Nie ma co udawać Supermana

emi
11.03.2011 , aktualizacja: 11.03.2011 17:05
A A A Drukuj
Jestem winna rodzicom wyjaśnienie. Dlatego napisałam dla nich książkę o odpowiedzialności
* Prof. Małgorzata Kościelska kieruje katedrą psychologii klinicznej UKW i Akademickim Centrum Pomocy Psychologicznej. Założyła pierwszy w Polsce ośrodek terapeutyczny dla dzieci z zaburzeniami rozwoju przy instytucie psychologii UW w Warszawie.
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
* Prof. Małgorzata Kościelska kieruje katedrą psychologii klinicznej UKW i Akademickim Centrum Pomocy Psychologicznej. Założyła pierwszy w Polsce ośrodek terapeutyczny dla dzieci z zaburzeniami rozwoju przy instytucie psychologii UW w Warszawie.
Z prof. Małgorzatą Kościelską rozmawia Emilia Iwanciw

Pani kolega z UKW, prof. Janusz Trempała mówił niedawno w "Gazecie", że młodzi ludzie nie decydują się na zakładanie rodziny, bo boją się odpowiedzialności związanej z wychowywaniem dziecka. Też dostrzega pani tę tendencję?

- Polemizuję na ten temat z profesorem Trempałą. Jest wielu lękowo nastawionych do swoich zadań rodziców wręcz nadmiernie odpowiedzialnych. I jest cała masa rodziców, którzy nie mają świadomości wychowawczej i wymagają edukacji. Jeden rodzic po przeczytaniu paru artykułów o wychowaniu, zupełnie niepotrzebnie się zatroska i uzna posiadanie dziecka za zbyt wielkie wyzwanie. Inny machnie ręką, że to bzdury i szczerze zmotywowany do rodzicielstwa sobie z wychowaniem poradzi. A inny uwagi weźmie sobie do serca i coś zmieni w swoim życiu na lepsze.

Po to napisała pani książkę "Odpowiedzialni rodzice"?

- Rodzice dręczą się pytaniami. Czy ja jestem winny temu, że dziecko nie radzi sobie w szkole, że urodziło się upośledzone psychicznie, że uległo wypadkowi, że w dorosłym życiu nie może znaleźć sobie partnera albo pracy, że jest homoseksualistą? Po tych wszystkich pytaniach o winę, jakie słyszałam przez lata mojej pracy uznałam, że teraz ja jestem winna rodzicom wyjaśnienie. Napisałam dla nich książkę o winie i odpowiedzialności.

Kiedy rodzice zadają sobie takie pytania?

- Poczucie odpowiedzialności i winy, prawdziwej lub tylko wyimaginowanej, rodzi się przede wszystkim wtedy, kiedy zawodzą nadzieje, tworzą się konflikty, rwą rodzinne więzy, pojawiają zaburzenia.

Kiedy faktycznie jesteśmy winni?

- Brak mi podstaw jako psychologowi, aby dawać gotowe recepty i jednoznaczne odpowiedzi. Próbuję jednak udowodnić, że na dany stan rzeczy wpływa bardzo wiele czynników. Dziecko, na które ojciec ciągle krzyczał, może w przyszłości być przez to osobą zahukaną, nieśmiałą, niepewną swojej wartości, inne z kolei wyrośnie na osobę, która umie sobie radzić z lękiem. Wszystko zależy od konstrukcji psychicznej.

W tym pierwszym przypadku ojciec może się czuć odpowiedzialny za niepowodzenia dziecka?

- O odpowiedzialności możemy mówić wtedy, gdy człowiek jest świadomy swoich czynów i umie przewidzieć ich skutki. A kłopot w tym, że wiele rzeczy robimy w życiu bezwiednie, bezmyślnie.

Czasem rodzice przerzucają odpowiedzialność na swoje dzieci za różne sprawy.

- Mówią na przykład: Ja wychodzę, pilnuj mieszkania. Albo każą starszemu dziecku opiekować się młodszym. Wiele lat temu, kiedy mieszkałam w dużym warszawskim bloku przyszedł do mnie syn sąsiada, pięciolatek z kluczem w ręku. Zapytał, czy mogę z nim posiedzieć, bo jest sam.

Był mały i nie na tyle odpowiedzialny, żeby być bez opieki?

- I tak i nie. Opuszczając mieszkanie, zamknął je i zabrał klucze. Poradził sobie w ten sposób, że jak mu było źle, przyszedł po pomoc do sąsiadki. Ale bardzo się bał. Psychicznie nie był na to gotowy. Tego typu lęki zapamiętane z dzieciństwa często zapadają w pamięć na całe życie. Zapisują się w organizmie, rejestrują w podświadomości, wyznaczają wiele późniejszych reakcji.

Rodziców często sytuacja zmusza do tego, żeby uczynić dzieci odpowiedzialnymi za choćby samodzielny powrót ze szkoły. Kończą pracę o 17, a świetlica jest czynna do 16. Kiedyś to było oczywiste, że dziecko chodzi z kluczem na szyi.

- Teraz gdyby przydarzył się temu dziecku jakiś wypadek, matka byłaby pociągana do odpowiedzialności i najprawdopodobniej uznana za winną całej sytuacji. Ale czy rzeczywiście tylko ona jest winna? Można przecież powiedzieć, że winny jest system, w jakim trzeba pracować dłużej, winny jest ojciec dziecka, który opuścił tę rodzinę, winna jest szkoła, która nie interesuje się uczniami po lekcjach i wreszcie winny może być kierowca, który np. potrącił to dziecko w drodze do szkoły. Każdy jest autonomiczną jednostką i jedna osoba nie może do końca odpowiadać za losy drugiej. To by świadczyło o braku własnej woli, własnych doświadczeń, indywidualnych przeżyć. Czasem los sprawia, że coś się dzieje. Czasem geny temu pomagają, albo zbieg okoliczności. Szukanie odpowiedzialnych mija się wtedy z celem. Rodzice dzieci chorych, np. z porażeniem mózgowym, zastanawiają się, czy są winni. Może matka za cicho krzyczała podczas porodu i odbył się za późno? Może ojciec był zbyt mało asertywny w stosunku do lekarza?

A może matka była zbyt zestresowana w ciąży?

- Matka może obwiniać siebie, lekarzy, ojca dziecka. Po okresie pierwszego załamania przychodzi etap wiary, że dzięki nowoczesnej medycynie uda się usunąć upośledzenia rozwojowe. Zaczyna się jeżdżenie od terapeuty do terapeuty, od rehabilitanta do rehabilitanta, od polskiego znachora do zagranicznego specjalisty. To zrozumiałe, ale nie zawsze potrzebne. Zamiast się z dzieckiem rozumnie bawić i być z nim, rodzic najpierw szuka winnych, a potem cudownego leku. Bardzo intensywna rehabilitacja po kilka godzin dziennie, przy której matka i dziecko są wykończeni, nie ma sensu. Obciążone zabiegami dziecko odmawia współpracy, matka wpada w depresję.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 2 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

SERWISY SPECJALNE

Witajcie na Świecie w Bydgoszczy!

Partner serwisu Bella Happy Natural Care

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!