Afera lotnicza - cd. Irlandczycy poszli na wojnę
2010-04-29
, aktualizacja: 28.04.2010 23:09
"To czarny dzień dla Bydgoszczy" - pisze do dziennikarzy z całej Europy Michael Cawley, wiceprezes Ryanair. I zawiesza pierwsze połączenia z naszego miasta. - Bicie piany - komentuje prezydent Dombrowicz
ZOBACZ TAKŻE
- Ryanair chce wprowadzić miejsca stojące w samolotach (02-07-10, 10:19)
- Jest kasa dla Ryanaira. Miasto odda 5 mln zł (27-06-10, 10:00)
- Plan prywatyzacji LOT-u i Banku Gospodarki Żywnościowej (30-04-10, 17:25)
- Afera lotnicza. Kto odda zaległe pieniądze Ryanairowi? (26-04-10, 12:00)
- Ryanair otworzy pierwszą regionalną bazę w Kownie (09-02-10, 21:20)
- Kraków przegrał. Ryanair otworzy bazę w Kownie (09-02-10, 13:36)
- Brytyjski UOKiK piętnuje Ryanaira za dodatkowe opłaty (04-01-10, 12:24)
O tym zagrożeniu informowaliśmy od tygodni. W środę nabrało realnych kształtów. Przed południem Ryanair wysłał do europejskich mediów komunikat, z którego wynika, że od 30 czerwca zawiesza połączenia na linii Bydgoszcz - Bristol. To nowy kierunek lotów, startuje na początku maja. Irlandzka linia lotnicza nie chciała pozostawić na lodzie pasażerów, którzy już kupili bilety, dlatego zdecydowała, że przez dwa miesiące połączenie będzie funkcjonować. - Czarny dzień dla Bydgoszczy, który odbije się na lokalnej turystyce i handlu w regionie. Dzięki tanim połączeniom, Ryanair zapewnił wysokie zyski dla regionu oraz 600.000 pasażerów od 2006 roku - napisał Cawley.
Co tak zdenerwowało największą europejską tanią linię lotniczą? 400 tys. euro długu, który ma wobec niej Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej. Zaległość to efekt działania władz Bydgoszczy, które wycofały się ze swoich zobowiązań i od ub. roku płacą mniej z tytułu opłaty marketingowej za połączenia. Fundacja jest pośrednikiem w przekazywaniu tych kwot. Cawley zagroził, że jeśli dług nie zostanie szybko spłacony, zlikwidowane zostaną wszystkie połączenia lotnicze Ryanair z naszym miastem. Wczoraj nikt z przedstawicieli fundacji nie chciał komentować decyzji Irlandczyków.
Tymczasem jeszcze przed decyzją przewoźnika, radni miejscy podczas sesji zobowiązali prezydenta do przedstawienia informacji na temat zobowiązań miasta wobec Ryanair. Konstanty Dombrowicz przekonywał ich, że nie ma żadnego zagrożenia dla funkcjonowania połączeń, a miasto nie jest dłużnikiem linii lotniczej. - Proponowałem portowi lotniczemu, żeby podzielić się opłatami marketingowymi z innymi udziałowcami, bo nie tylko bydgoszczanie korzystają z lotniska. Jego właścicielami są przecież również Austriacy oraz marszałek województwa. Ten pomysł upadł. My wszystkie swoje zobowiązania regulujemy, umowy miasta są dotrzymywane - zapewniał radnych. - Poza tym sprawy finansowe nie powinny być rozstrzygane na łamach prasy, a bicie piany wokół tego tematu nie sprzyja miastu - kontynuował.
Kiedy od dziennikarzy prezydent dowiedział się, że Ryanair podjął decyzję o ograniczeniu lotów do Bydgoszczy, skomentował: - To sprawa Ryanaira, ich broszka. Albo latają, albo nie latają. Albo zarabiają, albo nie zarabiają.
Wyjaśnienia Dombrowicza nie zadowoliły radnego Marka Gralika z PiS-u, który dyskusję o porcie lotniczym wywołał. Jego zdaniem - miasto powinno spłacić długi wobec firmy, bo wcześniej zobowiązało się do wnoszenia opłat marketingowych.
- Oczywiście, że należy naciskać na innych udziałowców. Ale kiedy nie widać wsparcia z ich strony, należałoby jednak wyjść z tego pata z honorem. Przecież budżet Bydgoszczy na działania promocyjne jest bardzo duży. Lepiej żeby miasto zaangażowało się w rozwój połączeń, niż sponsorowało seriale obyczajowe, albo program "Hity na czasie". Bo korzyści z tych imprez nie ma żadnych. A z lotów są duże - mówi Gralik.
Czy uda się wyjść z kryzysu pomiędzy miastem, województwem, fundacją a Ryanair? Na razie nic na to nie wskazuje. Na horyzoncie nie widać nikogo, kto chciałby spłacić zobowiązania wobec linii lotniczej. Jest bardzo prawdopodobne, że w najbliższych tygodniach Irlandczycy będą ogłaszać kolejne zamknięcia tras.
Co tak zdenerwowało największą europejską tanią linię lotniczą? 400 tys. euro długu, który ma wobec niej Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej. Zaległość to efekt działania władz Bydgoszczy, które wycofały się ze swoich zobowiązań i od ub. roku płacą mniej z tytułu opłaty marketingowej za połączenia. Fundacja jest pośrednikiem w przekazywaniu tych kwot. Cawley zagroził, że jeśli dług nie zostanie szybko spłacony, zlikwidowane zostaną wszystkie połączenia lotnicze Ryanair z naszym miastem. Wczoraj nikt z przedstawicieli fundacji nie chciał komentować decyzji Irlandczyków.
Tymczasem jeszcze przed decyzją przewoźnika, radni miejscy podczas sesji zobowiązali prezydenta do przedstawienia informacji na temat zobowiązań miasta wobec Ryanair. Konstanty Dombrowicz przekonywał ich, że nie ma żadnego zagrożenia dla funkcjonowania połączeń, a miasto nie jest dłużnikiem linii lotniczej. - Proponowałem portowi lotniczemu, żeby podzielić się opłatami marketingowymi z innymi udziałowcami, bo nie tylko bydgoszczanie korzystają z lotniska. Jego właścicielami są przecież również Austriacy oraz marszałek województwa. Ten pomysł upadł. My wszystkie swoje zobowiązania regulujemy, umowy miasta są dotrzymywane - zapewniał radnych. - Poza tym sprawy finansowe nie powinny być rozstrzygane na łamach prasy, a bicie piany wokół tego tematu nie sprzyja miastu - kontynuował.
Kiedy od dziennikarzy prezydent dowiedział się, że Ryanair podjął decyzję o ograniczeniu lotów do Bydgoszczy, skomentował: - To sprawa Ryanaira, ich broszka. Albo latają, albo nie latają. Albo zarabiają, albo nie zarabiają.
Wyjaśnienia Dombrowicza nie zadowoliły radnego Marka Gralika z PiS-u, który dyskusję o porcie lotniczym wywołał. Jego zdaniem - miasto powinno spłacić długi wobec firmy, bo wcześniej zobowiązało się do wnoszenia opłat marketingowych.
- Oczywiście, że należy naciskać na innych udziałowców. Ale kiedy nie widać wsparcia z ich strony, należałoby jednak wyjść z tego pata z honorem. Przecież budżet Bydgoszczy na działania promocyjne jest bardzo duży. Lepiej żeby miasto zaangażowało się w rozwój połączeń, niż sponsorowało seriale obyczajowe, albo program "Hity na czasie". Bo korzyści z tych imprez nie ma żadnych. A z lotów są duże - mówi Gralik.
Czy uda się wyjść z kryzysu pomiędzy miastem, województwem, fundacją a Ryanair? Na razie nic na to nie wskazuje. Na horyzoncie nie widać nikogo, kto chciałby spłacić zobowiązania wobec linii lotniczej. Jest bardzo prawdopodobne, że w najbliższych tygodniach Irlandczycy będą ogłaszać kolejne zamknięcia tras.
Najnowsze wiadomości
- 46 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
21 głosów
-
Afera lotnicza - cd. Irlandczycy poszli na wojnę
szukam_s5
29.04.10, 11:39
Prawdziwy antyMidas, czego nie dotknie zamienia w g..no.Teraz pora na poduszkowiec.»
-
Afera lotnicza - cd. Irlandczycy poszli na wojnę
obserwator_kulisy
29.04.10, 23:45
Jak to w ratuszu mówią za kulisami bliscy współpracownicy Dombrowicza, że często sobie coś ubzdura, a urzędnik ma wykonać. JAk szefuniu łamie prawo, to urzednik ma tak zrobić, zeby wdrożyć »
-
Gdzie jest problem? Inna linia przejmie z chęcią
arvek
30.04.10, 14:15
te 600 tys. pasażerów na trasie Bristol - Bydgoszcz. Może po prostu trzeba ichzawiadomić o planach Ryanair? Może businessmani z kraju powinni pomyśleć ozałożeniu kolejnej taniej linii »




