Marta Konarzewska: Inność mnie pociąga
13.05.2011
, aktualizacja: 13.05.2011 14:14
Coming out to bardzo trudna rzecz i rozumiem osoby, które się wahają. Ja swój krok dobrze przemyślałam - mówi Marta Konarzewska, która w sobotę podczas Dni Różnorodności razem z Piotrem Pacewiczem będzie promowała książkę "Zakazane miłości"
Z Martą Konarzewską* rozmawia Krzysztof Aładowicz
Dla kogo jest ta książka? Moim zdaniem po jej lekturze osoby nietolerancyjne zacietrzewią się jeszcze bardziej.
- Rzeczywiście, niektórzy mogą doznać szoku, ale wypływającego z odkrycia, że nie wszyscy są tacy sami. A żeby naprawdę być otwartym, trzeba zobaczyć różnorodność. Akceptować i rozumieć ludzi, którzy są inni niż my. W naszej książce jest kobieta, która biologicznie jest mężczyzną, mężczyzna z waginą, kobieta, która spełnienia się w relacji masochistycznej, kochanka księdza... Szokujące? Może. Ale jestem przekonana, że im więcej się zobaczy, tym łatwiej się przyzwyczaić. Nie ma co się łudzić, że żyjemy w jednorodnym świecie. Możemy udawać, że wszyscy chcemy żyć w małżeństwach i mieć dzieci, ale to tylko udawanie.
Biseksualny bohater "Zakazanych miłości" mówi: "Ciota to jest dla mnie koleś zamknięty na dwa spusty w solarium przez dwa dni, ma zbyt idealnie ułożone włosy czy wyregulowane brwi. Ciotą jest sposób zachowywania się na Mariolkę, tępą blondynę. Jęczenie, stękanie, wzdychanie i inne ochy i achy". To ma być uczenie tolerancji?
- Tak. Przez pokazanie mechanizmu działania homofobii. Igor, którego słowa pan przytoczył, sam ich nie wymyśla, a przejmuje z ogólnego języka nietolerancji. Nie jest tak, że istnieją "okrutni" heteroseksualiści, którzy nienawidzą tych "wstrętnych" homo, bi czy trans. Jest tak, że homofobii i transfobii uczą się zarówno osoby hetero, jak osoby homo czy trans.
Poza tym mitem jest istnienie wspólnego środowiska homoseksualistów. Są wśród nich ludzie walczący o wspólne prawa, ale i są tacy, którzy nie walczą. Mało tego - uważają, że im się te prawa nie należą. To tzw. uwewnętrzniona homofobia.
Jeśli w środowisku homoseksualnym będą osoby homofobiczne, to geje i lesbijki mają szansę na wywalczenie dla siebie równości w świetle prawa czy akceptacji społecznej?
- Igor akurat nie reprezentuje walczącego środowiska. Ten tekst pokazuje skomplikowanie problemu. Mowę nienawiści przejmuje przez społeczeństwo po obu stronach. Wydaje się może, że powinniśmy pokazać wszystkich gejów, lesbijki jako osoby tolerancyjne i wspaniałe. Ale chyba w taki obraz nikt by nie uwierzył. Mam sygnały od czytelników, że dzięki takiemu doborowi bohaterów książka jest odbierana jako wiarygodna, że nikt im nie wciska kitu.
Piotr Pacewicz w rozmowie z Wiktorem Dynarskim, mężczyzną który zmienił płeć, też zauważa, że środowisko LGBT [lesbijek, gejów, osób bi - i transseksualnych] jest w Polsce mało solidarne. "Lesbijki mają poczucie, że są dyskryminowane przez gejów. Trans są uznawani za outsiderów. Bi skarżą się, że są traktowani podejrzliwe. Zamiast zwierać szyki wobec homofobii, która dotyka wszystkich, kłócicie się" - mówi.
- Moim zdaniem powinniśmy walczyć o prawa dla wszystkich, a nie tylko dla tych, którzy są "jacyś", są zdefiniowani. Oczywiście można się kłócić, kto jest lepszym, prawdziwszym gejem. Czy ten lewicowy, prawicowy, wierzący, niewierzący? Geje są różni. Nie ma takiego monolitu kulturowego. Osoby trans są bardzo różne: korygujące płeć, pozostające pomiędzy płciami, różnie się identyfikujące.To trzeba pokazać - tak jest, tego nie zmienimy. Oni wszyscy, przez wzgląd na to, że są ludźmi i obywatelami polskimi, zasługują na równe prawa. Bez względu na to, czy chcą związków partnerskich, są poligamiczni, monogamiczni czy jacykolwiek.
A jak pani ocenia sytuację osób nieheteroseksualnych w Polsce?
- Widzę, że jest lepiej. Ale moje własne doświadczenie pokazuje, że problem istnieje, choć jest ukryty. Gdzieś tam głęboko zakorzenione są różne przekonania. Mogę sporo powiedzieć o systemie edukacji, szkołach, bo znam nauczycieli i nauczycielki gejów i lesbijki. Po wydaniu książki i moim coming oucie wiele osób do mnie pisze. Strasznie się boją, nie wyobrażają sobie sytuacji, że mogliby się ujawnić. Coraz częściej obserwuję jednak, że przeciętni Polacy są bardziej do przodu niż wydaje się politykom czy dziennikarzom. Jak się rozmawia w domach przy kolacji, to reakcje są pozytywne. Bariery wprowadza dyskurs polityczny i społeczny. Politycy są bardzo konserwatywni. Ich stanowisko np. w sprawie związków partnerskich często jest podszyte lękiem. A wiadomo, że politycy dają wzór. Dlatego różne akcje uświadamiające powinny być kierowane do środowiska politycznego.
Mówi się, że w Polsce usankcjonowanie związków jednopłciowych jest niemożliwe z powodu dużej roli społecznej Kościoła i tego, że większość Polaków deklaruje się jako katolicy. To są argumenty prezentowane przez polityków.
- Ale w Hiszpanii, Portugalii czy ostatnio Brazylii, więc w krajach bardzo katolickich widać, że pozycja Kościoła nie przeszkadza w procesach demokratyzacyjnych. Pozycja Kościoła w Polsce w wielu kwestiach się chwieje. Do niedawna trzeba było się liczyć z reakcją Kościoła na każdą wypowiedź, teraz mniej. Ale z drugiej strony Polska nie jest krajem przyzwyczajonym do różnorodności. Mało mamy mniejszości. Spójrzmy na Londyn, który uwielbiam. To oczywiście mit, że każdy Anglik jest tolerancyjny. Wiele osób w domu przy zupie używa okropnych sformułowań wobec gejów czy muzułmanów. Ale nie wchodzi to w publiczną debatę. Nie ma sensu tam pytanie, czy przeszkadza ci, że obok mieszka czarnoskóry. Bo ich wokół jest bardzo wielu.
Tam jednak w obronie jednostki, mniejszości stoi państwo i prawo. Ostatnio brytyjski sąd wydał wyrok właścicielom hotelu, którzy odmówili zakwaterowania homoseksualnej parze, tłumacząc się wartościami religijnymi.
- Tak, bo nie chodzi o to, żeby dotrzeć do każdego pojedynczego obywatela, żeby był tolerancyjny i wówczas tolerancyjne zrobi się nam całe państwo. Musi za tym stać prawo i dyskurs polityczny. Ale naprawdę dużo się zmienia. Coraz więcej młodych ludzi wyjeżdża za granicę i po powrocie mówią, jak fajnie żyć w tak wielokulturowym, tolerancyjnym kraju.
W "Zakazanych miłościach" jest lesbijka, zadeklarowana, praktykująca katoliczka. Trochę mi się kłóci to manifestowanie przywiązania do Kościoła z sytuacją, gdy hierarchowie tego Kościoła ciągle atakują homoseksualistów.
- Bycie lesbijką i katoliczką w ogóle się ze sobą nie gryzie. Powtarzam, ludzie są różni. Są lewakami, anarchistami, katolikami i tradycjonalistami. Choć zapewne dla praktykującego katolika geja niektóre wypowiedzi współwiernych czy księży są dramatem. Na pewno to przeżywają. Ale to jeszcze nie dowód na to, że nie powinni mówić o sobie, swojej wierze. Ta lesbijka z książki podkreśla też, że księża reagują dobrze, zna jednego, który pyta o jej dziewczynę i nie ma z tym problemu.
Zawsze, kiedy zastanawiam się, dlaczego walka o prawa gejów i lesbijek w Polsce idzie tak ciężko, przychodzi mi na myśl Harvey Milk, pierwszy jawny homoseksualny polityk w Stanach Zjednoczonych, który mówił: "Geje i lesbijki. Bracia i siostry. Musimy się zaangażować w walkę. Nie wygramy naszych praw, pozostając w milczeniu i w szafach. Musimy wyjść do znajomych, rodziny, pokazać się i obalać mity na nasze tematy". Brakuje w Polsce takiego Milka, który pociągnąłby za sobą ruch?
- Nie wiem, czy przykład Milka jest najlepszy, bo wiadomo, jak skończyła się jego historia. Został zamordowany przez innego, konserwatywnego polityka. W Polsce generalnie nie ma tradycji zaangażowania społecznego. Młodzi ludzie mogą dzisiaj chodzić do klubów gay-friendly, odnajdują się tam. Ale już przyzwyczajenia, żeby działać społecznie, angażować się w różne projekty, nie ma. Szkoła tego nie uczy, rodzice tego nie uczą, co jest np. widoczne w liczbie osób chodzących na wybory.
Mija rok, jak w "Gazecie Wyborczej" wyznała pani: "Jestem nauczycielką, jestem lesbijką". Czego się pani spodziewała po tym publicznym coming oucie?
- Powiem czego się nie spodziewałam - takich konsekwencji emocjonalnych. Stres trwał dość długo. Coming out to bardzo trudna rzecz i rozumiem osoby, które się wahają. Ja mój krok miałam bardzo przemyślany. Chciałam zrobić coś dla siebie, dla środowiska, dla wstrząśnięcia opinią publiczną. A ponieważ znałam Piotra Pacewicza z "Gazety", mogłam to zrobić w dużym dzienniku, to pomyślałam, że trzeba to zrobić. Moja sytuacja była lepsza niż np. nauczycielki z małego miasta. Miałam inną drogę, którą można pójść, więc i dobrą pozycję, żeby to zrobić.
Mówi pani, że otrzymuje listy od gejów nauczycieli i lesbijek nauczycielek. Ci ludzie proszę o radę, czy po prostu zwierzają się ze swoich problemów?
- Jeśli człowiek podejmuje decyzję o jakimś odważnym kroku, to czuje, czy nadszedł już czas. Nie namawiam nikogo do coming outu, bo wiem, czym to może być okupione emocjonalnie, finansowo, rodzinnie. Trzeba być silnym. Ludzie raczej nie pytają, czy się outować. Zresztą nie udzieliłabym rady, bo to zbyt duża odpowiedzialność. Piszą, żeby opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Dostaję też sporo listów od uczniów i uczennic, jak jest im trudno w szkole z tego powodu, że nie są heteroseksualni.
A co poradzić zalęknionym rodzicom, którzy domyślają się, że ich dziecko jest nieheteroseksualne?
- Według mnie nie ma czego się bać. To są lęki fantazmatyczne. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że wszystko będzie OK. Ale nie jest tak traumatycznie, jak rodzice mogą sądzić. Jeżeli jesteś rodzicem i się boisz, że twoje homoseksualne dziecko będzie odczuwało jakąś nienawiść społeczeństwa, to daj mu wsparcie. Tego, że dziecko jest homo-, bi - albo transseksualne, już się nie zmieni. Dobrze, żeby wiedziało, że rodzice są blisko, że jeśli coś złego się dzieje, może się tobie zwierzyć. Jeśli syn czy córka ci mówi, że w szkole dzieją się złe rzeczy, to idź do dyrektora i interweniuj, bo to nie ma prawa się dziać. Rodzice często boją się też, że jeśli ich dziecko jest homoseksualne, to samo przez się jest z tego powodu nieszczęśliwe. Że orientacja seksualna jest wynikiem jakiegoś błędu wychowawczego. Chcę to wyraźnie im powiedzieć: bycie homoseksualistą nie powoduje automatycznie, że jest się nieszczęśliwym, a homoseksualizm nie jest wynikiem waszych błędów.
Co powiecie bydgoszczanom, którzy przyjdą na promocję waszej książki? Nie bójcie się? Walczcie? Bądźcie dumni?
- Nie lubię słowa walczcie. Książka, którą będziemy prezentować, jest walcząca w tym sensie, że jest radykalna. Pokazuje różnorodność, która jest trudna do przyjęcia. Będę mówiła: poczytajcie, zastanówcie się i otwórzcie się na to. Zobaczcie coś innego. Bo inność można widzieć jako obcość, ale też jako coś, co mnie pociąga i angażuje. I dodam - taki jest świat i nie zmienimy go nienawiścią, niechęcią, pogardą i nietolerancją.
* Marta Konarzewska - jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Łódzkim oraz podyplomowych gender studies na Uniwersytecie Warszawskim. Przez siedem lat uczyła języka polskiego w łódzkich liceach. Teraz pracuje w magazynie feministycznym "Furia". W ubiegłym roku na łamach "Gazety Wyborczej" ujawniła, że jest lesbijką. Ma 32 lata
Dla kogo jest ta książka? Moim zdaniem po jej lekturze osoby nietolerancyjne zacietrzewią się jeszcze bardziej.
- Rzeczywiście, niektórzy mogą doznać szoku, ale wypływającego z odkrycia, że nie wszyscy są tacy sami. A żeby naprawdę być otwartym, trzeba zobaczyć różnorodność. Akceptować i rozumieć ludzi, którzy są inni niż my. W naszej książce jest kobieta, która biologicznie jest mężczyzną, mężczyzna z waginą, kobieta, która spełnienia się w relacji masochistycznej, kochanka księdza... Szokujące? Może. Ale jestem przekonana, że im więcej się zobaczy, tym łatwiej się przyzwyczaić. Nie ma co się łudzić, że żyjemy w jednorodnym świecie. Możemy udawać, że wszyscy chcemy żyć w małżeństwach i mieć dzieci, ale to tylko udawanie.
Biseksualny bohater "Zakazanych miłości" mówi: "Ciota to jest dla mnie koleś zamknięty na dwa spusty w solarium przez dwa dni, ma zbyt idealnie ułożone włosy czy wyregulowane brwi. Ciotą jest sposób zachowywania się na Mariolkę, tępą blondynę. Jęczenie, stękanie, wzdychanie i inne ochy i achy". To ma być uczenie tolerancji?
- Tak. Przez pokazanie mechanizmu działania homofobii. Igor, którego słowa pan przytoczył, sam ich nie wymyśla, a przejmuje z ogólnego języka nietolerancji. Nie jest tak, że istnieją "okrutni" heteroseksualiści, którzy nienawidzą tych "wstrętnych" homo, bi czy trans. Jest tak, że homofobii i transfobii uczą się zarówno osoby hetero, jak osoby homo czy trans.
Poza tym mitem jest istnienie wspólnego środowiska homoseksualistów. Są wśród nich ludzie walczący o wspólne prawa, ale i są tacy, którzy nie walczą. Mało tego - uważają, że im się te prawa nie należą. To tzw. uwewnętrzniona homofobia.
Jeśli w środowisku homoseksualnym będą osoby homofobiczne, to geje i lesbijki mają szansę na wywalczenie dla siebie równości w świetle prawa czy akceptacji społecznej?
- Igor akurat nie reprezentuje walczącego środowiska. Ten tekst pokazuje skomplikowanie problemu. Mowę nienawiści przejmuje przez społeczeństwo po obu stronach. Wydaje się może, że powinniśmy pokazać wszystkich gejów, lesbijki jako osoby tolerancyjne i wspaniałe. Ale chyba w taki obraz nikt by nie uwierzył. Mam sygnały od czytelników, że dzięki takiemu doborowi bohaterów książka jest odbierana jako wiarygodna, że nikt im nie wciska kitu.
Piotr Pacewicz w rozmowie z Wiktorem Dynarskim, mężczyzną który zmienił płeć, też zauważa, że środowisko LGBT [lesbijek, gejów, osób bi - i transseksualnych] jest w Polsce mało solidarne. "Lesbijki mają poczucie, że są dyskryminowane przez gejów. Trans są uznawani za outsiderów. Bi skarżą się, że są traktowani podejrzliwe. Zamiast zwierać szyki wobec homofobii, która dotyka wszystkich, kłócicie się" - mówi.
- Moim zdaniem powinniśmy walczyć o prawa dla wszystkich, a nie tylko dla tych, którzy są "jacyś", są zdefiniowani. Oczywiście można się kłócić, kto jest lepszym, prawdziwszym gejem. Czy ten lewicowy, prawicowy, wierzący, niewierzący? Geje są różni. Nie ma takiego monolitu kulturowego. Osoby trans są bardzo różne: korygujące płeć, pozostające pomiędzy płciami, różnie się identyfikujące.To trzeba pokazać - tak jest, tego nie zmienimy. Oni wszyscy, przez wzgląd na to, że są ludźmi i obywatelami polskimi, zasługują na równe prawa. Bez względu na to, czy chcą związków partnerskich, są poligamiczni, monogamiczni czy jacykolwiek.
A jak pani ocenia sytuację osób nieheteroseksualnych w Polsce?
- Widzę, że jest lepiej. Ale moje własne doświadczenie pokazuje, że problem istnieje, choć jest ukryty. Gdzieś tam głęboko zakorzenione są różne przekonania. Mogę sporo powiedzieć o systemie edukacji, szkołach, bo znam nauczycieli i nauczycielki gejów i lesbijki. Po wydaniu książki i moim coming oucie wiele osób do mnie pisze. Strasznie się boją, nie wyobrażają sobie sytuacji, że mogliby się ujawnić. Coraz częściej obserwuję jednak, że przeciętni Polacy są bardziej do przodu niż wydaje się politykom czy dziennikarzom. Jak się rozmawia w domach przy kolacji, to reakcje są pozytywne. Bariery wprowadza dyskurs polityczny i społeczny. Politycy są bardzo konserwatywni. Ich stanowisko np. w sprawie związków partnerskich często jest podszyte lękiem. A wiadomo, że politycy dają wzór. Dlatego różne akcje uświadamiające powinny być kierowane do środowiska politycznego.
Mówi się, że w Polsce usankcjonowanie związków jednopłciowych jest niemożliwe z powodu dużej roli społecznej Kościoła i tego, że większość Polaków deklaruje się jako katolicy. To są argumenty prezentowane przez polityków.
- Ale w Hiszpanii, Portugalii czy ostatnio Brazylii, więc w krajach bardzo katolickich widać, że pozycja Kościoła nie przeszkadza w procesach demokratyzacyjnych. Pozycja Kościoła w Polsce w wielu kwestiach się chwieje. Do niedawna trzeba było się liczyć z reakcją Kościoła na każdą wypowiedź, teraz mniej. Ale z drugiej strony Polska nie jest krajem przyzwyczajonym do różnorodności. Mało mamy mniejszości. Spójrzmy na Londyn, który uwielbiam. To oczywiście mit, że każdy Anglik jest tolerancyjny. Wiele osób w domu przy zupie używa okropnych sformułowań wobec gejów czy muzułmanów. Ale nie wchodzi to w publiczną debatę. Nie ma sensu tam pytanie, czy przeszkadza ci, że obok mieszka czarnoskóry. Bo ich wokół jest bardzo wielu.
Tam jednak w obronie jednostki, mniejszości stoi państwo i prawo. Ostatnio brytyjski sąd wydał wyrok właścicielom hotelu, którzy odmówili zakwaterowania homoseksualnej parze, tłumacząc się wartościami religijnymi.
- Tak, bo nie chodzi o to, żeby dotrzeć do każdego pojedynczego obywatela, żeby był tolerancyjny i wówczas tolerancyjne zrobi się nam całe państwo. Musi za tym stać prawo i dyskurs polityczny. Ale naprawdę dużo się zmienia. Coraz więcej młodych ludzi wyjeżdża za granicę i po powrocie mówią, jak fajnie żyć w tak wielokulturowym, tolerancyjnym kraju.
W "Zakazanych miłościach" jest lesbijka, zadeklarowana, praktykująca katoliczka. Trochę mi się kłóci to manifestowanie przywiązania do Kościoła z sytuacją, gdy hierarchowie tego Kościoła ciągle atakują homoseksualistów.
- Bycie lesbijką i katoliczką w ogóle się ze sobą nie gryzie. Powtarzam, ludzie są różni. Są lewakami, anarchistami, katolikami i tradycjonalistami. Choć zapewne dla praktykującego katolika geja niektóre wypowiedzi współwiernych czy księży są dramatem. Na pewno to przeżywają. Ale to jeszcze nie dowód na to, że nie powinni mówić o sobie, swojej wierze. Ta lesbijka z książki podkreśla też, że księża reagują dobrze, zna jednego, który pyta o jej dziewczynę i nie ma z tym problemu.
Zawsze, kiedy zastanawiam się, dlaczego walka o prawa gejów i lesbijek w Polsce idzie tak ciężko, przychodzi mi na myśl Harvey Milk, pierwszy jawny homoseksualny polityk w Stanach Zjednoczonych, który mówił: "Geje i lesbijki. Bracia i siostry. Musimy się zaangażować w walkę. Nie wygramy naszych praw, pozostając w milczeniu i w szafach. Musimy wyjść do znajomych, rodziny, pokazać się i obalać mity na nasze tematy". Brakuje w Polsce takiego Milka, który pociągnąłby za sobą ruch?
- Nie wiem, czy przykład Milka jest najlepszy, bo wiadomo, jak skończyła się jego historia. Został zamordowany przez innego, konserwatywnego polityka. W Polsce generalnie nie ma tradycji zaangażowania społecznego. Młodzi ludzie mogą dzisiaj chodzić do klubów gay-friendly, odnajdują się tam. Ale już przyzwyczajenia, żeby działać społecznie, angażować się w różne projekty, nie ma. Szkoła tego nie uczy, rodzice tego nie uczą, co jest np. widoczne w liczbie osób chodzących na wybory.
Mija rok, jak w "Gazecie Wyborczej" wyznała pani: "Jestem nauczycielką, jestem lesbijką". Czego się pani spodziewała po tym publicznym coming oucie?
- Powiem czego się nie spodziewałam - takich konsekwencji emocjonalnych. Stres trwał dość długo. Coming out to bardzo trudna rzecz i rozumiem osoby, które się wahają. Ja mój krok miałam bardzo przemyślany. Chciałam zrobić coś dla siebie, dla środowiska, dla wstrząśnięcia opinią publiczną. A ponieważ znałam Piotra Pacewicza z "Gazety", mogłam to zrobić w dużym dzienniku, to pomyślałam, że trzeba to zrobić. Moja sytuacja była lepsza niż np. nauczycielki z małego miasta. Miałam inną drogę, którą można pójść, więc i dobrą pozycję, żeby to zrobić.
Mówi pani, że otrzymuje listy od gejów nauczycieli i lesbijek nauczycielek. Ci ludzie proszę o radę, czy po prostu zwierzają się ze swoich problemów?
- Jeśli człowiek podejmuje decyzję o jakimś odważnym kroku, to czuje, czy nadszedł już czas. Nie namawiam nikogo do coming outu, bo wiem, czym to może być okupione emocjonalnie, finansowo, rodzinnie. Trzeba być silnym. Ludzie raczej nie pytają, czy się outować. Zresztą nie udzieliłabym rady, bo to zbyt duża odpowiedzialność. Piszą, żeby opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Dostaję też sporo listów od uczniów i uczennic, jak jest im trudno w szkole z tego powodu, że nie są heteroseksualni.
A co poradzić zalęknionym rodzicom, którzy domyślają się, że ich dziecko jest nieheteroseksualne?
- Według mnie nie ma czego się bać. To są lęki fantazmatyczne. Oczywiście nie mogę powiedzieć, że wszystko będzie OK. Ale nie jest tak traumatycznie, jak rodzice mogą sądzić. Jeżeli jesteś rodzicem i się boisz, że twoje homoseksualne dziecko będzie odczuwało jakąś nienawiść społeczeństwa, to daj mu wsparcie. Tego, że dziecko jest homo-, bi - albo transseksualne, już się nie zmieni. Dobrze, żeby wiedziało, że rodzice są blisko, że jeśli coś złego się dzieje, może się tobie zwierzyć. Jeśli syn czy córka ci mówi, że w szkole dzieją się złe rzeczy, to idź do dyrektora i interweniuj, bo to nie ma prawa się dziać. Rodzice często boją się też, że jeśli ich dziecko jest homoseksualne, to samo przez się jest z tego powodu nieszczęśliwe. Że orientacja seksualna jest wynikiem jakiegoś błędu wychowawczego. Chcę to wyraźnie im powiedzieć: bycie homoseksualistą nie powoduje automatycznie, że jest się nieszczęśliwym, a homoseksualizm nie jest wynikiem waszych błędów.
Co powiecie bydgoszczanom, którzy przyjdą na promocję waszej książki? Nie bójcie się? Walczcie? Bądźcie dumni?
- Nie lubię słowa walczcie. Książka, którą będziemy prezentować, jest walcząca w tym sensie, że jest radykalna. Pokazuje różnorodność, która jest trudna do przyjęcia. Będę mówiła: poczytajcie, zastanówcie się i otwórzcie się na to. Zobaczcie coś innego. Bo inność można widzieć jako obcość, ale też jako coś, co mnie pociąga i angażuje. I dodam - taki jest świat i nie zmienimy go nienawiścią, niechęcią, pogardą i nietolerancją.
* Marta Konarzewska - jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Łódzkim oraz podyplomowych gender studies na Uniwersytecie Warszawskim. Przez siedem lat uczyła języka polskiego w łódzkich liceach. Teraz pracuje w magazynie feministycznym "Furia". W ubiegłym roku na łamach "Gazety Wyborczej" ujawniła, że jest lesbijką. Ma 32 lata
Najnowsze wiadomości
- 11 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
A mnie rzygać się chce jak czytam takie wypociny
northyorkshire
14.05.11, 08:58
Z pewnością latsz jak pojebany z jimś debilnym szalikiem i drzesz ten swój pryszczaty ryj na stadionie, jakby od ciebie cokolwiek zależało. Jesteś taki macho, ale tylko pod blokiem na »
-
Marta Konarzewska: Inność mnie pociąga
dziwny22
14.05.11, 11:45
Jak jest ineresujący temat to i artykuł długi i pełen ciekawych obserwacji. Rodzi się jednak, przy okazji, podstawowe pytanie: czy są gdzieś granice tolerancji?»
-
Marta Konarzewska: Inność mnie pociąga
andrzejs6911
14.05.11, 13:52
Dewiantami są ludzie nietolerancyjni rasisici i innego rodzaju pseudo katolicy . Ludzie co Wam do tego jesteś hetero to takim zostań a nie na siłę chcecie z kogoś homo zrobić hetero wstyd mi»






