Nie chciał śpiewać w Opolu, bo miał wesele. Wygrał

Joanna Lach
17.06.2011 , aktualizacja: 16.06.2011 23:44
A A A Drukuj
Nie chciałem śpiewać w Opolu, bo następnego dnia miałem grać na weselu i bałem się, że nie zdążę. Ale na szczęście dałem radę - mówi Marcin Chudziński, zwycięzca tegorocznych opolskich Superdebiutów

Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Ag
Joanna Lach: Teraz masz swoje pięć minut. Chcesz to jakoś wykorzystać?

Marcin Chudziński*: Nie mam żadnego pomysłu na robienie kariery. Powiem więcej: nie sądzę, żeby sukces w Opolu zmienił moje życie.

Występ Marcina Chudzińskiego w Opolu

Ale przecież to olbrzymie wyróżnienie. Interesują się tobą media, posypały się propozycje koncertów - coś zaczęło się dziać.

- Przedsmak tego, co może mnie czeka, miałem w 2004 r. Wtedy po raz pierwszy śpiewałem w Opolu, także w kategorii debiuty. Razem ze swoim zespołem przeszedłem eliminacje, ale na samym końcu zabrakło nam trochę szczęścia. Jednak już wtedy zrobił się wokół mnie szum - było dużo propozycji, telefonów. Pojawili się ludzie, którzy bardzo chcieli mnie promować, obiecywali koncerty, załatwiali kontrakty...



Ale?

- Zabrakło konkretów. Cały czas opowiadano mi bajki i składano obietnice, nic jednak z tego nie wynikało. Parę razy zdarzyło się, że ktoś chciał coś załatwić moim kosztem. Odezwali się nawet z O.N.A. - pojechałem na próbne nagranie. Dali znać dopiero po roku. Ale wtedy było już za późno - miałem swoje plany i zobowiązania. W tamtym czasie parę razy się naciąłem i zraziłem do show-biznesu.

Jednak chętnie wracałeś do "Szansy na sukces". Śpiewałeś tam kilka razy, zanim udało ci się wygrać tegoroczny finał i po raz drugi trafić do Opola.

- To duża zasługa Elżbiety Skrętkowskiej. Dostrzegła we mnie talent. Albo zwyczajnie: lubi ze mną współpracować. Po prostu dzwoniła, pytała, czy mogę zaśpiewać. Zresztą już podczas pierwszego castingu do programu, który odbywał się w Bydgoszczy, nie musiałem czekać na wyniki. Od razu do mnie podeszła i powiedziała, że wezmę udział w "Szansie...". Miałem wtedy 21 lat i to naprawdę było coś. Poza tym była to świetna okazja, żeby poznać gwiazdy polskiej muzyki: Kasię Stankiewicz, Lady Pank, Carpe Diem, De Mono, Piotra Rubika czy Dżem. Sporo się od nich nauczyłem.



Na przykład...?

- Na przykład tego, że trzeba mieć dystans do swojej kariery. Luz i życzliwość dla drugiego człowieka. Jeżeli już znajdziesz się na szczycie, nie możesz o tym zapomnieć. Imprezy, bankiety, wielkie gale nie mogą ci przesłonić tego, co w życiu najważniejsze. Wielu z nich - jak chociażby Kasia Stankiewicz, która żeby wydać płytę, sprzedała swoje mieszkanie - dużo poświęciło dla swojej muzycznej przyszłości. Nie zawsze się to opłaca, dlatego takie decyzje trzeba bardzo dobrze przemyśleć.

A ty ile byłbyś w stanie zrobić dla swojej kariery?

- Nigdy nie poświęciłbym tego, co już mam. Dziś jesteś - jutro cię nie ma. Dom, rodzina, praca - to nie jest warte. Zabieganie o koncerty, wywiady, promocję pochłania olbrzymie ilości czasu i energii. A udaje się tylko jednostkom. Takie myślenie pozwala złapać dystans i nie dać się tak łatwo wciągnąć w świat show-biznesu.

Marcin Chudziński o swoim zwycięstwie w Opolu:



Zdecydowałeś się na coś pewniejszego niż kariera muzyczna. Założyłeś firmę, muzyka zeszła na dalszy plan.

- Nie do końca. Muzyka zawsze była ważna w moim życiu. Ale z czegoś trzeba żyć. Razem z przyjacielem zajęliśmy się importem instrumentów smyczkowych do Polski. Przydały się lata spędzone w liceum handlowym.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

SERWISY SPECJALNE

Witajcie na Świecie w Bydgoszczy!

Partner serwisu Bella Happy Natural Care

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!