Napadł na bank. Złapali go policjanci
2010-03-19
, aktualizacja: 19.03.2010 19:45
Bandyta, który okradł w piątek agencję bankową na Bartodziejach, miał wyjątkowego pecha - z workiem pełnym banknotów w jednej ręce i pistoletem w drugiej wypadł wprost na policyjnych tajniaków. Wszystko wskazuje, że to nie był jego pierwszy napad na bank.
Szeregowe pawilony przy ul. Skłodowskiej-Curie, dochodzi godz. 9. Pracownica otwiera punkt agencyjny banku PKO BP. Jest w środku sama, koleżanka przyjdzie za jakieś pół godziny. Nie wie, że obserwuje ją tęgi 40-latek ubrany w grubą zimową kurtkę i ciemne spodnie. Mężczyzna za pazuchą ma schowany plastikowy worek i rewolwer.
Złodziej nie jest profesjonalistą, nawet nie podejrzewa, że trzech przechadzających się wolno tym samym chodnikiem panów to policjanci w cywilu. Obserwują agencję w ramach zakrojonej na szeroką skalę akcji prewencyjnej. Komendant wojewódzki zarządził ją po serii napadów na tego typu placówki.
Bandyta wchodzi do agencji kilka minut po 9. Jest pierwszym klientem. Kasjerka jeszcze nie zdążyła zaparzyć sobie kawy na zapleczu, a już usłyszała trzask drzwi. Kiedy wyszła na główną salę, zamaskowany napastnik natychmiast przystawił jej do skroni rewolwer i wciągnął z powrotem za kotarę. Zażądał wydania wszystkich pieniędzy. Kobieta bez oporu wyciągnęła kasetkę i włożyła banknoty do plastikowej torby - kilkanaście tysięcy złotych. Kiedy cała gotówka z kasetki wylądowała już w worku, bandyta mocno odepchnął kobietę i wybiegł na zewnątrz.
Tego scenariusza z pewnością nie wziął jednak pod uwagę: dosłownie wpadł wprost na nieumundurowanych policjantów. Funkcjonariusze ruszyli za nim w pościg. Złodziej co kilka metrów odwracał się i groził im bronią. W lewej ręce ciągle trzymał pieniądze. Skręcił w boczną uliczkę, udało mu się dobiec do pobliskich garaży. Tam padły ostrzegawcze strzały. Przestraszony bandyta skapitulował. Po kilkunastu minutach na miejscu pojawili się eksperci kryminalistyki. Zabezpieczyli ślady, sprawdzili pistolet. Broń okazała się prawdziwa. Teraz zostanie poddana fachowej ekspertyzie.
Pościg wywołał grozę wśród pracowników sklepów przylegających do agencji. - Kiedy padły strzały, nie wiedziałyśmy co robić - mówi ciągle jeszcze zdenerwowana Magda Sapińska, farmaceutka z pobliskiej apteki. - Jacyś biegnący ludzie, okrzyki i ten huk. Długo tego nie zapomnimy.
Sprzedawczyni ze sklepu z ubraniami wyciągała właśnie z torebki klucze, kiedy z banku wypadł mężczyzna w kominiarce na twarzy. - Obleciał mnie strach. Uciekłam do Biedronki.
Policjanci szukają teraz odpowiedzi na najważniejsze pytanie: - Czy złapany wczoraj złodziej to ten sam człowiek, który miesiąc temu obrabował inne banki? Rzecznik prasowy komendy wojewódzkiej nie chce tego przesądzać: - Jest za wcześnie, żeby wygłosić taką tezę - ucina podkomisarz Monika Chlebicz.
Nieoficjalnie dowiadujemy się od naszych policyjnych informatorów, że wszystko wskazuje, iż w końcu udało się złapać seryjnego złodzieja grasującego po regionie.
Przypomnijmy: pierwszy napad na bydgoski bank miał miejsce na początku tego miesiąca (uzbrojony i zamaskowany mężczyzna sterroryzował wtedy kasjerkę banku BGŻ w Fordonie), a w ciągu ostatnich kilkunastu dni odnotowano w województwie pięć tego typu incydentów. Po napadach, zarówno agencje bankowe, jak i same banki wzmocniły zabezpieczenia przeciwwłamaniowe. - Nie możemy powiedzieć, na czym konkretnie polegają nasze działania, bo to ułatwiłoby pracę złodziejom - wyjaśnia Marek Ryczkowski z zespołu prasowego PKO BP. - Ale rzeczywiście polepszyliśmy ochronę.
Agencje prowadzone są przez osoby prywatne, które podpisują z bankami umowy. Określają one tylko podstawowe standardy bezpieczeństwa. Dodatkowo, każdy agent musi przejść 11-dniowe szkolenie dotyczące tzw. "bezpiecznego obrotu gotówką". - Wymogi wobec agencji są zależne od ilości przechowywanej w nich gotówki, która podlega również obowiązkowemu ubezpieczeniu - mówi Sławomir Posadzy, zastępca dyrektora regionalnego PKO BP w Bydgoszczy.
Już wczoraj po południu złodziej z Bartodziejów usłyszał w prokuraturze zarzuty napadu z bronią w ręku. Dzisiaj kolejne przesłuchanie oraz decyzja o tymczasowym aresztowaniu.
Złodziej nie jest profesjonalistą, nawet nie podejrzewa, że trzech przechadzających się wolno tym samym chodnikiem panów to policjanci w cywilu. Obserwują agencję w ramach zakrojonej na szeroką skalę akcji prewencyjnej. Komendant wojewódzki zarządził ją po serii napadów na tego typu placówki.
Bandyta wchodzi do agencji kilka minut po 9. Jest pierwszym klientem. Kasjerka jeszcze nie zdążyła zaparzyć sobie kawy na zapleczu, a już usłyszała trzask drzwi. Kiedy wyszła na główną salę, zamaskowany napastnik natychmiast przystawił jej do skroni rewolwer i wciągnął z powrotem za kotarę. Zażądał wydania wszystkich pieniędzy. Kobieta bez oporu wyciągnęła kasetkę i włożyła banknoty do plastikowej torby - kilkanaście tysięcy złotych. Kiedy cała gotówka z kasetki wylądowała już w worku, bandyta mocno odepchnął kobietę i wybiegł na zewnątrz.
Tego scenariusza z pewnością nie wziął jednak pod uwagę: dosłownie wpadł wprost na nieumundurowanych policjantów. Funkcjonariusze ruszyli za nim w pościg. Złodziej co kilka metrów odwracał się i groził im bronią. W lewej ręce ciągle trzymał pieniądze. Skręcił w boczną uliczkę, udało mu się dobiec do pobliskich garaży. Tam padły ostrzegawcze strzały. Przestraszony bandyta skapitulował. Po kilkunastu minutach na miejscu pojawili się eksperci kryminalistyki. Zabezpieczyli ślady, sprawdzili pistolet. Broń okazała się prawdziwa. Teraz zostanie poddana fachowej ekspertyzie.
Pościg wywołał grozę wśród pracowników sklepów przylegających do agencji. - Kiedy padły strzały, nie wiedziałyśmy co robić - mówi ciągle jeszcze zdenerwowana Magda Sapińska, farmaceutka z pobliskiej apteki. - Jacyś biegnący ludzie, okrzyki i ten huk. Długo tego nie zapomnimy.
Sprzedawczyni ze sklepu z ubraniami wyciągała właśnie z torebki klucze, kiedy z banku wypadł mężczyzna w kominiarce na twarzy. - Obleciał mnie strach. Uciekłam do Biedronki.
Policjanci szukają teraz odpowiedzi na najważniejsze pytanie: - Czy złapany wczoraj złodziej to ten sam człowiek, który miesiąc temu obrabował inne banki? Rzecznik prasowy komendy wojewódzkiej nie chce tego przesądzać: - Jest za wcześnie, żeby wygłosić taką tezę - ucina podkomisarz Monika Chlebicz.
Nieoficjalnie dowiadujemy się od naszych policyjnych informatorów, że wszystko wskazuje, iż w końcu udało się złapać seryjnego złodzieja grasującego po regionie.
Przypomnijmy: pierwszy napad na bydgoski bank miał miejsce na początku tego miesiąca (uzbrojony i zamaskowany mężczyzna sterroryzował wtedy kasjerkę banku BGŻ w Fordonie), a w ciągu ostatnich kilkunastu dni odnotowano w województwie pięć tego typu incydentów. Po napadach, zarówno agencje bankowe, jak i same banki wzmocniły zabezpieczenia przeciwwłamaniowe. - Nie możemy powiedzieć, na czym konkretnie polegają nasze działania, bo to ułatwiłoby pracę złodziejom - wyjaśnia Marek Ryczkowski z zespołu prasowego PKO BP. - Ale rzeczywiście polepszyliśmy ochronę.
Agencje prowadzone są przez osoby prywatne, które podpisują z bankami umowy. Określają one tylko podstawowe standardy bezpieczeństwa. Dodatkowo, każdy agent musi przejść 11-dniowe szkolenie dotyczące tzw. "bezpiecznego obrotu gotówką". - Wymogi wobec agencji są zależne od ilości przechowywanej w nich gotówki, która podlega również obowiązkowemu ubezpieczeniu - mówi Sławomir Posadzy, zastępca dyrektora regionalnego PKO BP w Bydgoszczy.
Już wczoraj po południu złodziej z Bartodziejów usłyszał w prokuraturze zarzuty napadu z bronią w ręku. Dzisiaj kolejne przesłuchanie oraz decyzja o tymczasowym aresztowaniu.
Najnowsze wiadomości
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Napadł na bank. Złapali go policjanci
justanotherguy
19.03.10, 22:57
Brawo policja. »




więcej zdjęć

