Poruszyć sumienia. Pracownicy próbują ratować zakład
2010-03-14
, aktualizacja: 13.03.2010 13:37
Związkowcy z Zakładu Robót Publicznych proszą prezydenta, by pochylił się nad ich problemem i uratował firmę przed likwidacją
Na biurko Konstantego Dombrowicza trafił błagalny list otwarty od pracowników zakładu, którzy niebawem mogą stracić robotę. O jego zamknięciu mają zadecydować radni podczas najbliższej sesji. To tylko formalność, bo obowiązująca ustawa o finansach publicznych nie przewiduje funkcjonowania zakładów budżetowych. - Mimo to stawimy się tam wszyscy, by poruszyć sumieniami radnych - zapowiada Krzysztof Sienkiewicz, sekretarz związku zawodowego w ZRP.
- Stracimy dochody, a nasze rodziny zostaną skazane na finansową degradację - przypominają prezydentowi w liście związkowcy. I wyliczają: - Przygotowywaliśmy ołtarz na przyjazd Ojca Świętego, oczyszczaliśmy Kanał Bydgoski, budowaliśmy kolumbarium na cmentarzu komunalnym, kładziemy bruk, dokonujemy rozbiórek, odśnieżamy miasto. Jesteśmy potrzebni, bo często podejmujemy się zleceń, które innym firmom po prostu się nie opłacają ze względu na niewielki zakres robót lub na ich czasochłonność.
- Firma zostanie zlikwidowana, ale nikogo nie zostawimy na bruku - zapewnia Bolesław Grygorewicz, zastępca prezydenta miasta. - Związkowcy, którzy chcą pozostać anonimowi, mówią, że zakład na siebie zarabia. Dziwią się, że nie ma innego wyjścia niż likwidacja firmy.
- Zyski? - pyta Grygorewicz. - Przecież za chwilę nie będą mieli na wypłaty. Zapewniam, że od wielu tygodniu szukamy dobrego rozwiązania. Część fachowców będzie w przyszłości pracowało w Zarządzie Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej, dla niektórych znajdą się miejsca w Administracji Domów Miejskich oraz w Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku. Kilkunastu mężczyzn z blisko stuosobowej załogi zyskało już uprawnienia emerytalne lub jest w wieku przedemerytalnym. Dla wszystkich dyrektor urzędu pracy Barbara Grabowska przygotowuje różne propozycje. Nikogo nie wyrzucimy na bruk. Przecież nam się to też nie opłaca, bo wiedząc o likwidacji firmy ludzie będą uciekać na wielomiesięczne zwolnienie lekarskie - przekonuje zastępca prezydenta.
- Stracimy dochody, a nasze rodziny zostaną skazane na finansową degradację - przypominają prezydentowi w liście związkowcy. I wyliczają: - Przygotowywaliśmy ołtarz na przyjazd Ojca Świętego, oczyszczaliśmy Kanał Bydgoski, budowaliśmy kolumbarium na cmentarzu komunalnym, kładziemy bruk, dokonujemy rozbiórek, odśnieżamy miasto. Jesteśmy potrzebni, bo często podejmujemy się zleceń, które innym firmom po prostu się nie opłacają ze względu na niewielki zakres robót lub na ich czasochłonność.
- Firma zostanie zlikwidowana, ale nikogo nie zostawimy na bruku - zapewnia Bolesław Grygorewicz, zastępca prezydenta miasta. - Związkowcy, którzy chcą pozostać anonimowi, mówią, że zakład na siebie zarabia. Dziwią się, że nie ma innego wyjścia niż likwidacja firmy.
- Zyski? - pyta Grygorewicz. - Przecież za chwilę nie będą mieli na wypłaty. Zapewniam, że od wielu tygodniu szukamy dobrego rozwiązania. Część fachowców będzie w przyszłości pracowało w Zarządzie Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej, dla niektórych znajdą się miejsca w Administracji Domów Miejskich oraz w Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku. Kilkunastu mężczyzn z blisko stuosobowej załogi zyskało już uprawnienia emerytalne lub jest w wieku przedemerytalnym. Dla wszystkich dyrektor urzędu pracy Barbara Grabowska przygotowuje różne propozycje. Nikogo nie wyrzucimy na bruk. Przecież nam się to też nie opłaca, bo wiedząc o likwidacji firmy ludzie będą uciekać na wielomiesięczne zwolnienie lekarskie - przekonuje zastępca prezydenta.
Najnowsze wiadomości
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Poruszyć sumienia. Pracownicy próbują ratować z...
elguevara
14.03.10, 17:08
I takie jest Polskie prawo i "mentalność"... Sprzedać i zlikwidować wszystko,bez względu na to, czy to się opłaca i czy skaże się przez to ludzi na niebyt.Tym ludziom należy się szansa, na »
Najczęściej czytane24 htydzień





