Oddziały do likwidacji. Co z uzależnionymi kobietami?
07.02.2012
, aktualizacja: 07.02.2012 17:14
W Bydgoszczy może zostać zlikwidowana nie tylko psychiatryczna izba przyjęć, ale także jedyny oddział leczący uzależnione kobiety. W środę szefowie szpitali będą rozmawiać o tym z wojewodą
ZOBACZ TAKŻE
Oddział dla kobiet otwarto w szpitalu miejskim 12 lat temu. Rocznie pomoc znajduje tutaj około 150 pacjentek. Oddział jest nieduży, jednak aby go prowadzić, szpital musi zatrudniać psychiatrów, psychologów, pedagogów, pielęgniarki. Pieniądze od NFZ nie wystarczają na pokrycie kosztów zatrudnienia niezbędnych specjalistów. - Dlatego przyszłość oddziału stoi pod znakiem zapytania - mówi Krzysztof Motyl, dyrektor ds. medycznych w szpitalu miejskim. - Pacjentki będziemy przyjmować do końca lutego, a co będzie dalej, nie wiem. Być może uda się znaleźć jakieś rozwiązanie podczas posiedzenia u wojewody.
Oddział jest jedynym takim w Bydgoszczy. Leczenie trwa tutaj od kilku dni do ośmiu tygodni, w zależności od rodzaju uzależnienia i jego stopnia. Pacjentki mogą liczyć na pełną dyskrecję, dlatego wybierają go m.in. prawniczki, lekarki, mając gwarancję, że informacja o ich chorobie nie zostanie rozpowszechniona w środowisku. Nie jest to jednak miejsce tylko dla elit. Leczone są tutaj też kobiety, skierowane przez sąd, którym np. grozi odebranie lub ograniczenie praw rodzicielskich.
Oddział dla uzależnionych kobiet, podobnie jak psychiatryczna izba przyjęć w Juraszu, o której pisaliśmy w minionym tygodniu, przynosi straty. Dlatego po latach dopłacania do ich działalności w obu przypadkach dyrektorzy podjęli decyzję o ich zamknięciu. Fakt, że robią to w tym roku, nie jest przypadkiem. Zgodnie z obowiązującą od kilku miesięcy ustawą o działalności leczniczej starosta, prezydent miasta czy marszałek województwa, jeśli nie zdecydują się na przekształcenie szpitala w spółkę, będą musieli pokrywać jego coroczne straty. Nikogo na to nie stać. - A klimat do przekształceń teraz nie jest dobry, kryzys, sytuacja niepewna, stąd taki reżim finansowy w szpitalach. Poza tym lecznica po przekształceniu w spółkę, jeśli rozpocznie działalność z długiem, szybko upadnie. Dlatego akurat w tym roku mamy taką kumulację zapowiedzi o zamykaniu mało dochodowych działalności - wyjaśnia Jarosław Kozera, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 1.
Jurasz jest w nieco innej sytuacji niż szpital miejski. Musi pilnować wydatków, bo jeśli nie będzie realizował planu naprawczego, Agencja Rozwoju Przemysłu przestanie wypłacać mu kolejne raty pożyczki. A plan naprawczy szpitala zakłada m.in. ograniczanie wydatków. - Nie możemy więc sobie pozwolić na dopłacanie miliona złotych do psychiatrycznej izby przyjęć, jak było do tej pory - dodaje Kozera.
Czy wszystkie niedochodowe oddziały będą likwidowane? W Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 na pewno nie można tego zrobić, dlatego że tutaj uczą się studenci i specjalizują młodzi lekarze. Muszą więc mieć praktykę we wszystkich klinikach, aby zdobyć wiedzę nie tylko teoretyczną. - Ale taka może być tendencja w innych lecznicach - uważa Kozera.
Pod znakiem zapytania jest także los szpitalnych oddziałów ratunkowych. Lecznice, które je mają, narzekają, że ryczałt, jaki płaci im NFZ na ich prowadzenie, jest za mały. Dlatego w Juraszu na ten rodzaj usług medycznych kontrakt jest podpisany tylko na pierwsze półrocze. Dyrektor szpitala liczy, że od lipca stawka wzrośnie.
Tymczasem jutro spotkanie u wojewody w sprawie psychiatrycznej izby przyjęć i oddziału terapii odwykowej. Jeśli szefowie lecznic i urzędnicy nie znajdą jakiegoś rozwiązania, izba i oddział od marca przestaną istnieć.
Oddział jest jedynym takim w Bydgoszczy. Leczenie trwa tutaj od kilku dni do ośmiu tygodni, w zależności od rodzaju uzależnienia i jego stopnia. Pacjentki mogą liczyć na pełną dyskrecję, dlatego wybierają go m.in. prawniczki, lekarki, mając gwarancję, że informacja o ich chorobie nie zostanie rozpowszechniona w środowisku. Nie jest to jednak miejsce tylko dla elit. Leczone są tutaj też kobiety, skierowane przez sąd, którym np. grozi odebranie lub ograniczenie praw rodzicielskich.
Oddział dla uzależnionych kobiet, podobnie jak psychiatryczna izba przyjęć w Juraszu, o której pisaliśmy w minionym tygodniu, przynosi straty. Dlatego po latach dopłacania do ich działalności w obu przypadkach dyrektorzy podjęli decyzję o ich zamknięciu. Fakt, że robią to w tym roku, nie jest przypadkiem. Zgodnie z obowiązującą od kilku miesięcy ustawą o działalności leczniczej starosta, prezydent miasta czy marszałek województwa, jeśli nie zdecydują się na przekształcenie szpitala w spółkę, będą musieli pokrywać jego coroczne straty. Nikogo na to nie stać. - A klimat do przekształceń teraz nie jest dobry, kryzys, sytuacja niepewna, stąd taki reżim finansowy w szpitalach. Poza tym lecznica po przekształceniu w spółkę, jeśli rozpocznie działalność z długiem, szybko upadnie. Dlatego akurat w tym roku mamy taką kumulację zapowiedzi o zamykaniu mało dochodowych działalności - wyjaśnia Jarosław Kozera, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego nr 1.
Jurasz jest w nieco innej sytuacji niż szpital miejski. Musi pilnować wydatków, bo jeśli nie będzie realizował planu naprawczego, Agencja Rozwoju Przemysłu przestanie wypłacać mu kolejne raty pożyczki. A plan naprawczy szpitala zakłada m.in. ograniczanie wydatków. - Nie możemy więc sobie pozwolić na dopłacanie miliona złotych do psychiatrycznej izby przyjęć, jak było do tej pory - dodaje Kozera.
Czy wszystkie niedochodowe oddziały będą likwidowane? W Szpitalu Uniwersyteckim nr 1 na pewno nie można tego zrobić, dlatego że tutaj uczą się studenci i specjalizują młodzi lekarze. Muszą więc mieć praktykę we wszystkich klinikach, aby zdobyć wiedzę nie tylko teoretyczną. - Ale taka może być tendencja w innych lecznicach - uważa Kozera.
Pod znakiem zapytania jest także los szpitalnych oddziałów ratunkowych. Lecznice, które je mają, narzekają, że ryczałt, jaki płaci im NFZ na ich prowadzenie, jest za mały. Dlatego w Juraszu na ten rodzaj usług medycznych kontrakt jest podpisany tylko na pierwsze półrocze. Dyrektor szpitala liczy, że od lipca stawka wzrośnie.
Tymczasem jutro spotkanie u wojewody w sprawie psychiatrycznej izby przyjęć i oddziału terapii odwykowej. Jeśli szefowie lecznic i urzędnicy nie znajdą jakiegoś rozwiązania, izba i oddział od marca przestaną istnieć.
Najnowsze wiadomości
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Oddziały do likwidacji. Co z uzależnionymi kobi...
kondorx
07.02.12, 19:26
Panie Premierze, Pani Wojewodo, Panie Prezydencie Miasta, Szanowna Władzo , nie przejmować się pacjentami - to jacyś chorzy ludzie ! Tak dalej Dobroczyńcy Moi, na pewno na Was ponownie »






