Rekrutacja do przedszkoli. Ratusz złamał prawo
2010-09-04
, aktualizacja: 04.09.2010 20:47
Miasto nie może żądać PIT-ów z adresem zamieszkania przy zapisach dzieci do przedszkola - orzekł generalny inspektor ochrony danych osobowych. Bydgoskie władze oświatowe ten przepis bojkotują.
PIT jako obowiązkowy załącznik podania do przedszkola to pomysł dyrektora wydziału edukacji Mariana Sajny. Przy tegorocznej rekrutacji wymagał okazania pierwszej strony zeznania podatkowego z nazwiskiem, miejscem zamieszkania - pozostałe dane miały być zamazane. Chodziło o to, żeby uniemożliwić mieszkańcom sąsiednich miejscowości zapisywanie swoich dzieci do bydgoskich przedszkoli.
Teraz okazuje się, że ratusz, wymagając dodatkowych dokumentów, złamał prawo. Tak uważa Wojciech Rafał Wiewiórkowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych.
- Gminy nie mogą zmuszać rodziców do przedstawiania dokumentów, do których urzędnicy nie mają prawa. Kompetencją gminy nie jest sprawdzanie, czy ktoś odprowadza podatki do urzędu skarbowego - tłumaczy Wiewiórkowski. - Nawet zamazywanie wszystkich danych poza adresem zamieszkania to nie usprawiedliwienie.
Dlaczego?
Po pierwsze urząd miasta dysponuje bazą osób zameldowanych, więc dokładnie wie, kto i gdzie się zameldował. Po drugie te dane są zawarte w dowodzie osobistym. Po trzecie w końcu w zeznaniu podatkowym wpisany jest adres zamieszkania ważny w ostatnim dniu roku poprzedzającego rekrutację. Do chwili przyjęć do przedszkola każdy obywatel ma prawo się meldować i wymeldowywać, ile razy zechce, więc dane w Picie mogą już być po prostu nieaktualne.
- PIT niczego więc nie udowadnia - mówi Wiewiórkowski.
GIODO w swoim stanowisku równocześnie domaga się od rządu i parlamentu wprowadzenia jednoznacznych przepisów, które określałyby, jakich dokumentów może w takich sytuacjach wymagać gmina. Gdyby okazało się, że zaproponowane rozwiązania wciąż budzą wątpliwości, sprawą mógłby się zająć Trybunał Konstytucyjny.
Tymczasem ratusz w tej sprawie podtrzymuje wcześniejsze stanowisko. - My też mamy prawników i nasi prawnicy uważają, że możemy zgodnie z prawem żądać pierwszej strony zeznania z zamazanymi wszystkimi polami poza adresem zamieszkania - mówi Marian Sajna, dyrektor wydziału edukacji. - Dlatego nie zamierzamy nic w tej sprawie zmieniać. Dopóki rząd nie wprowadzi jakiegoś nowego przepisu w tej sprawie, my będziemy się trzymać ustalonych przez nas zasad. Naszym zdaniem okazały się one skuteczne. Wielu bydgoszczan z tego posunięcia było zadowolonych, bo ich dzieci dzięki temu dostały miejsce w przedszkolu.
W bydgoskich przedszkolach tegoroczna rekrutacja już się zakończyła. Do większości z nich rodzice karnie przynieśli PIT-y, nie podważając decyzji ratusza.
- Nikt się nie buntował - przyznaje Ewa Jankowska, księgowa z przedszkola nr 22 przy ul. Paderewskiego. - Zdarzyły się osoby, które w ogóle PIT-ów nie miały, bo się nie rozliczają z urzędem. Nie mają z czego. Oni po prostu przynieśli potwierdzenie tego faktu i tyle. Cały nabór przebiegł bardzo spokojnie.
Podobnie było w innych przedszkolach. - Rodzice nie oponowali, nawet niektórzy przynosili niezamazane PIT-y i musieli na miejscu mazać korektorem - mówi Krystyna Kossak z przedszkola nr 26 przy ul. Markwarta. - Rodzice z innych gmin tym razem nawet nie próbowali zapisywać dzieci. Trzeba by jednak usiąść i jeszcze raz przemyśleć ten problem. Może by się udało opracować jakieś nowe rozwiązanie.
Ewa Ochocińska z przedszkola nr 6 przy ul. Pijarów widzi plusy decyzji ratusza. - Może to zmobilizuje sąsiednie gminy do budowy własnych przedszkoli, zamiast podsyłania nam do Bydgoszczy swoich dzieci - mówi. - Ale minusy też widzę, bo sama jestem matką. I wiem, że dla dziecka najlepsze jest, by było odebrane z przedszkola tak szybko jak to możliwe, a nie tuż przed zamknięciem. Lepiej by było, gdyby przedszkola były przy miejscach pracy rodziców. Trzeba by je jednak tam dopiero zbudować.
Dorota Kowalewska, mama przedszkolaka z Bydgoszczy twierdzi, że rodzice i tym razem złamali zasady ustanowione przez ratusz. - Nikt się nie buntował, bo rodzice znaleźli sposób jak kolejny raz ominąć ten bezsensowny przepis - mówi. - Spośród moich znajomych z Niemcza większość złożyła PIT z adresem zamieszkania w Bydgoszczy, a po naborze doniosła do Urzędu Skarbowego korektę PIT-u. Dlatego uważam, że to całe zamieszanie jest zupełnie niepotrzebne. Mimo, że GIODO tak postanowił, rodzice nie będą chodzić po sądach w tej sprawie. Obawiają się, że kiedy zrobią wokół siebie szum, ich dziecko będzie miało kłopot, by dostać się do jakiegokolwiek przedszkola, a potem szkoły, że zostanie napiętnowane. Te zasady nie zwiększyły ilości miejsc, a tylko wprowadziły jeszcze większe zamieszanie. Powinny zostać zniesione.
Teraz okazuje się, że ratusz, wymagając dodatkowych dokumentów, złamał prawo. Tak uważa Wojciech Rafał Wiewiórkowski, generalny inspektor ochrony danych osobowych.
- Gminy nie mogą zmuszać rodziców do przedstawiania dokumentów, do których urzędnicy nie mają prawa. Kompetencją gminy nie jest sprawdzanie, czy ktoś odprowadza podatki do urzędu skarbowego - tłumaczy Wiewiórkowski. - Nawet zamazywanie wszystkich danych poza adresem zamieszkania to nie usprawiedliwienie.
Dlaczego?
Po pierwsze urząd miasta dysponuje bazą osób zameldowanych, więc dokładnie wie, kto i gdzie się zameldował. Po drugie te dane są zawarte w dowodzie osobistym. Po trzecie w końcu w zeznaniu podatkowym wpisany jest adres zamieszkania ważny w ostatnim dniu roku poprzedzającego rekrutację. Do chwili przyjęć do przedszkola każdy obywatel ma prawo się meldować i wymeldowywać, ile razy zechce, więc dane w Picie mogą już być po prostu nieaktualne.
- PIT niczego więc nie udowadnia - mówi Wiewiórkowski.
GIODO w swoim stanowisku równocześnie domaga się od rządu i parlamentu wprowadzenia jednoznacznych przepisów, które określałyby, jakich dokumentów może w takich sytuacjach wymagać gmina. Gdyby okazało się, że zaproponowane rozwiązania wciąż budzą wątpliwości, sprawą mógłby się zająć Trybunał Konstytucyjny.
Tymczasem ratusz w tej sprawie podtrzymuje wcześniejsze stanowisko. - My też mamy prawników i nasi prawnicy uważają, że możemy zgodnie z prawem żądać pierwszej strony zeznania z zamazanymi wszystkimi polami poza adresem zamieszkania - mówi Marian Sajna, dyrektor wydziału edukacji. - Dlatego nie zamierzamy nic w tej sprawie zmieniać. Dopóki rząd nie wprowadzi jakiegoś nowego przepisu w tej sprawie, my będziemy się trzymać ustalonych przez nas zasad. Naszym zdaniem okazały się one skuteczne. Wielu bydgoszczan z tego posunięcia było zadowolonych, bo ich dzieci dzięki temu dostały miejsce w przedszkolu.
W bydgoskich przedszkolach tegoroczna rekrutacja już się zakończyła. Do większości z nich rodzice karnie przynieśli PIT-y, nie podważając decyzji ratusza.
- Nikt się nie buntował - przyznaje Ewa Jankowska, księgowa z przedszkola nr 22 przy ul. Paderewskiego. - Zdarzyły się osoby, które w ogóle PIT-ów nie miały, bo się nie rozliczają z urzędem. Nie mają z czego. Oni po prostu przynieśli potwierdzenie tego faktu i tyle. Cały nabór przebiegł bardzo spokojnie.
Podobnie było w innych przedszkolach. - Rodzice nie oponowali, nawet niektórzy przynosili niezamazane PIT-y i musieli na miejscu mazać korektorem - mówi Krystyna Kossak z przedszkola nr 26 przy ul. Markwarta. - Rodzice z innych gmin tym razem nawet nie próbowali zapisywać dzieci. Trzeba by jednak usiąść i jeszcze raz przemyśleć ten problem. Może by się udało opracować jakieś nowe rozwiązanie.
Ewa Ochocińska z przedszkola nr 6 przy ul. Pijarów widzi plusy decyzji ratusza. - Może to zmobilizuje sąsiednie gminy do budowy własnych przedszkoli, zamiast podsyłania nam do Bydgoszczy swoich dzieci - mówi. - Ale minusy też widzę, bo sama jestem matką. I wiem, że dla dziecka najlepsze jest, by było odebrane z przedszkola tak szybko jak to możliwe, a nie tuż przed zamknięciem. Lepiej by było, gdyby przedszkola były przy miejscach pracy rodziców. Trzeba by je jednak tam dopiero zbudować.
Dorota Kowalewska, mama przedszkolaka z Bydgoszczy twierdzi, że rodzice i tym razem złamali zasady ustanowione przez ratusz. - Nikt się nie buntował, bo rodzice znaleźli sposób jak kolejny raz ominąć ten bezsensowny przepis - mówi. - Spośród moich znajomych z Niemcza większość złożyła PIT z adresem zamieszkania w Bydgoszczy, a po naborze doniosła do Urzędu Skarbowego korektę PIT-u. Dlatego uważam, że to całe zamieszanie jest zupełnie niepotrzebne. Mimo, że GIODO tak postanowił, rodzice nie będą chodzić po sądach w tej sprawie. Obawiają się, że kiedy zrobią wokół siebie szum, ich dziecko będzie miało kłopot, by dostać się do jakiegokolwiek przedszkola, a potem szkoły, że zostanie napiętnowane. Te zasady nie zwiększyły ilości miejsc, a tylko wprowadziły jeszcze większe zamieszanie. Powinny zostać zniesione.
Najnowsze wiadomości
- 15 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Rekrutacja do przedszkoli. Ratusz złamał prawo
mat-76
04.09.10, 22:56
Marian Sajna - emeryt, przygarnięty przez KD do zarządzania oświatą. Typpowinien siedzieć od paru lat na emeryturze, ale dzięki wiadomo komu sprawujeswoje funkcje. Ciekawostka - przecież z 1»
-
Rekrutacja do przedszkoli. Ratusz złamał prawo
onefoks
05.09.10, 19:32
jeden zarabja 15000 a drugi 1500 i obaj mają mieć przedszkole na tych samych warunkach bardzo słusznie miasto postępuje.»
-
Myślcie bydgoskie tumany!
robot_humano
05.09.10, 22:46
Czyli z grubsza tak:pracujcie u nas w Bydzi, zakupy róbcie u naz w Bydzi, samochód remontujcie u nas w Bydzi, kino też. A dzieci zostawcie na wsi. To ile te dzieci mają siedzieć w »
Najczęściej czytane24 htydzień







