Niech serce boli. Szpital zamyka stratny oddział

Anna Twardowska
2010-02-24 , aktualizacja: 24.02.2010 08:13
A A A Drukuj
Szpital Miejski zamyka oddział rehabilitacji kardiologicznej, bo musi do niego dokładać. Przerażeni pacjenci piszą do NFZ, ale fundusz nie chce pomóc
Oddział rehabilitacji kardiologicznej w Szpitalu Miejskim będzie działał tylko do końca lutego. Wtedy opuszczą go ostatni pacjenci
Fot. Krzysztof Szatkowski / Agencja Gazeta
Oddział rehabilitacji kardiologicznej w Szpitalu Miejskim będzie działał tylko do końca lutego. Wtedy opuszczą go ostatni pacjenci
Zenon Witkowski jest prezesem Fundacji Corda Cordis. Organizacja pomaga pacjentom po operacjach kardiochirurgicznych. - Szesnaście lat temu przeszedłem zawał, potem operację wszczepienia by-passów. Miałem szczęście, trafiłem na rehabilitację do Inowrocławia. Lekarka, która się mną opiekowała, była dla mnie skarbnicą mądrości. Dzięki niej zmieniłem swoje nawyki, zacząłem ćwiczyć, rzuciłem palenie i po kilku tygodniach wróciłem do pracy. Gdyby nie jej pomoc, pewnie trafiłbym na rentę. Minęło tyle czasu, a ja żyję normalnie - mówi.

Witkowski na rehabilitację pojechał do sąsiedniego miasta. Dzisiaj pacjenci z Bydgoszczy nie muszą wyjeżdżać. Kilka dni po operacji trafiają do lecznicy miejskiej i przygotowują się do nowego życia pod okiem rehabilitantów, kardiologów, psychologów. - Zabieg kardiochirurgiczny to dzieło sztuki, ale można je zepsuć nieodpowiednim zachowaniem. Naszym zadaniem jest nie dopuścić do tego, żeby np. pacjentowi pęknął mostek przez jakieś nierozsądne postępowanie - mówi Andrzej Hoffmann, ordynator oddziału kardiologii i rehabilitacji kardiologicznej w Szpitalu Miejskim.

Na oddziale lekarze sprawdzają wydolność fizyczną pacjenta, potem rozpoczynają pierwsze ćwiczenia. Chorzy uczą się tutaj także oddychania. - Wcześniej zaintubowani, odczuwają ból, gdy oddychają po staremu, muszą się uczyć tego od nowa - wyjaśnia Hoffmann.

Wiele pracy na oddziale ma też psycholog. Człowiek po przebytym zawale często boi się, że tzw. incydent kardiologiczny znowu się powtórzy. W grupie innych chorych i po spotkaniach z osobami, które wyzdrowiały, ten lęk maleje.

95-proc. pacjentów oddziału rehabilitacji kardiologicznej w Szpitalu Miejskim to osoby po operacjach. Tutaj trafiają m.in. pacjenci profesora Lecha Anisimowicza, wojewódzkiego konsultanta w dziedzinie kardiochirurgii. - Taki oddział jest w Bydgoszczy potrzebny. Mamy przecież tutaj dwa duże oddziały kardiologii, oddział kardiochirurgii. Gdzieś tych chorych trzeba umieszczać. Wprawdzie rehabilitacja kardiologiczna jest też w Inowrocławiu i Ciechocinku, ale tam organizowane są sanatoryjne turnusy, na które dłużej się czeka - ubolewa profesor.

Dyrekcja Szpitala Miejskiego zdecydowała się na likwidację oddziału, bo twierdzi, że musi do niego dopłacać - średnio 100 tys. zł rocznie. - Gdy podpisywałem umowę z NFZ mówiłem, że pieniędzy jest za mało. Urzędnicy funduszu obiecali, że dołożą. Nie zrobili tego, a ja nie mogę kredytować leczenia - tłumaczy Krzysztof Tadrzak, dyrektor szpitala.

Fundacja Corda Cordis w imieniu byłych pacjentów napisała do NFZ z prośbą o dofinansowanie oddziału. Andrzej Purzycki, zastępca dyrektora ds. lecznictwa NFZ w Bydgoszczy jest nieugięty: - Szpital zerwał umowę, nie my. Na świadczenie usług z dziedziny rehabilitacji kardiologicznej był ogłoszony konkurs, dyrektor wiedział, jaka jest stawka i zdecydował się podpisać z nami kontrakt.



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

SERWISY SPECJALNE

Atrakcje Pomorza

Zobacz najciekawsze atrakcje Pomorza!

Dbam i segreguję

Ekologia i segregacja z REMONDIS

Jesteśmy na Facebooku