Czy rozwodnik (z drugą żoną) pójdzie do nieba?
03.10.2008
, aktualizacja: 07.10.2008 15:14
U nas rozwodnik, który żyje w nowym związku, ustawia się do komunii jak wszyscy. Tyle że z palcem na ustach. Ksiądz wie, o co chodzi - mówi jezuita o. Mieczysław Łusiak, prowadzi duszpasterstwo małżeństw niesakramentalnych
ZOBACZ TAKŻE
- Antykoncepcja dzieli Kościół (01-10-08, 07:00)
SERWISY
Aleksandra Lewińska: Rozwodnika, który ma drugą żonę, nie rozgrzeszy żaden ksiądz. Nigdy nie pójdzie do komunii. To dla wielu wierzących znak, że Kościół ich odrzuca. Karze.
O. Mieczysław Łusiak: To nie kara, tylko konsekwencja. Nieodwracalny skutek błędu popełnionego kiedyś. Ale przecież Kościół jest dla ludzi błądzących. Kościół to jakby przychodnia. Tu słabi, ci, co źle się mają, nie radzą sobie ze sferą duchową, nie potrafią jeszcze kochać tą wielką miłością, mają przychodzić po lekarstwo. Przecież Jezus jest lekarzem, spowiedź to forma terapii.
Małżonkowie niesakramentalni spowiadają się?
- Teoretycznie mogą, ale nie dostaną rozgrzeszenia, więc w praktyce się do takiej spowiedzi nie palą. Podczas naszych rekolekcji organizuję coś na wzór spowiedzi. Ale takiej bardziej prywatnej. Ludzie piszą swoje grzechy na kartkach. Nie pokazują innym. A jeśli chcą pogadać, jestem dla nich.
Ustawiają się na księdza mszach w kolejce do komunii, a przecież nie mogą jej przyjąć.
- Ważny jest pewien gest, który wykonujemy podczas mszy. Małżeństwa niesakramentalne podchodzą jak wszyscy, ale gdy stoją przed kapłanem dają mu specjalny znak, że chcą, ale nie mogą komunii przyjąć. Kapłan wówczas błogosławi ich Najświętszym Sakramentem. To taki symbol tego, że i oni, i Kościół uznają, że sytuacja nie jest prawidłowa, ale obie strony są świadome, że Bóg ich nie przekreślił.
Jaki to znak?
- Wystarczy położyć palec na ustach, jak w geście milczenia. Ksiądz zrozumie.
Nie w każdej parafii.
- U nas to funkcjonuje już na każdej mszy, nie tylko tej dla małżeństw niesakramentalnych. Ale racja, to praktyka znana duszpasterzom takim jak ja. Myślę, że w całym kraju podobnie to kiedyś zafunkcjonuje. Szkoda, że jeszcze nie weszło do innych kościołów. Trochę marzy mi się takie ogólnopolskie rozporządzenie. Dobrze by było, gdyby wszyscy duszpasterze małżeństw niesakramentalnych spotkali się, uzgodnili jednolitą formę: umówiony znak, który oznacza, że ktoś chce błogosławieństwa, bo do komunii nie może przystąpić. Powinniśmy jako grupa wystąpić z prośbą do Episkopatu o wydanie takiej instrukcji.
Opieka kapłanów nad rozwiedzionymi może sprawiać wrażenie, że zmienia się nauka Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa, że księża zaczynają akceptować rozwody.
- Nic bardziej błędnego! Ale wiem, że niektórzy proboszczowie mogliby się obawiać wprowadzenia takich zwyczajów właśnie dlatego. Moim zdaniem to zupełnie nieuzasadnione obawy. Ci ludzie, stojący w kolejce do komunii, której nie mogą przyjąć, to raczej potwierdzenie, że o małżeństwo trzeba dbać, chronić je, że to wielka wartość. Zdaję sobie jednak sprawę, że aby to stało się powszechne, potrzeba czasu. Od czegoś trzeba zacząć. Ja zacząłem od mojego kościoła.
Duszpasterstwo nie jest po to, by mówić ludziom, że rozwody to nic złego. Raczej: przestańcie biadolić, stało się, a teraz trzeba zakasać rękawy i dążyć do świętości.
Jak? Zrezygnować z seksu, by móc przyjmować komunię?
- Jeśli oboje małżonkowie są dojrzali i przy tym heroiczni, decydują się na tzw. białe małżeństwa. Rezygnują ze współżycia. Wtedy Kościół może przymknąć oko na to, że mieszkają razem, uznać, że to relacja jak brat z siostrą czy przyjaciel z przyjaciółką. I małżonkowie mogą przystąpić do komunii.
Nakłania ksiądz do tego na spotkaniach?
- Nie to jest celem mojego duszpasterstwa. I powiem szczerze, że w tym względzie sukcesów nie mam (śmiech). Ale jesteśmy młodą wspólnotą. Może kiedyś któraś bydgoska para dojrzeje do takiej decyzji. To niełatwe.
Jak często się spotykacie?
- Dwa razy w miesiącu. Na mszy w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Przychodzi około 15 par, często przyprowadzają także dzieci i teściów. I w każdą trzecią środę miesiąca mamy dodatkowe spotkanie, zazwyczaj w mniej licznym gronie. Modlimy się, czytamy Pismo Święte, dyskutujemy. Jest też czas na luźne rozmowy. Ludzie się już zaprzyjaźnili. Łączą ich wspólne wyjazdy, rekolekcje. No i oczywiście podobne doświadczenie życiowe. Ojciec Mirosław Paciuszkiewicz [jezuita, jeden z prekursorów duszpasterstw małżeństw niesakramentalnych - przyp.red.] dobrze to określił w tytule jednej ze swoich książek - "Tęsknota i głód". Bardzo chcieliby dostać rozgrzeszenie, pójść do komunii, ale nie mogą. Duszpasterstwo stara się w jakiś sposób tę tęsknotę łagodzić.
Nie doradza ksiądz rozwodnikom po ślubie cywilnym zakończenia nowego związku, skoro to grzech?
O. Mieczysław Łusiak: To nie kara, tylko konsekwencja. Nieodwracalny skutek błędu popełnionego kiedyś. Ale przecież Kościół jest dla ludzi błądzących. Kościół to jakby przychodnia. Tu słabi, ci, co źle się mają, nie radzą sobie ze sferą duchową, nie potrafią jeszcze kochać tą wielką miłością, mają przychodzić po lekarstwo. Przecież Jezus jest lekarzem, spowiedź to forma terapii.
Małżonkowie niesakramentalni spowiadają się?
- Teoretycznie mogą, ale nie dostaną rozgrzeszenia, więc w praktyce się do takiej spowiedzi nie palą. Podczas naszych rekolekcji organizuję coś na wzór spowiedzi. Ale takiej bardziej prywatnej. Ludzie piszą swoje grzechy na kartkach. Nie pokazują innym. A jeśli chcą pogadać, jestem dla nich.
Ustawiają się na księdza mszach w kolejce do komunii, a przecież nie mogą jej przyjąć.
- Ważny jest pewien gest, który wykonujemy podczas mszy. Małżeństwa niesakramentalne podchodzą jak wszyscy, ale gdy stoją przed kapłanem dają mu specjalny znak, że chcą, ale nie mogą komunii przyjąć. Kapłan wówczas błogosławi ich Najświętszym Sakramentem. To taki symbol tego, że i oni, i Kościół uznają, że sytuacja nie jest prawidłowa, ale obie strony są świadome, że Bóg ich nie przekreślił.
Jaki to znak?
- Wystarczy położyć palec na ustach, jak w geście milczenia. Ksiądz zrozumie.
Nie w każdej parafii.
- U nas to funkcjonuje już na każdej mszy, nie tylko tej dla małżeństw niesakramentalnych. Ale racja, to praktyka znana duszpasterzom takim jak ja. Myślę, że w całym kraju podobnie to kiedyś zafunkcjonuje. Szkoda, że jeszcze nie weszło do innych kościołów. Trochę marzy mi się takie ogólnopolskie rozporządzenie. Dobrze by było, gdyby wszyscy duszpasterze małżeństw niesakramentalnych spotkali się, uzgodnili jednolitą formę: umówiony znak, który oznacza, że ktoś chce błogosławieństwa, bo do komunii nie może przystąpić. Powinniśmy jako grupa wystąpić z prośbą do Episkopatu o wydanie takiej instrukcji.
Opieka kapłanów nad rozwiedzionymi może sprawiać wrażenie, że zmienia się nauka Kościoła na temat nierozerwalności małżeństwa, że księża zaczynają akceptować rozwody.
- Nic bardziej błędnego! Ale wiem, że niektórzy proboszczowie mogliby się obawiać wprowadzenia takich zwyczajów właśnie dlatego. Moim zdaniem to zupełnie nieuzasadnione obawy. Ci ludzie, stojący w kolejce do komunii, której nie mogą przyjąć, to raczej potwierdzenie, że o małżeństwo trzeba dbać, chronić je, że to wielka wartość. Zdaję sobie jednak sprawę, że aby to stało się powszechne, potrzeba czasu. Od czegoś trzeba zacząć. Ja zacząłem od mojego kościoła.
Duszpasterstwo nie jest po to, by mówić ludziom, że rozwody to nic złego. Raczej: przestańcie biadolić, stało się, a teraz trzeba zakasać rękawy i dążyć do świętości.
Jak? Zrezygnować z seksu, by móc przyjmować komunię?
- Jeśli oboje małżonkowie są dojrzali i przy tym heroiczni, decydują się na tzw. białe małżeństwa. Rezygnują ze współżycia. Wtedy Kościół może przymknąć oko na to, że mieszkają razem, uznać, że to relacja jak brat z siostrą czy przyjaciel z przyjaciółką. I małżonkowie mogą przystąpić do komunii.
Nakłania ksiądz do tego na spotkaniach?
- Nie to jest celem mojego duszpasterstwa. I powiem szczerze, że w tym względzie sukcesów nie mam (śmiech). Ale jesteśmy młodą wspólnotą. Może kiedyś któraś bydgoska para dojrzeje do takiej decyzji. To niełatwe.
Jak często się spotykacie?
- Dwa razy w miesiącu. Na mszy w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. Przychodzi około 15 par, często przyprowadzają także dzieci i teściów. I w każdą trzecią środę miesiąca mamy dodatkowe spotkanie, zazwyczaj w mniej licznym gronie. Modlimy się, czytamy Pismo Święte, dyskutujemy. Jest też czas na luźne rozmowy. Ludzie się już zaprzyjaźnili. Łączą ich wspólne wyjazdy, rekolekcje. No i oczywiście podobne doświadczenie życiowe. Ojciec Mirosław Paciuszkiewicz [jezuita, jeden z prekursorów duszpasterstw małżeństw niesakramentalnych - przyp.red.] dobrze to określił w tytule jednej ze swoich książek - "Tęsknota i głód". Bardzo chcieliby dostać rozgrzeszenie, pójść do komunii, ale nie mogą. Duszpasterstwo stara się w jakiś sposób tę tęsknotę łagodzić.
Nie doradza ksiądz rozwodnikom po ślubie cywilnym zakończenia nowego związku, skoro to grzech?
1
2
następne »
Najnowsze wiadomości
- 106 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Czy rozwodnik (z drugą żoną) pójdzie do nieba?
s0ber
12.10.08, 12:49
Jeju... ileż jeszcze lat ludzie będą przejmować się tymi urojonymi bzdurami.Bóg, który jest nieskończenie miłosierny nie odpuści mi grzechu, bo sięrozwiodłem, to gdzie jest to jego »
-
Re: Czy rozwodnik (z drugą żoną) pójdzie do nieba
zuza833
12.10.08, 14:30
Sekta jak każda inna, jadą po ludzkim sumieniu, nakazują, zakazują. Pieniądze też biorą na lewo, podatków nie płacą. Nie ma żadnej różnicy! »
-
Czy rozwodnik (z drugą żoną) pójdzie do nieba?
ms.19
12.10.08, 15:09
No cóż na to pytanie mógłby odpowiedzieć tylko Pan Bóg.Pragnę jednak przytoczyć iż moi rodzice ,żyli w takim związku 26 lat.Tato miał ślub z inną kobietą,mama była panną.Nie mieli też ślubu »






