Te pociągi dalej nie jadą. Bo PR chcą za dużo kasy
2010-09-08
, aktualizacja: 08.09.2010 14:53
Tysiące mieszkańców może nie mieć czym dojechać do szkół i pracy. Marszałek województwa kończy współpracę z kolejowymi Przewozami Regionalnymi, które za swoje usługi chcą ponad trzy razy więcej pieniędzy niż do tej pory
Kiedy we wtorek w Urzędzie Marszałkowskim otwarto koperty z ofertami przewoźników zainteresowanych wożeniem pasażerów pociągami w naszym regionie przez najbliższych 10 lat, urzędnicy wpadli w osłupienie. Oferty w przetargu na obsługę linii zelektryfikowanych np. z Bydgoszczy do Inowrocławia, Nakła czy Laskowic Pomorskich, zgłosiła tylko jedna firma - Przewozy Regionalne. Przewoźnik w zależności od trasy zażądał od samorządu wojewódzkiego dopłaty za każdy przejechany kilometr od 33,63 zł, do 37,82 zł. Jedynie w przypadku trasy Bydgoszcz-Toruń oczekiwania są mniejsze i wyniosły 18,89 zł. Te dopłaty to różnica pomiędzy wpływami z biletów a kosztem uruchomienia składów.
- Dla porównania dzisiaj PR-y otrzymują 10,82 zł dopłaty, a w przypadku linii BiT City 6,5 zł - informuje Przemysław Mazur z departamentu infrastruktury Urzędu Marszałkowskiego. - Dlatego oczekiwania przewoźnika są bardzo zaskakujące.
To, że żądania PR-ów nijak przystają do rzeczywistości, widać w pakiecie zamówienia na linie niezelektryfikowane np. z Bydgoszczy do Tucholi. Tutaj samorządowe Przewozy Regionalne walczą o zamówienie z prywatną Arrivą. Prywatny przewoźnik chce dopłaty 17,99 zł, a PR-y aż 35,48 zł.
Gdyby przyjąć oczekiwania przewoźników, to rocznie do kursowania pociągów województwo dokładałoby co najmniej 156 mln zł, podczas gdy obecnie przeznacza na ten cel prawie 100 mln zł mniej.
- Jestem zawiedziony ofertą Przewozów - komentuje marszałek Piotr Całbecki, który jest jednym z 16 udziałowców tej spółki. - Mamy dzisiaj dwa wyjścia. Albo zgodzimy się na ten dyktat i zlikwidujemy na całe lata połączenia na wielu liniach, albo unieważnimy przetarg i będziemy szukać nowych rozwiązań. Nie stać nas na płacenie tak astronomicznych sum.
Całbecki podkreśla, że do tej pory był orędownikiem utrzymywania przez samorządy dużej spółki o zasięgu ogólnokrajowym. Ale po złożonej ofercie zmienia zdanie i przychyla się do opinii niektórych marszałków, którzy przekonywali, że likwidacja molocha będzie korzystniejszym rozwiązaniem.
- Wydaje się, że powinniśmy zrezygnować z Przewozów Regionalnych i może rozpocząć starania o powołanie własnego, wojewódzkiego przewoźnika - wyjaśnia Całbecki. - Żadna decyzja jeszcze nie zapadała, ale w dzisiejszej sytuacji nie widzę możliwości dalszej współpracy z tą firmą. Jako pierwsze województwo wprowadziliśmy prywatną firmę na tory i jako pierwsze poradzimy sobie też z dyktatem PR - zapowiada.
Kłopot w tym, że do grudnia trudno będzie znaleźć inną spółkę, która przewiezie pasażerów. A założenie własnej firmy to również wielomiesięczny proces. Czy zatem 12 grudnia, kiedy wejdzie w życie nowy rozkład jazdy, tysiące mieszkańców regionu będzie pozbawionych możliwości dojazdu do pracy i do szkoły?
Całbecki nie ukrywa, że przez jakiś czas podróżni mogą mieć taki problem.
- Mieszkańcy korzystający z linii, na których kursują pociągi spalinowe, mogą być spokojni, bo oferta Arrivy jest do zaakceptowania. Na resztę ogłosimy nowy przetarg. Być może prywatnej firmie uda się pozyskać dodatkowy tabor spalinowy, który mógłby być wykorzystany na liniach elektrycznych już w grudniu. A na pozostałych trasach przez jakiś czas funkcjonować będzie komunikacja zastępcza - prognozuje marszałek.
Przewozy Regionalne nie chcą odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób skalkulowały swoją ofertę.
- Nie będziemy jej komentować. Cierpliwie czekamy na wyniki przetargu - odpowiada Michał Lipiński z biura prasowego firmy.
Zdaniem Adriana Furgalskiego, dyrektora Zespołu Doradców Gospodarczych "TOR" przyczyn tak gigantycznych oczekiwań jest co najmniej kilka. Jego zdaniem spółka zabezpiecza się na przyszłość, bo kontrakt ma być podpisany na 10 lat i trudno w tym czasie przewidzieć, jak wzrosną ceny energii i dostępu do kolejowej infrastruktury. Furgalski przekonuje, że bez winy nie zostaje też sam urząd.
- Przewozy Regionalne słusznie przewidziały, że nie będą miały konkurenta na większą część zamówienia i mogły podyktować takie ceny. Niestety ten przetarg był ogłoszony za późno. Gdyby przewoźnicy mieli przynajmniej rok na przygotowanie się do świadczenia usług, to byłaby szansa, że do przetargu stanęłyby inne, nieobecne jeszcze na tym rynku firmy. A tak nie ma czasu na zdobycie wszystkich pozwoleń, licencji czy kupno taboru - wyjaśnia.
Z szacunkowych wyliczeń wynika, że rocznie z usług kolei w naszym regionie korzysta 7,2 mln pasażerów, z czego 4,8 mln na liniach zelektryfikowanych, a 2,4 mln na niezelektryfikowanych.
- Dla porównania dzisiaj PR-y otrzymują 10,82 zł dopłaty, a w przypadku linii BiT City 6,5 zł - informuje Przemysław Mazur z departamentu infrastruktury Urzędu Marszałkowskiego. - Dlatego oczekiwania przewoźnika są bardzo zaskakujące.
To, że żądania PR-ów nijak przystają do rzeczywistości, widać w pakiecie zamówienia na linie niezelektryfikowane np. z Bydgoszczy do Tucholi. Tutaj samorządowe Przewozy Regionalne walczą o zamówienie z prywatną Arrivą. Prywatny przewoźnik chce dopłaty 17,99 zł, a PR-y aż 35,48 zł.
Gdyby przyjąć oczekiwania przewoźników, to rocznie do kursowania pociągów województwo dokładałoby co najmniej 156 mln zł, podczas gdy obecnie przeznacza na ten cel prawie 100 mln zł mniej.
- Jestem zawiedziony ofertą Przewozów - komentuje marszałek Piotr Całbecki, który jest jednym z 16 udziałowców tej spółki. - Mamy dzisiaj dwa wyjścia. Albo zgodzimy się na ten dyktat i zlikwidujemy na całe lata połączenia na wielu liniach, albo unieważnimy przetarg i będziemy szukać nowych rozwiązań. Nie stać nas na płacenie tak astronomicznych sum.
Całbecki podkreśla, że do tej pory był orędownikiem utrzymywania przez samorządy dużej spółki o zasięgu ogólnokrajowym. Ale po złożonej ofercie zmienia zdanie i przychyla się do opinii niektórych marszałków, którzy przekonywali, że likwidacja molocha będzie korzystniejszym rozwiązaniem.
- Wydaje się, że powinniśmy zrezygnować z Przewozów Regionalnych i może rozpocząć starania o powołanie własnego, wojewódzkiego przewoźnika - wyjaśnia Całbecki. - Żadna decyzja jeszcze nie zapadała, ale w dzisiejszej sytuacji nie widzę możliwości dalszej współpracy z tą firmą. Jako pierwsze województwo wprowadziliśmy prywatną firmę na tory i jako pierwsze poradzimy sobie też z dyktatem PR - zapowiada.
Kłopot w tym, że do grudnia trudno będzie znaleźć inną spółkę, która przewiezie pasażerów. A założenie własnej firmy to również wielomiesięczny proces. Czy zatem 12 grudnia, kiedy wejdzie w życie nowy rozkład jazdy, tysiące mieszkańców regionu będzie pozbawionych możliwości dojazdu do pracy i do szkoły?
Całbecki nie ukrywa, że przez jakiś czas podróżni mogą mieć taki problem.
- Mieszkańcy korzystający z linii, na których kursują pociągi spalinowe, mogą być spokojni, bo oferta Arrivy jest do zaakceptowania. Na resztę ogłosimy nowy przetarg. Być może prywatnej firmie uda się pozyskać dodatkowy tabor spalinowy, który mógłby być wykorzystany na liniach elektrycznych już w grudniu. A na pozostałych trasach przez jakiś czas funkcjonować będzie komunikacja zastępcza - prognozuje marszałek.
Przewozy Regionalne nie chcą odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób skalkulowały swoją ofertę.
- Nie będziemy jej komentować. Cierpliwie czekamy na wyniki przetargu - odpowiada Michał Lipiński z biura prasowego firmy.
Zdaniem Adriana Furgalskiego, dyrektora Zespołu Doradców Gospodarczych "TOR" przyczyn tak gigantycznych oczekiwań jest co najmniej kilka. Jego zdaniem spółka zabezpiecza się na przyszłość, bo kontrakt ma być podpisany na 10 lat i trudno w tym czasie przewidzieć, jak wzrosną ceny energii i dostępu do kolejowej infrastruktury. Furgalski przekonuje, że bez winy nie zostaje też sam urząd.
- Przewozy Regionalne słusznie przewidziały, że nie będą miały konkurenta na większą część zamówienia i mogły podyktować takie ceny. Niestety ten przetarg był ogłoszony za późno. Gdyby przewoźnicy mieli przynajmniej rok na przygotowanie się do świadczenia usług, to byłaby szansa, że do przetargu stanęłyby inne, nieobecne jeszcze na tym rynku firmy. A tak nie ma czasu na zdobycie wszystkich pozwoleń, licencji czy kupno taboru - wyjaśnia.
Z szacunkowych wyliczeń wynika, że rocznie z usług kolei w naszym regionie korzysta 7,2 mln pasażerów, z czego 4,8 mln na liniach zelektryfikowanych, a 2,4 mln na niezelektryfikowanych.
Najnowsze wiadomości
- 22 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Re: Te pociągi dalej nie jadą. Bo PR chcą za dużo
frych47
08.09.10, 18:32
Czy znowu chodzi o posadkę dla jakiegoś toruńskiego prezesa jak w przypadku lotniska.»
-
Za nowe ezt trzeba zapłacić panie Całbecki !
eu11
08.09.10, 21:22
Właśnie te 5 nowych elektrycznych zespołów będzie kosztowało ponad 100mln zł. Koszt jednego nowego 4 członowego ezt (elf, flirt) to nieco ponad 20mln zł, do tego dochodzą koszty leasingu »
-
Te pociągi dalej nie jadą. Bo PR chcą za dużo kasy
jacek.killman
09.09.10, 11:47
To musiało stać się prędzej czy później. Przedsiębiorstwo PR jako monopolista w obsłudze zamówień samorządów wojewódzkich i jednocześnie jako gigantyczny generator kosztów - nie mógł »




