Skąd u Salezjanów wziął się Muzułmanin?
29.05.2011
, aktualizacja: 29.05.2011 21:31
Znajoma z tureckiego wolontariatu powiedziała, że ma dla mnie coś extra. Praca z dzieciakami w Oratorium Dominiczek. Nie powiedziała, że chodzi o katolicką organizację
Rozmowa z Sedatem Zorlu*.
Agnieszka Bulińska: - Co cię skłoniło do tego, żeby wyjechać z Turcji i zamieszkać w Polsce?
Sedat Zorlu: - Byłem ciekawy. Kultury, języka i ludzi. Raczej mało o Polsce wiedziałem. Myślałem, że tu jest zimno jak w Rosji, a ulicami chodzą sami blondyni o niebieskich oczach. Typowe stereotypy. Oczywiście słyszałem o Chopinie i Koperniku, ale pojęcia nie miałem, że byli Polakami. Chciałem też się trochę usamodzielnić, spróbować czegoś innego. Okazja przyszła sama. Studiowałem ekonomię i zarządzanie na Sekçuk Üniversitesi w Konya. Dwa lata temu otrzymałem propozycję skorzystania z wyjazdu w ramach Erasmusa. Do wyboru miałem Czechy lub Polskę. Uwierz, że było mi bez różnicy, gdzie wyląduję. Oba kraje wydawały mi się identyczne. Wypadło na Polskę. Kolejne cztery miesiące miałem spędzić we Wrocławiu. Powiedziałem sobie: OK. Martwiłem się tylko o jedno - jak ja sobie poradzę z tymi wszystkimi "sz" i "cz"?
Ale teraz twój polski wcale nie jest taki zły.
- Na początku to była jednak kompletna klapa. Niczego nie rozumiałem, słyszałem ciągłe syczenie i szumy. Nie potrafiłem powiedzieć kilku prostych słów. Ludzie do mnie mówili, a ja udawałem, że wiem, o co chodzi. Potakiwałem, uśmiechałem się i czekałem na reakcję. Ale nawet to nie spowodowało, że zacząłem się przykładać do nauki polskiego. Odpuściłem sobie. Posługiwałem się głównie angielskim. Stwierdziłem, że jestem tu na chwilę i polski mi się nie przyda.
Myliłem się.
Co się wydarzyło, że postanowiłeś przysiąść nad gramatyką polskiego?
Kiedy kończył się Erasmus, przeczuwałem, że do Polski wrócę. No wiesz, miłość. Poznałem we Wrocławiu dziewczynę...
Po powrocie do Turcji zacząłem się pilnie uczyć języka. Miłość jest świetną motywacją. Wkuwałem słówka i ćwiczyłem wymowę. Podręczniki kupiłem jeszcze we Wrocławiu.
W Istambule, zaczepiłem się do pracy na lotnisku jako interwiever. Przeprowadzałem wywiady z klientami linii lotniczych. Nawet mi się podobało, ale ciągnęło mnie do czegoś innego. Dlatego zajmowałem się też wolontariatem. Pomagałem dzieciakom w organizacji "Dü ler Akademisi", takiej podobnej do polskiej Fundacji "Mam marzenie". Działałem w tureckiej Akademii Młodego Lidera. Uczyli nas, jak pisać projekty czy przygotowywać się do zajęć z dziećmi. No i oczywiście cały czas kombinowałem jak by tu wrócić do Polski.
Do Wrocławia.
Nie, do Bydgoszczy, bo ta dziewczyna była bydgoszczanką.
Decydując się na ponowny przyjazd do Polski, musiałem sobie wszystko dokładnie zorganizować. Najważniejsze było znalezienie pracy w Bydgoszczy.
Któregoś dnia znajoma z tureckiego wolontariatu powiedziała, że ma dla mnie coś extra. Praca z dzieciakami w fajnym miejscu - Oratorium Dominiczek. Nie powiedziała, że chodzi o katolicką organizację działającą przy stowarzyszeniu salezjańskim. Gdy to wyszło, zacząłem mieć wątpliwości. Bo ja jestem muzułmaninem. Stwierdziłem, że to nie dla mnie. Szukałem dalej.
Ale w końcu tu wylądowałeś. Co się zmieniło?
- Nie miałem innych ofert. Skontaktowałem się z Oratorium i spytałem wprost, czy nie będzie im przeszkadzać, że jestem muzułmaninem
Co odpowiedzieli?
- Nie wahali się ani minuty. Powiedzieli, że to nie jest żaden problem. No więc ja też nie komplikowałem. Wiem, czym się różnią obie religie. Czytałem Biblię. Dla was Jezus jest synem Boga, my w to nie wierzymy. Mam świadomość, że jestem tu w mniejszości. Nikogo przecież nie będę namawiać do swoich przekonań. Szanuję waszą wiarę i oczekuję, że wy uszanujecie moją.
Jak to wygląda w praktyce?
- Niestety, ciągle jest tak, że jak mówię, jestem muzułmanin, to widzę, że ludzie się wycofują. Kojarzymy się jednoznacznie źle. Dziś nawet moi koledzy przyznają się, że na początku podchodzili do mnie z pewną obawą. Dlatego zależy mi, by trochę zmienić nasz wizerunek. Przekonuję, że nieważne, jak się modlisz i do którego Boga. Liczy się to, co masz w środku, jaki jesteś na co dzień.
Agnieszka Bulińska: - Co cię skłoniło do tego, żeby wyjechać z Turcji i zamieszkać w Polsce?
Sedat Zorlu: - Byłem ciekawy. Kultury, języka i ludzi. Raczej mało o Polsce wiedziałem. Myślałem, że tu jest zimno jak w Rosji, a ulicami chodzą sami blondyni o niebieskich oczach. Typowe stereotypy. Oczywiście słyszałem o Chopinie i Koperniku, ale pojęcia nie miałem, że byli Polakami. Chciałem też się trochę usamodzielnić, spróbować czegoś innego. Okazja przyszła sama. Studiowałem ekonomię i zarządzanie na Sekçuk Üniversitesi w Konya. Dwa lata temu otrzymałem propozycję skorzystania z wyjazdu w ramach Erasmusa. Do wyboru miałem Czechy lub Polskę. Uwierz, że było mi bez różnicy, gdzie wyląduję. Oba kraje wydawały mi się identyczne. Wypadło na Polskę. Kolejne cztery miesiące miałem spędzić we Wrocławiu. Powiedziałem sobie: OK. Martwiłem się tylko o jedno - jak ja sobie poradzę z tymi wszystkimi "sz" i "cz"?
Ale teraz twój polski wcale nie jest taki zły.
- Na początku to była jednak kompletna klapa. Niczego nie rozumiałem, słyszałem ciągłe syczenie i szumy. Nie potrafiłem powiedzieć kilku prostych słów. Ludzie do mnie mówili, a ja udawałem, że wiem, o co chodzi. Potakiwałem, uśmiechałem się i czekałem na reakcję. Ale nawet to nie spowodowało, że zacząłem się przykładać do nauki polskiego. Odpuściłem sobie. Posługiwałem się głównie angielskim. Stwierdziłem, że jestem tu na chwilę i polski mi się nie przyda.
Myliłem się.
Co się wydarzyło, że postanowiłeś przysiąść nad gramatyką polskiego?
Kiedy kończył się Erasmus, przeczuwałem, że do Polski wrócę. No wiesz, miłość. Poznałem we Wrocławiu dziewczynę...
Po powrocie do Turcji zacząłem się pilnie uczyć języka. Miłość jest świetną motywacją. Wkuwałem słówka i ćwiczyłem wymowę. Podręczniki kupiłem jeszcze we Wrocławiu.
W Istambule, zaczepiłem się do pracy na lotnisku jako interwiever. Przeprowadzałem wywiady z klientami linii lotniczych. Nawet mi się podobało, ale ciągnęło mnie do czegoś innego. Dlatego zajmowałem się też wolontariatem. Pomagałem dzieciakom w organizacji "Dü ler Akademisi", takiej podobnej do polskiej Fundacji "Mam marzenie". Działałem w tureckiej Akademii Młodego Lidera. Uczyli nas, jak pisać projekty czy przygotowywać się do zajęć z dziećmi. No i oczywiście cały czas kombinowałem jak by tu wrócić do Polski.
Do Wrocławia.
Nie, do Bydgoszczy, bo ta dziewczyna była bydgoszczanką.
Decydując się na ponowny przyjazd do Polski, musiałem sobie wszystko dokładnie zorganizować. Najważniejsze było znalezienie pracy w Bydgoszczy.
Któregoś dnia znajoma z tureckiego wolontariatu powiedziała, że ma dla mnie coś extra. Praca z dzieciakami w fajnym miejscu - Oratorium Dominiczek. Nie powiedziała, że chodzi o katolicką organizację działającą przy stowarzyszeniu salezjańskim. Gdy to wyszło, zacząłem mieć wątpliwości. Bo ja jestem muzułmaninem. Stwierdziłem, że to nie dla mnie. Szukałem dalej.
Ale w końcu tu wylądowałeś. Co się zmieniło?
- Nie miałem innych ofert. Skontaktowałem się z Oratorium i spytałem wprost, czy nie będzie im przeszkadzać, że jestem muzułmaninem
Co odpowiedzieli?
- Nie wahali się ani minuty. Powiedzieli, że to nie jest żaden problem. No więc ja też nie komplikowałem. Wiem, czym się różnią obie religie. Czytałem Biblię. Dla was Jezus jest synem Boga, my w to nie wierzymy. Mam świadomość, że jestem tu w mniejszości. Nikogo przecież nie będę namawiać do swoich przekonań. Szanuję waszą wiarę i oczekuję, że wy uszanujecie moją.
Jak to wygląda w praktyce?
- Niestety, ciągle jest tak, że jak mówię, jestem muzułmanin, to widzę, że ludzie się wycofują. Kojarzymy się jednoznacznie źle. Dziś nawet moi koledzy przyznają się, że na początku podchodzili do mnie z pewną obawą. Dlatego zależy mi, by trochę zmienić nasz wizerunek. Przekonuję, że nieważne, jak się modlisz i do którego Boga. Liczy się to, co masz w środku, jaki jesteś na co dzień.
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Skąd u Salezjanów wziął się Muzułmanin?
bigcharles
30.05.11, 01:39
Powinien zostać takich ludzi powinno być więcej w naszym mieście. Faktycznie ludzie słabo znają historie Turcji i są zacofani, sam po sobie to wiem gdy po leciałem do Turcji nagle zrobiłem »
-
Skąd u Salezjanów wziął się Muzułmanin?
bosman_plama
30.05.11, 11:16
Turcja to jednak nie Iran (przy całym szacunku do Irańczyków i ich historii). Może jestem przeczulony, ale zastanawiałem się, czy gdyby wywiad przeczytał jakiś radykał islamski, to czy facet»
-
Skąd u Salezjanów wziął się Muzułmanin?
kucyk_trojanski
30.05.11, 12:00
Dobry pomysł,może katole czegoś się nauczą.»




więcej zdjęć

