Moje alter ego i ja sam

Rozmawiała Marta Krygier
12.06.2009 , aktualizacja: 12.06.2009 12:15
A A A Drukuj
To syntetyczny świat, który generuje prawdziwe uczucia. Czy wciąga? Oczywiście! Powinni to sprzedawać jak alkohol z banderolą, bo działa tak silnie jak heroina
Łukasz Kowalski czasami gra na komputerze do upadłego
Fot. Tymon Markowski / AG
Łukasz Kowalski czasami gra na komputerze do upadłego
Marta Krygier: Grasz w World of Warcraft [w skrócie WoW - przyp. red.]. Ta gra podobno uzależniła już ponad 40 proc. swoich użytkowników, jest coraz częstszą przyczyną rozwodów, podobno istnieją nawet grupy wsparcia dla żon, których mężowie wpadli w sidła tego nałogu, a w Chinach wprowadzono ograniczenia czasu gry do 3 godzin, żeby zmniejszyć ryzyko uzależnień. To naprawdę niebezpieczne?

Łukasz Kowalski: Rzeczywiście są ludzie, którzy przyznają, że zaczynają dzień od World of Warcraft i na nim kończą. Zaniedbują w tym czasie obowiązki wobec rodziny i w pracy. Włączają komputer zanim zrobią dzieciom śniadanie i nie obejrzą z rodziną wieczornego filmu, bo dwie godziny bez gry to dla nich za długa przerwa. Następnego dnia rano spóźniają się do pracy, gdzie i tak na komputerze mają zainstalowany World of Warcraft, bo i w biurze może nadarzyć się okazja, żeby trochę pograć.

Znasz kogoś takiego?

- Oczywiście. Na serwerze, na którym "mieszkałem" rok, znałem gościa, który był w podobnej sytuacji. To był 36-letni Anglik, wychowywał 16-letniego syna. Był opętany przez grę. W sieci poznałem też Chińczyka z Kanady. Gość żył w trybie trzy razy osiem - sen, praca, WoW. Nie miał żadnej rodziny i żadnego życia w realnym świecie. Dobry kolega, pomagał, kiedy był w stanie, ale właściwie poza WoW nie istniał. W grze miał niesamowite osiągnięcia. Czasem stworzenie dobrze wyekwipowanej postaci zajmuje miesiące - on miał ich dziewięć. Można sobie tylko wyobrazić wysiłek tego człowieka, jaki na to poświęcił. A najlepsze jest to, że osiągnięcie tak wysokiego poziomu wcale nie oznacza końca gry. To dopiero początek prawdziwej rozgrywki i czerpania z WoW, bo wtedy twoja postać posiada wszystkie umiejętności i może zacząć walczyć o zaszczyty.

A Ty nie spędzasz zbyt dużo czasu w wirtualnym świecie?

- Powiem ci tak - gdybym miał rodzinę, to na WoW przeznaczałbym najwyżej dwie godziny. Ale na razie jej nie mam.

Więc ile godzin dziennie grasz?

- Kiedy nie mam nauki, moja dziewczyna siedzi u babci w Aleksandrowie Kujawskim, a moich dwóch ziomów z uczelni jest on-line, to bywa, że 16 godzin. Tak było w ubiegłym tygodniu. Jeśli masz ekipę, to trzaska się tak długo, aż któryś straci przytomność. Oczywiście konieczne są przerwy strategiczne na szybki posiłek, toaletę i powrót do gry. Czasem człowiek żałuje, że nikt mu nie podaje kroplówek i tlenu.

Ponad 11 milionów ludzi na świecie gra w WoW. Co jest w tym takiego pociągającego?

- Zacznijmy od podstaw. W WoW są dwie frakcje: Horda i Alianci. Jak wstępujesz do świata, jesteś nikim (poziom 1). Musisz wykonywać różne zadania wyznaczane przez postaci w grze. Dostajesz od nich punkty i dzięki nim osiągasz wyższe poziomy, a to z kolei daje ci dostęp to lepszego oręża i pancerzy. Stajesz się bardziej efektywnym wojownikiem swojej frakcji. Kiedy jesteś gotowy, możesz podjąć walkę z frakcją przeciwną. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma od ciebie lepszy sprzęt, kto ma więcej punktów za poszczególne osiągnięcia w grze, kto wykończył więcej przeciwników itd. Najpiękniejsze jest to, że zawsze jest pole do popisu i niekończące się możliwości. Właśnie to jest najbardziej pociągające - ciągła rywalizacja z każdym, wszędzie i na wszystkich frontach.

Czy kontakty wirtualne z graczami przenoszą się do realu?

- To największy fenomen tej gry. Niezwykle ciekawe zjawisko - syntetyczny świat, który generuje prawdziwe uczucia. Kiedyś prowadziłem gildię, czyli stowarzyszenie graczy danej frakcji, która angażowała się np. w organizację rajdów po lochach.

W necie rozmawia się o różnych sprawach. Pewien 14-letni Grek, który dołączył do mojej gildii, pytał: jak zaspokoić kobietę? No to zmontowałem mu cały wykład na ten temat. Wspólne wykonywanie zadań sprawia, że po pewnym czasie rozumiemy się bez słów. Jesteśmy jak żołnierze z jednego okopu. Rodzi się wzajemne zaufanie. Kiedyś przyjąłem do gildii wojownika, który jak później się okazało był 45-letnim Skandynawem. Facet był poniżany przez szefa, zdradzała go żona, a do tego jeszcze miał dziecko z zespołem Downa. Rozmawialiśmy o tym wszystkim, o bardzo trudnych, osobistych sprawach. Niektórzy szukają zrozumienia i akceptacji w świecie, który materialnie nie istnieje, ale który jest nośnikiem prawdziwych emocji.

Też doświadczyłeś kiedyś prawdziwych emocji dzięki grze?

- Dwa miesiące temu odchodziłem z serwera, na którym spędziłem ponad rok. Podwładni z gildii żegnali mnie, mówiąc bardzo osobiste rzeczy, okazywali szacunek i boleli nad stratą kolegi i dowódcy, który walczył przy nich i dla nich był na stanowisku. Najzwyczajniej w świecie wzruszyłem się czytając posty ludzi, których znałem, ale nie podejrzewałem o takie odczucia wobec mnie prawdziwego.

Nie widzisz w tym niebezpieczeństwa, że ludzie wolą okazywać swoje uczucia i walczyć o szacunek w wirtualnym świecie niż w rzeczywistości?

- Nie wszyscy są tacy. Do tej rozrywki, jak do każdej innej trzeba podchodzić z rezerwą. Ci, którym się to nie udaje, to zazwyczaj osoby niezrealizowane we własnym życiu. Uciekają od rzeczywistości i wkraczają do świata, w którym autentycznie wszystko zależy od ciebie. To alternatywa dla rzeczywistości, która przyszpila cię do ziemi. Wirtualny świat pozwala ci zostać - wodzem, idolem, postrachem.

A nie maniakalnym graczem socjopatą?

- Dlaczego socjopatą. Trzeba mieć duże zdolności interpersonalne, żeby współdziałać z innymi w wirtualnym świecie. W grze potrzebujesz dobrej gildii. Jeśli gildia jest dobrze wyposażona, to grupa razem wykonuje trudne zadania, za które otrzymuje coraz to lepszy sprzęt. Grając solo, nigdy nie będziesz miał dobrego sprzętu.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

  • Moje alter ego i ja sam sid_6.8 20.06.09, 15:27

    Respect dla wszystkich graczy Battlefielda 1942. Dla innych też.»

  • Moje alter ego i ja sam taek 20.06.09, 15:56

    nie tak dalej jak kilka tygodni temu na pierwszej stronie portalu była reklama prostytucji. a teraz proszę, gra, która została stworzona aby uzależniać i przynosić góry pieniędzy »

  • Re: Moje alter ego i ja sam semeon 20.06.09, 23:39

    Ale o co chodzi? Moje drugie ja i ja.»

SERWISY SPECJALNE

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!

Dbam i segreguję

Ekologia i segregacja z REMONDIS