Rowerzyści potrzebują ścieżek i rowerowej kultury
2010-07-05
, aktualizacja: 05.07.2010 13:42
Rowerzysta nie może być traktowany jak kolarz, a ścieżki rowerowe jak skansen dla wariatów na kółkach - mówi Grzegorz Kaczmarek.
RAPORTY
Rozmowa z Grzegorzem Kaczmarkiem*
Czy rowerzyści nie żądają zbyt wiele? Ruch dla jednośladów kosztem miejsc parkingowych, nowa infrastruktura drogowa, stojaki w miejscach, gdzie dotychczas parkowały samochody.
Rower nie jest tylko do rekreacji. To środek do codziennej komunikacji, dokładnie taki sam jak samochód czy tramwaj i autobus. Mało tego, pod wieloma względami przewyższa inne środki transportu - nie zanieczyszcza środowiska, nie smrodzi, na dodatek nie powoduje korków. Ale prawdą jest, że rower u nas traktowany jest jako dodatek weekendowy. To paradoks, bo rower jest tak samo popularny w polskich domach jak telewizor - większość ludzi zapytana, czy go ma, odpowie, że tak. Tymczasem tych, którzy regularnie z niego korzystają, jest nieco ponad 2 proc. w skali kraju. A rower stoi w piwnicy i się kurzy.
Może ludziom rowery wcale nie są potrzebne?
Na pewno nie każdemu, ale ci, którzy chcieliby nim dojeżdżać do pracy czy szkoły, szybko się zniechęcają właśnie przez brak ścieżek czy parkingów. Po co jechać gdzieś rowerem, skoro trzeba przez cały czas maksymalnie skupiać się na tym, czy kierowca tira mnie za chwilę nie potrąci? Nie wspominając o tym, że nie ma bezpiecznych miejsc, gdzie można by go zostawić i spokojnie przez osiem godzin pracować. Kulturę rowerową trzeba mieć na czym zbudować. Tą bazą jest infrastruktura drogowa, której u nas w mieście brak.
Jakieś ścieżki rowerowe u nas jednak są.
Ale większość nie ma sensu. Zamiast w centrum, gdzie są najbardziej potrzebne, zbudowano je na obrzeżach miasta. A tam i bez ścieżek poruszanie się rowerem jest bardziej komfortowe niż np. w Śródmieściu. Nie wspomnę o tym, że te trasy rowerowe, które już istnieją, nie są ze sobą połączone. Drogi buduje się głównie dla samochodów z tego prostego powodu, że zmotoryzowani mają przewagę ilościową. Zapomina się nie tylko o rowerzystach, ale także o pieszych - najważniejszy jest komfort i bezpieczeństwo tych, którzy de facto stwarzają na drodze najwięcej niebezpiecznych sytuacji. Trzeba zmienić myślenie społeczeństwa o rowerzystach i rowerach.
Zmienić na jakie?
Rowerzysty nie można traktować jak weekendowego kolarza, który przeszkadza kierowcom samochodów i przeszkadza pieszym. A ścieżki rowerowe nie mogą być fanaberią dla wariatów na dwóch kółkach. To mają być normalne drogi, tyle że mniejsze, ale zaplanowane z taką precyzją, z jaką drogowcy zabierają się do budowy obwodnic. I jeszcze jedno - muszą pojawić się sklepy z rowerami do jazdy po mieście, a nie tylko z najbardziej u nas popularnymi "góralami".
Może ten wybór zostawmy już rowerzystom.
Rower miejski nie bez powodu właśnie tak się nazywa. Ma wyżej umocowaną kierownicę, bo po ulicach trzeba jeździć w miarę wyprostowanym, żeby widzieć nadjeżdżające samochody i mijających nas pieszych. Siedząc na "góralu" człowiek ma nienaturalnie pochyloną sylwetkę, patrzy pod nogi i nie ma możliwości rozglądania się na boki. Po drugie musi mieć błotniki, bo nikt nie chce do pracy przyjeżdżać z umorusanymi plecami. No i możliwość umocowania koszyka, żeby rowerem podjechać do sklepu i zrobić zakupy. Taki rower wiele lat temu wymyślili Holendrzy - jest idealny i nie można już w nim nic poprawić.
A co z Gdańską? Droga dla rowerów jest tam niezbędna?
Docelowo to jeden z najważniejszych traktów rowerowych w mieście, który połączy centrum z północnymi dzielnicami i z Myślęcinkiem. I dlatego bezwzględnie konieczny. Najlepiej by było, gdyby Gdańska stała się bardziej pasażem dla pieszych, gdzie ruch samochodowy byłby ograniczony do minimum. Ale i bez tego można wyznaczyć bezkolizyjny pas ruchu dla rowerzystów: po wschodniej stronie częściowo na jezdni, a częściowo na chodniku, z tym, że trzeba by zlikwidować wszystkie betonowe i wątpliwe ozdoby, które stoją gdzie popadnie. Trzeba by także pomyśleć o odpowiednich rękawach wokół parków i placów, które jednocześnie były idealnym miejscem na stojaki i parkingi dla jednośladów. Ale do tego potrzebna jest spójna wizja urbanistyczna miasta, która mocno weźmie pod uwagę przestrzeń społeczną, do której przecież także należą rowerzyści.
*Grzegorz Kaczmarek jest doktorem socjologii. Wykłada na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego i w Wyższej Szkole Gospodarki. Jest twórcą manifestu Stowarzyszenia Bydgoszcz Rowerowa.
Czy rowerzyści nie żądają zbyt wiele? Ruch dla jednośladów kosztem miejsc parkingowych, nowa infrastruktura drogowa, stojaki w miejscach, gdzie dotychczas parkowały samochody.
Rower nie jest tylko do rekreacji. To środek do codziennej komunikacji, dokładnie taki sam jak samochód czy tramwaj i autobus. Mało tego, pod wieloma względami przewyższa inne środki transportu - nie zanieczyszcza środowiska, nie smrodzi, na dodatek nie powoduje korków. Ale prawdą jest, że rower u nas traktowany jest jako dodatek weekendowy. To paradoks, bo rower jest tak samo popularny w polskich domach jak telewizor - większość ludzi zapytana, czy go ma, odpowie, że tak. Tymczasem tych, którzy regularnie z niego korzystają, jest nieco ponad 2 proc. w skali kraju. A rower stoi w piwnicy i się kurzy.
Może ludziom rowery wcale nie są potrzebne?
Na pewno nie każdemu, ale ci, którzy chcieliby nim dojeżdżać do pracy czy szkoły, szybko się zniechęcają właśnie przez brak ścieżek czy parkingów. Po co jechać gdzieś rowerem, skoro trzeba przez cały czas maksymalnie skupiać się na tym, czy kierowca tira mnie za chwilę nie potrąci? Nie wspominając o tym, że nie ma bezpiecznych miejsc, gdzie można by go zostawić i spokojnie przez osiem godzin pracować. Kulturę rowerową trzeba mieć na czym zbudować. Tą bazą jest infrastruktura drogowa, której u nas w mieście brak.
Jakieś ścieżki rowerowe u nas jednak są.
Ale większość nie ma sensu. Zamiast w centrum, gdzie są najbardziej potrzebne, zbudowano je na obrzeżach miasta. A tam i bez ścieżek poruszanie się rowerem jest bardziej komfortowe niż np. w Śródmieściu. Nie wspomnę o tym, że te trasy rowerowe, które już istnieją, nie są ze sobą połączone. Drogi buduje się głównie dla samochodów z tego prostego powodu, że zmotoryzowani mają przewagę ilościową. Zapomina się nie tylko o rowerzystach, ale także o pieszych - najważniejszy jest komfort i bezpieczeństwo tych, którzy de facto stwarzają na drodze najwięcej niebezpiecznych sytuacji. Trzeba zmienić myślenie społeczeństwa o rowerzystach i rowerach.
Zmienić na jakie?
Rowerzysty nie można traktować jak weekendowego kolarza, który przeszkadza kierowcom samochodów i przeszkadza pieszym. A ścieżki rowerowe nie mogą być fanaberią dla wariatów na dwóch kółkach. To mają być normalne drogi, tyle że mniejsze, ale zaplanowane z taką precyzją, z jaką drogowcy zabierają się do budowy obwodnic. I jeszcze jedno - muszą pojawić się sklepy z rowerami do jazdy po mieście, a nie tylko z najbardziej u nas popularnymi "góralami".
Może ten wybór zostawmy już rowerzystom.
Rower miejski nie bez powodu właśnie tak się nazywa. Ma wyżej umocowaną kierownicę, bo po ulicach trzeba jeździć w miarę wyprostowanym, żeby widzieć nadjeżdżające samochody i mijających nas pieszych. Siedząc na "góralu" człowiek ma nienaturalnie pochyloną sylwetkę, patrzy pod nogi i nie ma możliwości rozglądania się na boki. Po drugie musi mieć błotniki, bo nikt nie chce do pracy przyjeżdżać z umorusanymi plecami. No i możliwość umocowania koszyka, żeby rowerem podjechać do sklepu i zrobić zakupy. Taki rower wiele lat temu wymyślili Holendrzy - jest idealny i nie można już w nim nic poprawić.
A co z Gdańską? Droga dla rowerów jest tam niezbędna?
Docelowo to jeden z najważniejszych traktów rowerowych w mieście, który połączy centrum z północnymi dzielnicami i z Myślęcinkiem. I dlatego bezwzględnie konieczny. Najlepiej by było, gdyby Gdańska stała się bardziej pasażem dla pieszych, gdzie ruch samochodowy byłby ograniczony do minimum. Ale i bez tego można wyznaczyć bezkolizyjny pas ruchu dla rowerzystów: po wschodniej stronie częściowo na jezdni, a częściowo na chodniku, z tym, że trzeba by zlikwidować wszystkie betonowe i wątpliwe ozdoby, które stoją gdzie popadnie. Trzeba by także pomyśleć o odpowiednich rękawach wokół parków i placów, które jednocześnie były idealnym miejscem na stojaki i parkingi dla jednośladów. Ale do tego potrzebna jest spójna wizja urbanistyczna miasta, która mocno weźmie pod uwagę przestrzeń społeczną, do której przecież także należą rowerzyści.
*Grzegorz Kaczmarek jest doktorem socjologii. Wykłada na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego i w Wyższej Szkole Gospodarki. Jest twórcą manifestu Stowarzyszenia Bydgoszcz Rowerowa.
Najnowsze wiadomości
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Rowerzyści potrzebują ścieżek i rowerowej kultury
bigcharles
05.07.10, 15:03
Niech robią a nie obiecują przed wyborami»
-
Rowerzyści potrzebują ścieżek i rowerowej kultury
tabaco
05.07.10, 23:00
Pracuję w Gdańsku i codziennie dojeżdżam do pracy rowerem.Trójmiejskie ścieżkirowerowe są znane, a ostatnio miasto poszło jeszcze bardziej na rękęrowerzystom. Ruch w obrębie starego miasta »
-
Rowerzyści potrzebują ścieżek i rowerowej kultury
alicjawkrainiedziwow
07.07.10, 10:03
Kultury to raczej brakuje czasem kierowcom samochodów, którzy myślą żerowerzysta/kolarz ma taką samą drogę hamowania jak samochód, nie dociera doniech że rowerzystę nic nie osłania NIC!w »






