Wolontariat to jej życie. Zaczęła w wieku 11 lat

Anna Tarnowska
2010-06-25 , aktualizacja: 24.06.2010 21:18
A A A Drukuj
Chory na mukowiscydozę Patryk odmówił leczenia. I jak tu pomóc dziecku, które mówi, że chce już umrzeć?
Rozmowa z Weroniką Mazurkiewicz*

Anna Tarnowska: Zaczęłaś przychodzić do hospicjum Sue Ryder mając 11 lat. Trudno sobie wyobrazić małe dziecko zajmujące się ciężko chorymi.

Weronika Mazurkiewicz: Nie pomagałam bezpośrednio przy chorych, bo prawo tego zabrania - tylko osoby pełnoletnie mogą pracować w hospicjum. Ale starałam się wymyślać takie rzeczy, które mogłyby umilić chorym czas. Z koleżanką pisałyśmy scenariusze sztuk i wystawiałyśmy wieczorami w świetlicy. Na święta Bożego Narodzenia organizowałyśmy spotkania wigilijne, na których były jasełka i wspólne śpiewanie kolęd. Potem postawiłam na pomaganie dzieciom. Bałam się, że nie dam rady, gdy wyjechałam na obóz z niewidomymi. Ale właśnie tam zakochałam się w wolontariacie.

To chyba trudna miłość.

- Żadna nie jest łatwa. Chociaż mnie pomaganie nie męczy - wręcz przeciwnie, daje mi więcej energii. Cały ostatni rok pracowałam w przedszkolu na ul. Pomorskiej. Szukałam takiego, które było blisko szkoły, bo chciałam spędzać z dziećmi jak najwięcej czasu. Bawiłam się z nimi, pomagałam wychowawczyniom, kiedy było to potrzebne. Uwielbiałam to, szczególnie że w ciągu roku małe dzieci bardzo się zmieniają - czterolatek to już dorosły malec przy rok młodszym koledze. Ale to był taki lekki wolontariat.

A jaki wolontariat nie jest lekki?

- Trudno jest zawsze wtedy, gdy potrzeba wielu starań na dotarcie do drugiego człowieka. Ale wszystko jest do zrobienia. Wystarczy mieć motywację. Kiedyś opiekowałam się ośmioletnim Bartkiem chorym na autyzm. Po kilku tygodniach prawie straciłam nadzieję, że uda mi się do niego dotrzeć. Miałam wrażenie, że jestem mu obojętna i że w ogóle mnie nie rozpoznaje. Dużo czytałam o tej chorobie i wiedziałam, że to normalne zachowanie, jednak brakowało mi z jego strony chociaż małego znaku, że moja obecność przy nim ma jakieś znaczenie. No i się doczekałam. Każde nasze powitanie wyglądało tak, że wyciągałam rękę do przybicia piątki. Bartek czasem ją przybijał, a czasem nie. Któregoś dnia przychodzę i widzę wyciągniętą rączkę gotową do przybicia. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie.

Trudniej jest z dorosłymi czy z dziećmi?

- Z dorosłymi. Lubią udawać, że nie potrzebują pomocy. Dzieciaki są otwarte, nie podejrzewają nas, że zajmujemy się nimi z litości. Traktują wolontariuszy jak dobrych znajomych, czasem jak przyjaciół. Potrafią też pięknie dziękować - na zakończenie turnusów rehabilitacyjnych nie ma nic lepszego niż plik obrazków namalowany rączkami podopiecznych. Tak było w Mołdawii. Pojechałam tam pracować w domu dziecka. Poduczyłam się kilku zwrotów po rumuńsku, ale i tak głównie porozumiewałam się na migi. Warunki były ciężkie - epidemia wszy, rozkład dnia jak w wojsku. Trzeba było sprzątać, przygotowywać posiłki i jeszcze mieć energię do zajmowania się dzieciakami. Wymyślaliśmy zabawy, lepienie w glinie czy zawody sportowe. Chyba nikt wcześniej nie poświęcał tym dzieciakom tyle czasu, co my. Dowodem na to był pożegnalny dzień - dzieci zapłakane, my zapłakani.... Ale trzeba było jechać dalej.

Co jest takiego fajnego w wolontariacie?

- Ja generalnie lubię ludzi i lubię im pomagać. Mogę powiedzieć, że wolontariat mnie uszczęśliwia. Robię coś od siebie dla innych, ale nie uważam, żebym się jakoś specjalnie poświęcała, czerpię z wolontariatu satysfakcję. Czuję się spełniona. Mam naturę wiecznej wolontariuszki. W przyszłości będę musiała godzić pracę zawodową ze społecznikostwem, ale skoro teraz mi się udaje, uda się i później.

W konkursie "8 wspaniałych" doceniono cię za "Marzycielską pocztę". O co w tym chodzi?

- Pomysł genialny, ale nie mój. W Stanach Zjednoczonych już od kilku lat działają takie poczty. Chodzi o wysyłanie kartek z życzeniami i pozdrowieniami z całego świata do chorych dzieciaków. Początkowo nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mogą zmienić ich życie. Są wsparciem dla tych dzieciaków, które nie mają szans na wyjście z choroby, często są świadome tego, że niedługo umrą. Pomysł z "Marzycielską pocztą" był strzałem w dziesiątkę.

Kto wysyła te kartki?

- Ludzie z całego świata, nie tylko Polacy. Na stronie internetowej tworzymy profil każdego dziecka. Można w nim znaleźć podstawowe informacje, ale często same dzieci piszą o sobie, swoich marzeniach i o swojej chorobie. Podajemy też adres, na który można przysyłać listy i kartki. Teraz na listy czeka już kilkadziesiąt dzieciaków. Te, które są z nami od początku, mają już nawet po kilkuset przyjaciół z całego świata. To im pomaga walczyć z chorobą. Mały Patryk chory na mukowiscydozę zmienił się nie poznania. Zanim przyłączył się do naszej poczty, nie chciał brać lekarstw, wzbraniał się przed codziennymi, długimi inhalacjami. Jego rodzice byli przerażeni. Mama chłopca zadzwoniła do mnie i poprosiła o pomoc. I jak tu pomóc dziecku, które mówi, że chce już umrzeć? Kiedy zaczął dostawać kartki, to nadało sens jego życiu. Na większość odpisuje sam - już nie ma czarnych myśli, tylko jest uśmiechniętym i szczęśliwym dzieciakiem.

Masz czas na inne rzeczy poza wolontariatem?

- Czas znajduje się sam. Jak człowiek jest dobrze zorganizowany, to ma go wystarczająco dużo na wszystko. Gram na pianinie, spotykam się z przyjaciółmi. Wolontariat uczy nie tylko odpowiedzialności za drugiego człowieka, pokonywania własnych słabości i tolerancji, ale też dobrego gospodarowania czasem. Bardziej docenia się to, co się ma, i człowiek uczy się dystansu do wielu rzeczy.

Myślałaś już o kolejnej akcji wolontariackiej?

- Marzy mi się stworzenie wolontariatu na onkologii dziecięcej w szpitalu im. Jurasza. Chciałabym tylko, żeby ktoś powiedział: OK, możecie tutaj działać. Ja wszystko, co trzeba, zorganizuję sama. Znajdę wolontariuszy i postaram się o to, żeby wszyscy byli odpowiednio wyszkoleni. Chcę, żeby dzieci mogły się tam bawić, żeby nie musiały patrzeć na białe ściany. Ma być kolorowo i wesoło - zresztą już mam głowę pełną pomysłów na specjalne programy dla chorych dzieciaków i zajęcia popołudniowe. Liczę, że dyrektor szpitala zgodzi się na tę propozycję. Bo dobro trzeba mnożyć - szczególnie że ono zawsze powraca.









* Weronika Mazurkiewicz jest laureatką XVI Ogólnopolskiego Finału Konkursu "8 Wspaniałych" dla najbardziej aktywnych wolontariuszy w Polsce. Rok temu założyła z kolegą "Marzycielską pocztę" - to akcja, dzięki której chore dzieci dostają listy i kartki z całego świata. Wcześniej była wolontariuszką w hospicjum Sue Ryder; pracowała także z dziećmi niewidomymi. W zeszłym roku pojechała do domu dziecka w Mołdawii. Na co dzień uczy się w I Liceum Ogólnokształcącym

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

SERWISY SPECJALNE

Witajcie na Świecie w Bydgoszczy!

Partner serwisu Bella Happy Natural Care

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!

Jesteśmy na Facebooku