Serce Macieja Eckardta
2008-07-24
, aktualizacja: 24.07.2008 00:00
Maciej Eckardt napisał na swoim blogu, że śmierć Bronisława Geremka nie wstrząsnęła nim. Jego sprawa - każdy ma taką wrażliwość, jaką ma. Gorzej już, że Eckardt próbuje się ze swojej wrażliwości wytłumaczyć. Wychodzi cynicznie.
Dokładny wpis z bloga wicemarszałka brzmi tak: "Wiadomość o śmierci Bronisława Geremka mną nie wstrząsnęła. Nie należał do mojej bajki, gdyż reprezentował w polityce to, co nigdy mnie nie pociągało, ani w intelektualnym, ani historycznym ujęciu". Dalej streszczam: Geremek był gwiazdą "środowisk centrowych i liberalnych", a w dodatku coś majstrował przy okrągłym stole. Dlatego jego - tragiczna bądź co bądź - śmierć na autorze bloga wrażenia nie poczyniła. Jak rozumiem, przyjął jego zejście jeśli nie obojętnie, to z niewielkim tylko smuteczkiem.
Ja natomiast i owszem, wstrząs przeżyłem. Nie spowiadam się tutaj z wrażenia, jakie poczyniła na mnie owa niedzielna informacja o wypadku, ale z doznań po lekturze wpisu Eckardta. Jak mówię: każdy ma swoją wrażliwość. Jednego nie rusza śmiertelny wypadek starszego człowieka, a inny z kolei przejmuje się byle notką na blogu. Zdumiewam się, jak człowiek może w takiej chwili nie oddzielić polityki od życia. Co takiego ważnego jest dla Eckardta w polityce, że przenosi jej sztuczne podziały i puste - w kontekście spraw ostatecznych - brzmienie aż w zaświaty? Polityczny przyjaciel czy nie - zawsze człowiek, zawsze umiera tak samo. A jeśli śmierć zabiera go w okolicznościach tak niecodziennych, to już w ogóle wszelkie polityczne "bajki" - jak w przypływie intuicji trafnie ocenił Eckardt - winny zejść na plan daleki i ostatni.
Gilbert K. Chesterton w swojej "Ortodoksji" napisał o ludziach, którzy mają serce na właściwym miejscu. Bo bywa przecież tak - pisze Chesterton - że ktoś i owszem, ma serce, ale ono jest umieszczone nie tam, gdzie powinno. Taki człowiek czuje, myśli, pisze - bywa że błyskotliwie, a jednak wyczuwamy, że coś w tych myślach i publikacjach jest nie tak. Dopiero jak serce znajdzie się na swoim miejscu, wszystkie rzeczy, myśli, słowa a nawet blogowe notki otrzymują ostateczny szlif i pozłotę. Wtedy np. pisze się o ludziach zmarłych z szacunkiem prawdziwym (nie deklaratywnym), jak o tych, którzy są od nas mądrzejsi o Przejście. A nie jak o politycznych nieprzyjaciołach. Bo takie podziały tam funta kłaków nie są warte. Przecież po śmierci nie będzie ważne, kto się z kim politycznie za życia nie zgadzał i w jakim punkcie. Przepraszam za ten banał.
I dopiero z takiej perspektywy, którą teraz staram się opisać, można zrozumieć, dlaczego ludzie o sercach na właściwym miejscu po śmierci Bronisława Geremka odczuli wstrząs.
Ja natomiast i owszem, wstrząs przeżyłem. Nie spowiadam się tutaj z wrażenia, jakie poczyniła na mnie owa niedzielna informacja o wypadku, ale z doznań po lekturze wpisu Eckardta. Jak mówię: każdy ma swoją wrażliwość. Jednego nie rusza śmiertelny wypadek starszego człowieka, a inny z kolei przejmuje się byle notką na blogu. Zdumiewam się, jak człowiek może w takiej chwili nie oddzielić polityki od życia. Co takiego ważnego jest dla Eckardta w polityce, że przenosi jej sztuczne podziały i puste - w kontekście spraw ostatecznych - brzmienie aż w zaświaty? Polityczny przyjaciel czy nie - zawsze człowiek, zawsze umiera tak samo. A jeśli śmierć zabiera go w okolicznościach tak niecodziennych, to już w ogóle wszelkie polityczne "bajki" - jak w przypływie intuicji trafnie ocenił Eckardt - winny zejść na plan daleki i ostatni.
Gilbert K. Chesterton w swojej "Ortodoksji" napisał o ludziach, którzy mają serce na właściwym miejscu. Bo bywa przecież tak - pisze Chesterton - że ktoś i owszem, ma serce, ale ono jest umieszczone nie tam, gdzie powinno. Taki człowiek czuje, myśli, pisze - bywa że błyskotliwie, a jednak wyczuwamy, że coś w tych myślach i publikacjach jest nie tak. Dopiero jak serce znajdzie się na swoim miejscu, wszystkie rzeczy, myśli, słowa a nawet blogowe notki otrzymują ostateczny szlif i pozłotę. Wtedy np. pisze się o ludziach zmarłych z szacunkiem prawdziwym (nie deklaratywnym), jak o tych, którzy są od nas mądrzejsi o Przejście. A nie jak o politycznych nieprzyjaciołach. Bo takie podziały tam funta kłaków nie są warte. Przecież po śmierci nie będzie ważne, kto się z kim politycznie za życia nie zgadzał i w jakim punkcie. Przepraszam za ten banał.
I dopiero z takiej perspektywy, którą teraz staram się opisać, można zrozumieć, dlaczego ludzie o sercach na właściwym miejscu po śmierci Bronisława Geremka odczuli wstrząs.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Serce Macieja Eckardta
gazaj
06.08.08, 09:05
Noszono koszulki z napisem "Nie płakałem po śmierci JPII", czy wtedy autor też był wstrząśnięty? Bo p. Eckardt po prostu nie płakał po śmierci p. Geremka - to wszystko.»



