Prezydent Dombrowicz zamknął stadion dla Zawiszy
2010-09-02
, aktualizacja: 02.09.2010 22:47
Wojna o piłkę. Prezydent Konstanty Dombrowicz zamknął do połowy grudnia stadion Zawiszy. Miasto chce przejąć wszystkie akcje piłkarskiej spółki
Decyzje władz Bydgoszczy oznaczają, że nastąpił koniec "zimnej wojny" między miastem, które ma 97 proc. udziałów w piłkarskiej spółce, a drugim z akcjonariuszy - Stowarzyszeniem Piłkarskim Zawiszą i popierającymi je kibicami. Trwający od dawna konflikt wszedł w całkiem nową fazę. Stawką w obecnej "gorącej wojnie", której początkiem stała się rozróba na stadionie podczas meczu z Widzewem Łódź, jest całkowite przejęcie kontroli nad piłkarskim klubem grającym w II lidze oraz przyszłość futbolu w mieście.
Dombrowicz napisał w piśmie przesłanym do spółki: "zakazuję WKS Zawisza przeprowadzania sportowych imprez masowych, tj. meczów piłki nożnej o mistrzostwo II ligi zachodniej rozgrywanych przez drużynę Zawisza Bydgoszcz". Stadion został zamknięty do połowy grudnia, a więc do końca piłkarskiego sezonu.
Decyzja prezydenta to efekt negatywnej opinii policji. Według niej po zniszczeniach w poprzednią środę na stadionie nie ma warunków, by zapewnić bezpieczeństwo kibicom i zawodnikom podczas meczów.
Przypomnijmy, że chuligani zdemolowali kamery monitorujące widownię, wyrwali płoty i płyty chodnikowe. Zrzucali z trybun toalety. W zadymie brało udział ok. 200 osób. Policja zidentyfikowała na razie 14 z nich. Wśród chuliganów jest niestety nawet piłkarz Zawiszy. 17-letni Patryk S. to także reprezentant Polski juniorów. - To dla nas bardzo smutne. Czekamy na rozwój sytuacji. Jeśli prokuratura postawi mu zarzuty, klub podejmie odpowiednie kroki - mówi wiceprezes WKS Zawisza Piotr Burlikowski.
Klub otrzymał protokół strat. Tylko policja wyliczyła wartość swego zniszczonego sprzętu na 22 tys. zł. Razem ze sprzętem policji i pozostałymi stratami na stadionie wartość zniszczonego mienia wynosi ok. 100 tys. zł.
- Trzeba za to zapłacić - stwierdza prezes WKS Zawisza Maciej Skwierczyński. - Sytuacja jest poważna. Zakaz organizacji imprez oznacza, że nie ma piłki, bo nie będziemy mogli prowadzić działalności. Klub straci licencję. To nie żarty.
Na razie jednak prezydencki zakaz nie jest prawomocny. Będzie za dwa tygodnie, o ile WKS Zawisza się nie odwoła od decyzji Dombrowicza. - Kiedy będziemy mieli argumenty, że nasz stadion znowu jest bezpieczny, zrobimy to - zapowiada Skwierczyński.
W tym czasie miasto chce skłonić Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza do odsprzedania swoich akcji. Zamierza także przejąć od SP wszystkie prawa do logo i nazwy klubu.
- To jedyny sposób, żeby zapewnić przyszłość spółki - mówi Maciej Grześkowiak, zastępca prezydenta. - Wszystkie prawa muszą być w jednym ręku, wtedy sytuacja będzie wiarygodna dla sponsorów. SP Zawisza miało duży wpływ na działalność spółki, większy, niż wskazywałaby wartość jego udziałów. Miasto zrobiło niedawno dwa kroki w tył. Odwołaliśmy poprzedniego prezesa Michała Glińskiego, który tak nie podobał się kibicom. Sam przeprosiłem za niefortunną zmianę nazwy stadionu i pominięcie słowa "Zawisza". Polityka miłości skończyła się w środę. Teraz stowarzyszenie musi zrobić krok w tył.
Czy tak się stanie, będzie wiadomo 15 września. Wtedy odbędzie się walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki WKS Zawisza. W porządku obrad już wpisano dwa punkty: pierwszy dotyczy odsprzedaży 3 proc. akcji posiadanych przez SP, drugi przekazania za 122 tys. zł prawa do logo i nazwy. - Trzeba tak zrobić, jeśli piłka ma się rozwijać - nawołuje Grześkowiak.
- To tylko porządek obrad, nic więcej. W wielu klubach jest kilku akcjonariuszy i nikomu to nie przeszkadza - odpowiada rzecznik SP Zawisza Karol Tonder. - Natomiast decyzja w tej sprawie należy do walnego zgromadzenia członków naszego stowarzyszenia - zastrzega.
Głosować nad ewentualną sprzedażą 3-procentowego udziału wartego ok. 90 tys. zł będzie niespełna 70 osób, w większości to kibice zespołu. Według Tondera nie da się tego zrobić przed 15 września. - Zresztą nie ma potrzeby pośpiechu. Nasza decyzja nie wpłynie na polepszenie czy pogorszenie finansów spółki - mówi rzecznik SP
- To może być za późno, a spieszyć się trzeba, bo zespołowi potrzebne są pieniądze - nie zgadza się Grześkowiak.
Klub przeżywa rzeczywiście finansowy kryzys. W ciągu roku miasto wpompowało w piłkę prawie 3,5 mln zł. W tym sezonie dodatkowych pieniędzy w miejskiej kasie nie ma. Ratusz chce więc znaleźć sponsorów, pomagał w tym Zbigniew Boniek, strategiczny partner klubu. Kilka tygodni temu odbyło się w Ostromecku spotkanie z przedsiębiorcami. Do wspomagania Zawiszy namawiał ich Boniek i przekonał kilku z nich. Przyszli w poprzednią środę, żeby zobaczyć mecz z Widzewem. Po awanturze z udziałem kiboli zrezygnowali. - Uciekło nam wtedy 700 tys. zł - żałował Dombrowicz.
Dombrowicz napisał w piśmie przesłanym do spółki: "zakazuję WKS Zawisza przeprowadzania sportowych imprez masowych, tj. meczów piłki nożnej o mistrzostwo II ligi zachodniej rozgrywanych przez drużynę Zawisza Bydgoszcz". Stadion został zamknięty do połowy grudnia, a więc do końca piłkarskiego sezonu.
Decyzja prezydenta to efekt negatywnej opinii policji. Według niej po zniszczeniach w poprzednią środę na stadionie nie ma warunków, by zapewnić bezpieczeństwo kibicom i zawodnikom podczas meczów.
Przypomnijmy, że chuligani zdemolowali kamery monitorujące widownię, wyrwali płoty i płyty chodnikowe. Zrzucali z trybun toalety. W zadymie brało udział ok. 200 osób. Policja zidentyfikowała na razie 14 z nich. Wśród chuliganów jest niestety nawet piłkarz Zawiszy. 17-letni Patryk S. to także reprezentant Polski juniorów. - To dla nas bardzo smutne. Czekamy na rozwój sytuacji. Jeśli prokuratura postawi mu zarzuty, klub podejmie odpowiednie kroki - mówi wiceprezes WKS Zawisza Piotr Burlikowski.
Klub otrzymał protokół strat. Tylko policja wyliczyła wartość swego zniszczonego sprzętu na 22 tys. zł. Razem ze sprzętem policji i pozostałymi stratami na stadionie wartość zniszczonego mienia wynosi ok. 100 tys. zł.
- Trzeba za to zapłacić - stwierdza prezes WKS Zawisza Maciej Skwierczyński. - Sytuacja jest poważna. Zakaz organizacji imprez oznacza, że nie ma piłki, bo nie będziemy mogli prowadzić działalności. Klub straci licencję. To nie żarty.
Na razie jednak prezydencki zakaz nie jest prawomocny. Będzie za dwa tygodnie, o ile WKS Zawisza się nie odwoła od decyzji Dombrowicza. - Kiedy będziemy mieli argumenty, że nasz stadion znowu jest bezpieczny, zrobimy to - zapowiada Skwierczyński.
W tym czasie miasto chce skłonić Stowarzyszenie Piłkarskie Zawisza do odsprzedania swoich akcji. Zamierza także przejąć od SP wszystkie prawa do logo i nazwy klubu.
- To jedyny sposób, żeby zapewnić przyszłość spółki - mówi Maciej Grześkowiak, zastępca prezydenta. - Wszystkie prawa muszą być w jednym ręku, wtedy sytuacja będzie wiarygodna dla sponsorów. SP Zawisza miało duży wpływ na działalność spółki, większy, niż wskazywałaby wartość jego udziałów. Miasto zrobiło niedawno dwa kroki w tył. Odwołaliśmy poprzedniego prezesa Michała Glińskiego, który tak nie podobał się kibicom. Sam przeprosiłem za niefortunną zmianę nazwy stadionu i pominięcie słowa "Zawisza". Polityka miłości skończyła się w środę. Teraz stowarzyszenie musi zrobić krok w tył.
Czy tak się stanie, będzie wiadomo 15 września. Wtedy odbędzie się walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki WKS Zawisza. W porządku obrad już wpisano dwa punkty: pierwszy dotyczy odsprzedaży 3 proc. akcji posiadanych przez SP, drugi przekazania za 122 tys. zł prawa do logo i nazwy. - Trzeba tak zrobić, jeśli piłka ma się rozwijać - nawołuje Grześkowiak.
- To tylko porządek obrad, nic więcej. W wielu klubach jest kilku akcjonariuszy i nikomu to nie przeszkadza - odpowiada rzecznik SP Zawisza Karol Tonder. - Natomiast decyzja w tej sprawie należy do walnego zgromadzenia członków naszego stowarzyszenia - zastrzega.
Głosować nad ewentualną sprzedażą 3-procentowego udziału wartego ok. 90 tys. zł będzie niespełna 70 osób, w większości to kibice zespołu. Według Tondera nie da się tego zrobić przed 15 września. - Zresztą nie ma potrzeby pośpiechu. Nasza decyzja nie wpłynie na polepszenie czy pogorszenie finansów spółki - mówi rzecznik SP
- To może być za późno, a spieszyć się trzeba, bo zespołowi potrzebne są pieniądze - nie zgadza się Grześkowiak.
Klub przeżywa rzeczywiście finansowy kryzys. W ciągu roku miasto wpompowało w piłkę prawie 3,5 mln zł. W tym sezonie dodatkowych pieniędzy w miejskiej kasie nie ma. Ratusz chce więc znaleźć sponsorów, pomagał w tym Zbigniew Boniek, strategiczny partner klubu. Kilka tygodni temu odbyło się w Ostromecku spotkanie z przedsiębiorcami. Do wspomagania Zawiszy namawiał ich Boniek i przekonał kilku z nich. Przyszli w poprzednią środę, żeby zobaczyć mecz z Widzewem. Po awanturze z udziałem kiboli zrezygnowali. - Uciekło nam wtedy 700 tys. zł - żałował Dombrowicz.
Najnowsze wiadomości
- 32 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Prezydent Dombrowicz zamknął stadion dla Zawiszy
trevor1980
02.09.10, 16:01
Panowie chcą się pozbyć Stowarzyszenia. Kilkeset debili dało ku temu pretekst. Cierpią prawdziwi kibice i wszyscy którym bliska jest odbudowa piłki w Bydgoszczy. Płakać się chce.»
-
Prezydent Dombrowicz zamknął stadion dla Zawiszy
ceb57
02.09.10, 20:34
Prezydent (niestety) Dombrowicz triumfuje. Jest hak na Zawiszę. Nieważne, że rozrabiali kibole, ukarać trzeba zespół, zawodników, działaczy. Jeżeli klub nie będzie mógł grać, proponuję »
-
Prezydent Dombrowicz zamknął stadion dla Zawiszy
zawiszabydgoszcz1946
03.09.10, 11:28
Skwerczynski - ile zrobiłeś dla klubu? Od czasu jak jesteś w klubie piłkarze nie grają, sponsorów nie ma żadnych, a dotychczasowi odeszli, nowych akcjonariuszy również nie ma, a stadion jest»
Najczęściej czytane24 htydzień







