pyły są dla nas dużym kłopotem, szczególnie zimą - tłumaczy Goszczyński. - Dopóki nie ograniczy się emisji spalania w domowych piecach, ten problem nie zniknie.
Najnowsze wiadomości
- 16 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Trujący pył wisi nad miastem, bo palą czym popa...
zygowicz
16.02.12, 16:04
Jak się ma do 570 do 1000 zł renty, to za co kupić węgiel lub drewno ? Kraść ? Człowiek radzi sobie jak może. Chyba jest ważniejsze ciepło w chałupie niż zadymienie miasta. Niech pognają »
-
Trujący pył wisi nad miastem, bo palą czym popa...
balarok
16.02.12, 17:40
Palą również latem by spalić śmieci i mieć ciepłą wodę .Jeżeli trudniej walczyć z tym zimą to latem należy wprowadzić przepis że w okresie letnim z komina nie może wydobywać się dym .Jakież »
-
Trujący pył wisi nad miastem, bo palą czym popa...
marek2109
16.02.12, 23:53
Strażnicy- nieudacznicy, przecież łatwiej wlepić komuś mandat za zatrzymanie się na chwilę przed sklepem, lub zdybać kogoś na przekroczeniu prędkości o 10 km/h, niż narażać się na wchodzenie»






