Wręczyli mu jego własny akt zgonu. Kim jest "żywy nieboszczyk"?

Anna Tarnowska
02.02.2012 , aktualizacja: 02.02.2012 23:15
A A A Drukuj
O swojej śmierci Tomasz Kokoszyński dowiedział się na komisariacie, gdzie policjanci wręczyli mu akt zgonu z jego imieniem i nazwiskiem. A na pogrzeb do Bydgoszczy zjechała się cała rodzina porozrzucana po całym świecie.
Uznany za zmarłego Tomasz Kokoszyński.
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja gazeta
Uznany za zmarłego Tomasz Kokoszyński.
Tomasz Kokoszyński, stały bywalec schroniska dla bezdomnych mężczyzn w Fordonie, wstał tego dnia jak zwykle tuż po szóstej. Za godzinę odjeżdżał autobus do Nowej Wsi Wielkiej. Kokoszyński pracuje tam jako pomocnik przy koniach. Wyszedł o godz. 7.30.

Dwie godziny później do schroniska weszły dwie kobiety. Przedstawiły się jako siostry Kokoszyńskiego i poprosiły o zwrot rzeczy osobistych, dokumentów i drobiazgów brata. Chciały je mieć na pamiątkę po zmarłym. - Powiedziały, że brat zmarł w grudniu, a teraz szykują się do organizacji pogrzebu - mówi Maciej Zabielski, kierownik schroniska. - Ma się zjechać cała rodzina także z zagranicy.

Zaskoczony Zabielski próbował wytłumaczyć kobietom, że musiała nastąpić pomyłka. Te nie uwierzyły - same przecież zidentyfikowały zwłoki brata i to z pomocą szwagra. - Dwie godziny temu był jeszcze żywy. Rozmawiałem z nim - mówi Zabielski.

Po południu do stadniny konnej w Nowej Wsi Wielkiej dzwoni telefon. Policjanci z Miejskiej Komendy Policji proszą Kokoszyńskiego, żeby przyjechał na komisariat. Nie mówią mu po co.

- Niczego nie podejrzewałem. Myślałem, że chodzi o kogoś z kolegów ze schroniska - mówi Kokoszyński. - Zawiózł mnie tam szef stadniny. Gdy wszedłem do komisariatu, policjanci powiedzieli mi, że uznali mnie za zmarłego. Nie bardzo rozumiałem o co im chodzi. Pokazali mi mój akt zgonu. Zdębiałem. Poczułem się, jakbym dostał w głowę.

Na brata czekały tam też jego siostry. - Jak mnie zobaczyły, to wpadły w lament - opowiada uznany za martwego. - Był krzyk i płacz. Potem na komisariacie wzięli ode mnie odciski palców i okazało się, że tamten to jednak nie ja.

Jak doszło do pomyłki?

Policjanci znaleźli zwłoki mężczyzny 10 grudnia w pustostanie u zbiegu ulic Wyczółkowskiego i Curie-Skłodowskiej. - W trakcie dochodzenia, jeden z pracowników schroniska poinformował nas, że Kokoszyński od kilku dni nie pojawił się u nich - mówi Maciej Daszkiewicz z biura prasowego Komendy Miejskiej Policji. - Pasował wiekiem i rysopisem do denata.

Policjanci powiadomili o śmierci byłą żonę Kokoszyńskiego. - Nie chciała oglądać ani zwłok, ani zdjęć z nieboszczykiem - wyjaśnia Daszkiewicz. - Powiedziała, że i tak by go nie rozpoznała, bo dawno się nie widzieli.

Była żona zawiadomiła o wszystkim rodzinę. Ta zgłosiła się na policję o rozpoznała zmarłego. - Byli pewni, co to tożsamości nieboszczyka więc zamknęliśmy sprawę. A teraz ją wznawiamy.

Kim więc faktycznie jest zmarły? - Udało nam się ustalić, że to 49 - letni mieszkaniec Bydgoszczy. Tożsamość rozstrzygnęły wyniki daktyloskopijne.

Na pogrzeb Kokoszyńskiego do Bydgoszczy zjechała rodzina porozrzucana na całym świecie. Przyjechały siostry z Irlandii, Niemiec i z Dolnego Śląska. - O śmierci brata dowiedziałam się przez telefon, od córki Tomasza - mówi Justyna Polle, siostra Kokoszyńskiego, na stałe mieszkająca w Niemczech. - Zaraz na drugi dzień zbieraliśmy się do wyjazdu na pogrzeb. W Bydgoszczy mieliśmy iść do księdza, dobrze, że jeszcze trumny nie zamówiliśmy.

Kokoszyński ma szóstkę rodzeństwa i dwie córki. Z żoną rozstał się 15 lat temu. - Po rozwodzie odszedłem z domu, potem szybko straciłem pracę - opowiada. - Zacząłem pić. Potem włóczyłem się od kumpla do kumpla i tak się to toczyło.

Nieoczekiwany powrót do świata żywych postawił na nogi całą rodzinę. - Teraz częściej się do mnie odzywają - mówi. - Dzwonią, żeby zapytać czy nie śpię gdzieś na mrozie. Pieniędzy nie dają.

Justyna Polle, siostra. - Próbowaliśmy mu pomagać wiele razy - mówi. - On jest alkoholikiem, a to choroba. To trzeba leczyć. Załatwialiśmy mu kilka terapii, ale nigdy ich nie kończył. Serce mi się kraje, jak myślę o nim, ale jest dorosły. Jeśli sam nie będzie chciał zmienić swojego życia, to my tu nic nie wskóramy.

I dodaje: - Najważniejsze, że żyje. To w końcu nasz brat.

Powrót Kokoszyńskiego do świata żywych wiąże się jednak z załatwieniem kilku formalności. Po pierwsze sąd rejonowy musi wysłać do Urzędu Stanu Cywilnego unieważnienie aktu zgonu. Następnie urzędnicy muszą powiadomić o tym wydział ewidencji w bydgoskim ratuszu, a także biuro dowodów osobistych. Na koniec sam Kokoszyński musi wyrobić sobie nowy dokument tożsamości. Pesel pozostanie bez zmian.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

SERWISY SPECJALNE

Witajcie na Świecie w Bydgoszczy!

Partner serwisu Bella Happy Natural Care

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!

Jesteśmy na Facebooku