Samotny? Przecież ma tylu znajomych na Facebooku

Emilia Iwanciw
04.03.2011 , aktualizacja: 04.03.2011 20:42
A A A Drukuj
Gdy małe dziecko zamyka się w pokoju i gra na komputerze całymi popołudniami, to sygnał, że jako nastolatek straci więź z rodzicami


Emilia Iwanciw: Czy młodzi ludzie, którzy dzięki internetowi mają więcej znajomych niż kiedykolwiek, są samotni?

Katarzyna Wasilewska*: Tak, i to bardziej niż jeszcze parę lat temu. Tak wynika z naszych badań.

Co o swojej samotności mówią?

- Pojawiło się mnóstwo autentycznych, często przygnębiających wypowiedzi. Opowiadali, że rodzice zajmują się tylko pracą i najczęściej każą dziecku zająć się sobą, albo oglądać telewizję. Albo mówią, weź się za naukę, nie przeszkadzaj. Niektórzy spośród nastolatków przyznali, że ich samotność pogłębia wirtualna rzeczywistość, w jakiej spędzają dużo czasu.

Na Facebooku, rozmowach przez Skype'a i Gadu-Gadu?

- Między innymi. Młodzi pisali, że z czasem potrzeba bezpośredniego kontaktu zanika i taka wirtualna komunikacja im wystarcza. Okazało się też, że rodzice często nie znają nawet prawdziwych zainteresowań swoich dzieci, nie potrafią wymienić imion kilku najbliższych przyjaciół. Wielu nastolatków pisało, że ma mnóstwo znajomych, ale brakuje im kogoś, do kogo by można się zwrócić z problemem. Samotność rozumieli często jako tęsknotę za zrozumieniem przez bliskich. Pisali: nikt mnie nie rozumie, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Jeden z nastolatków napisał: "Człowiek jest jak pyłek na wietrze, którego nikt nie zauważa". Smutne, prawda?

Ale dojrzewaniu chyba od zawsze towarzyszy samotność.

- Kiedyś była jednak chwilowym zjawiskiem, a teraz staje się permanentnym. Wbrew pozorom często samotność dotyka tych gimnazjalistów i licealistów, którzy mają wokół siebie dużo znajomych. Kiedy jednak pojawia się u nich problem, mają poczucie, że do tych kolegów nie mogą się zwrócić. Oni w grupie rówieśniczej często grają innych niż są w środku - silniejszych, przebojowych.

Relacje pomiędzy nastolatkami są powierzchowne?

- Nie zawsze, ale grupa rówieśnicza nie pomoże uporać się z kłopotami wieku dojrzewania. Wstyd iść do kumpla, z którym się rywalizuje o popularność w szkole i zapytać o radę. Głupio mu się zwierzyć np. z nieszczęśliwej miłości. Jest obawa, że kolega może wyśmiać, albo wręcz ośmieszyć przed całą klasą. Moje badania udowodniły, że wbrew pozorom to wciąż rodzina odgrywa dużo większą rolę w życiu młodego człowieka niż grupa rówieśnicza. Badania, jakie przeprowadzałam wśród uczniów w wieku 14-17 lat z naszego województwa pokazują, że z kłopotami młodzi woleliby przyjść do rodziców. Problem w tym, że rodzice często tego nie widzą. Zajęci pracą i realizowaniem się na różnych polach, cieszą się, że mając "odchowane" dzieci, mogą sobie w końcu odetchnąć. Zapominają, że proces wychowania trwa przynajmniej do 18. roku życia. Ich więź z dorastającym dzieckiem słabnie niespostrzeżenie.

Z kim łatwiej ten kontakt podtrzymać, z gimnazjalistą czy kilkulatkiem?

- Zdecydowanie z kilkulatkiem. Maluch bardzo jeszcze zależny od rodziców sam zabiega o uwagę. Trzeba mu przygotować posiłek, zaprowadzić do szkoły, odebrać, usiąść razem do lekcji. W tych momentach rozmowa toczy się naturalnie i więź pogłębia. A nastolatek jest już samoobsługowy, dorosły nie wie, jak z nim spędzać czas. Gimnazjalista może się buntować, przed obowiązkowym niedzielnym obiadem z rodzicami, choć podświadomie kontaktu z nimi bardzo potrzebuje. Rodzic jest jednak często głuchy na sygnały, jakie daje dziecko.

Co jest sygnałem, że dzieje się coś niedobrego?

- Zwykłe zdanie rzucone gdzieś mimochodem. Np. wraca gimnazjalista ze lekcji i mówi: nienawidzę szkoły. A rodzic na to: trudno, masz obowiązek do niej chodzić. Ciesz się tym czasem, bo potem będzie trudniej. To są najlepsze lata twojego życia. I jak po takiej odpowiedzi rodzica, młody ma się otworzyć? Gdzie tu jest miejsce na zrozumienie, kiedy dorosły przemawia w taki autorytarny sposób? Przecież ten gimnazjalista jest przekonany, że to jest najgorszy okres w jego życiu i ma prawo do takich odczuć. Nie powinniśmy tych emocji negować, ale pozwolić dać im upust i spróbować nasze dziecko zrozumieć.

W przeciwnym wypadku trafi do grona młodych samotników?

- To prawdopodobne. W swojej pracy naukowej spotkałam się z trzema rodzajami samotności wśród młodzieży. Pierwsza to społeczna, która objawia się tym, że młody człowiek nie nawiązał głębokich więzi z ludźmi, jest rzeczywiście fizycznie sam. Druga to samotność emocjonalna. Pojawia się, kiedy młody ma subiektywne poczucie, że jest samotny, choć wokół niego jest mnóstwo znajomych i rodzice. W tym gronie nie czuje się jednak rozumiany. Trzeci rodzaj to samotność moralna. Polega na niemocy stworzenia systemu wartości i poczucia tożsamości. Ten rodzaj samotności pojawia się u wielu nastolatków, ale powinien być zjawiskiem chwilowym.

Wchodzenie w dorosłość zawsze wiązało się z kryzysem.

- Tak, ale on nie może trwać permanentnie. Ten ostatni rodzaj samotności pojawia się, kiedy nastolatek zastanawia się, kim chce być, jaki chce być. Kiedy zdaje sobie sprawę, że oto teraz sam musi wybrać jakąś życiową drogę, poważnie nad przyszłością się zastanowić. A on nie czuje się na to gotowy, autentycznie nie wie, czego chce. Jeśli takie poczucie zagubienia trwa miesiącami, to znaczy, że dzieje się coś niedobrego. Wtedy, aby rozpoznać problem, dobrze byłoby się udać np. do poradni psychologiczno-pedagogicznej, w której specjaliści pomogą bezpłatnie rozpoznać problem oraz pomóc rodzinie znaleźć jego rozwiązanie. Rodzice muszą jednak chcieć się zaangażować.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

SERWISY SPECJALNE

Witajcie na Świecie w Bydgoszczy!

Partner serwisu Bella Happy Natural Care

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!