O tym, co na co dzień nie dzieje się na ziemi
2010-04-29
, aktualizacja: 29.04.2010 14:33
Marzy o dalekich podróżach i gwiazdach z hukiem lądujących na polanie. 17-letni Łukasz Kłosowski, pacjent bydgoskiego hospicjum, opisał swój świat i zadebiutował zbiorem opowiadań "Opowieści eŁka"

Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
Łukasza chciały w środę wysłuchać tłumy. Podczas wieczoru autorskiego w Węgliszku trzeba było dostawiać krzesła. Przyszli znajomi ze szkoły, z hospicjum, nauczyciele, lekarze, nawet władze Szubina przyjechały. A zdarzało się już nieraz, że na wieczorach dużo bardziej znanych autorów sala przy ul. Batorego świeciła pustkami.
Słowo, którego Łukasz używa najczęściej, to "oczywiście". Oczywiste jest dla niego, że każde marzenie uda się spełnić ("jeśli człowiek bardzo czegoś chce, nie poddaje się - to prędzej czy później się uda. Tylko trzeba być w życiu dobrym, a jeśli coś nie wyjdzie - naprawić"). Oczywiste jest, że świat trzeba poznać ("od małego uwielbiałem podróżować, często jeździłem do sanatorium na Dolnym Śląsku, później spełniło się moje marzenie i pojechałem do Kanady, teraz marzę o Ameryce Południowej"). Oczywiste jest, że wolność jest najważniejsza ("pisanie pozwala mi przekraczać wszystkie ograniczenia. Przenoszę się, gdzie chcę, opisuję rzeczy, które się normalnie w życiu nie zdarzają").
Dużo mniej oczywiste dla Łukasza jest oddychanie. 17-latek od urodzenia cierpi na rdzeniowy zanik mięśni.
W dzień samodzielnie wdycha tlen. W nocy jest trudniej, bo zdarzają się bezdechy. Dlatego potrzebuje respiratora. Od pięciu lat chłopak jest pod opieką hospicjum Sue Ryder. Porusza się na wózku inwalidzkim. Niewysoki, delikatny, kruchy. Choroba powykręcała mu ciało. Ale nie odebrała optymizmu i życiowej werwy.
- Jak żyję? Rano wstaję, czytam lektury, muszę odrabiać lekcje - mówi.
Pisze w wolnych chwilach. A ma ich sporo. Rzadko wychodzi z domu. Zimą - wcale. - Wtedy powstaje większość moich opowiadań - mówi.
Pierwsze napisał cztery lata temu. Zainspirowała go nauczycielka. Początkowo pisanie miało być tylko sposobem na zabicie czasu. Szybko stało się pasją. Pierwszy tekst Łukasz podyktował mamie. Później opanował pisanie na klawiaturze. Czasem najpierw nagrywa fabułę na dyktafon, później wklepuje zdanie po zdaniu.
O czym pisze? - O tym, co na co dzień nie dzieje się na ziemi - mówi.
W jego tekstach własne doświadczenia (podróże, szpitale, respirator, ulubiony lekarz, pies Fifi, wychowywany od ośmiu lat) mieszają się z fantastycznymi wizjami. A to gwiazda spada na polanie i oprócz huku da cudowny lek dla chorego taty, a to respirator wciągnie podczas burzy bohatera i przeniesie do świata, w którym psy mówią ludzkim językiem.
Opowiadania Kłosowskiego "Opowieści eŁKa" wydała właśnie Fundacja Dziecięca Fantazja. Chłopiec sam je zilustrował. - Zawsze pisałem głównie dla przyjaciół i rodziny i nie chciałem dawać im tylko kartek z literkami - mówi.
Debiut książkowy to już drugie marzenie Łukasza spełnione przez Fundację. Trzy lata temu zafundowała mu wyjazd do Kanady. - Chciałem tam się znaleźć, od kiedy przeczytałem "Anię z Zielonego Wzgórza" - mówi nastolatek. - I udało się: dotarłem do miejsc, w których kręcono sceny do filmowej adaptacji książki Montgomery. Tam jest identycznie, jak sobie wyobrażałem.
Łukasz uczy się w ogólniaku w rodzinnym Szubinie. Nigdy nie chodził do szkoły, zawsze nauczyciele przychodzili do niego. I podstawówkę, i gimnazjum skończył z wyróżnieniem. Raz w tygodniu odwiedzają go też koleżanki z klasy i przynoszą szkolne wieści. Tak samo często odwiedza go lekarz. Przyjeżdża, by rehabilitować. Ale nie wychodzi szybko z pokoju chłopca. Łukasz z doktorem długo dyskutuje: o operacjach, które obejrzał w telewizji, o anatomii, o ewolucji. Tworzą własne teorie (bo w końcu mięśnie pomagają walczyć z grawitacją. Może ludzie, którzy mają bardzo mało mięśni, to następny etap ewolucji, są przystosowani do życia poza planetą... - zastanawiają się).
Mariusz Wachulski, lekarz chłopca: - Łukasz ładuje moje akumulatory. Znamy się cztery lata, choć podczas jednej długiej dyskusji ustaliliśmy, że tak naprawdę 18 lat. Miałem okazję znieczulać cesarskie cięcie, gdy Łukasz przychodził na świat. Uczy mnie, jak łapać kontakt z innymi pacjentami. Niewielu jest tak otwartych, pełnych życia, jak on. Stawiam go za wzór. Jest moim człowiekiem z billboardu.
Łukasza chciały w środę wysłuchać tłumy. Podczas wieczoru autorskiego w Węgliszku trzeba było dostawiać krzesła. Przyszli znajomi ze szkoły, z hospicjum, nauczyciele, lekarze, nawet władze Szubina przyjechały. A zdarzało się już nieraz, że na wieczorach dużo bardziej znanych autorów sala przy ul. Batorego świeciła pustkami.
Najnowsze wiadomości
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy





