Młodzi nie boją się marihuany, bo nie zabija od razu
2010-02-03
, aktualizacja: 03.02.2010 08:34
"Biorą" i nie widzą w tym nic złego. - Narkotyki zbierają mniej ofiar od nikotyny, marihuana to środek leczniczy - uważają bydgoskie nastolatki. Monar rusza z terapią dla wszystkich, którzy myślą podobnie: używają narkotyków, ale jeszcze nie zamierzają się leczyć
Aleksandra Lewińska: Ilu bydgoszczan "bierze"?
Ryszard Częstochowski (terapeuta, twórca poradni Monar w Bydgoszczy): Policyjne statystyki mówią o 5 tysiącach.
Dużo.
- Ale przecież to nie wszyscy! To tylko ci, którzy z powodu narkotyków weszli w jakiś konflikt z prawem, np. posiadali. Z pewnością używających narkotyków jest więcej.
Kto najczęściej po nie sięga?
- Trudno jednoznacznie wskazać. Kiedyś dominowali "młodzi zbuntowani", w wieku 16-19 lat. Do dziś inicjacji w tym wieku jest najwięcej. Ale zdarzają się też 13-latkowie i 60-latkowie. Narkotykami pobudzają się młodzi biznesmeni, którzy wciąż chcą być na wysokich obrotach, a otumaniają bezrobotni i ubodzy. Trudno stworzyć kanon.
A na terapię do Monaru trafia...
- Garstka. Maksymalnie sto osób rocznie. Do tej pory prowadziliśmy tylko tradycyjne terapie. Przychodził do nas pacjent, który chciał wyjść z narkomanii. Terapeuta zawierał z nim umowę: ja ci pomagam, ale ty - nie bierzesz. Pacjent zobowiązuje się do abstynencji, a my ją sprawdzamy za pomocą testów.
Teraz Monar wprowadza nowatorską terapię. Dla ludzi, którzy nie są gotowi na abstynencję się zdecydować.
- Bo czasy są trudniejsze. Dziś branie narkotyków w powszechnej świadomości nie jest niczym złym. Jeszcze 10 lat temu ludzie się tego wstydzili. Ktoś, kto brał, ukrywał się z tym. Dziś młodzi mają do narkotyków taki stosunek, jaki przed dekadą miała młodzież do nikotyny czy picia piwa.
Regularnie bywa pan w szkołach. Co 15-latek mówi o narkotykach?
- Powtarza te wszystkie bzdury z internetu: że narkotyki tak naprawdę nie są groźne, że marihuana jest środkiem leczniczym, że nawet nikotyna zbiera więcej ofiar niż narkotyki. I w końcu, że dorośli piją wódę, a oni wolą narkotyki, więc w czym tak naprawdę problem? - pytają. Życie z narkotykami staje się normą, z niczym się nie kłóci.
I liczy pan na to, że nastolatki popalające marihuanę przyjdą na spotkania do Monaru?
- Nie mam złudzeń: ci, którzy w pełnej euforii używają narkotyków na imprezach, nie przyjdą. Ale są tacy, którzy już czują, że narkotyki - nawet używane od imprezy do imprezy - zaczynają im szkodzić. Albo mają choć cień wątpliwości, że tak się może wkrótce stać. Mam nadzieję, że podyskutujemy, pościeramy się na argumenty i przynajmniej część uczestników zmieni podejście do brania. Opowiem im, jak dużo 30-latków, którzy też zaczynali od sporadycznego "przypalania" jako nastolatki, do mnie przychodzi. Są całkowicie zniszczeni.
Fizycznie?
- Nie, to raczej zniszczenie psychicznie. I intelektualne. Przychodzą ludzie z psychozami, ze stanami maniakalno-depresyjnymi, problemami z pamięcią. Są rozkojarzeni, mimo usilnych prób nie mogą się skoncentrować w pracy.
To osoby uzależnione czy wciąż zażywające od imprezy do imprezy?
- Miękkie narkotyki nie zabijają w szybkim tempie, jak np. heroina. Wiele lat niszczą człowieka. Początkowo niezauważalnie. Człowiek, gdy ma lat naście, pali sobie marihuanę tylko w sobotę, z kumplami. Po pięciu latach już nie chce mu się czekać do weekendu i zapali też w środę. Po 10 latach okaże się, że robi sobie w tygodniu już tylko jeden dzień przerwy. Bo zatracił umiejętność zrelaksowania się w inny sposób. I już nie umie z tego wybrnąć. Nie jestem ortodoksem. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy wpadają. Znam ludzi starszych ode mnie, nawet po sześćdziesiątce, którym udało się przed uzależnieniem uchronić, mimo że od lat sporadycznie zażywają. Ale to wyjątki. A moim zadaniem jest myśleć o większości 15-, 16-latków, dla których dziś zapalenie trawki jest tym samym co zapalenie papierosa. Jako terapeuta codziennie spotykam się ze zniszczonymi ludźmi, którzy dowodzą, że taka z pozoru niewinna zabawa może skończyć się tragicznie.
Ryszard Częstochowski (terapeuta, twórca poradni Monar w Bydgoszczy): Policyjne statystyki mówią o 5 tysiącach.
Dużo.
- Ale przecież to nie wszyscy! To tylko ci, którzy z powodu narkotyków weszli w jakiś konflikt z prawem, np. posiadali. Z pewnością używających narkotyków jest więcej.
Kto najczęściej po nie sięga?
- Trudno jednoznacznie wskazać. Kiedyś dominowali "młodzi zbuntowani", w wieku 16-19 lat. Do dziś inicjacji w tym wieku jest najwięcej. Ale zdarzają się też 13-latkowie i 60-latkowie. Narkotykami pobudzają się młodzi biznesmeni, którzy wciąż chcą być na wysokich obrotach, a otumaniają bezrobotni i ubodzy. Trudno stworzyć kanon.
A na terapię do Monaru trafia...
- Garstka. Maksymalnie sto osób rocznie. Do tej pory prowadziliśmy tylko tradycyjne terapie. Przychodził do nas pacjent, który chciał wyjść z narkomanii. Terapeuta zawierał z nim umowę: ja ci pomagam, ale ty - nie bierzesz. Pacjent zobowiązuje się do abstynencji, a my ją sprawdzamy za pomocą testów.
Teraz Monar wprowadza nowatorską terapię. Dla ludzi, którzy nie są gotowi na abstynencję się zdecydować.
- Bo czasy są trudniejsze. Dziś branie narkotyków w powszechnej świadomości nie jest niczym złym. Jeszcze 10 lat temu ludzie się tego wstydzili. Ktoś, kto brał, ukrywał się z tym. Dziś młodzi mają do narkotyków taki stosunek, jaki przed dekadą miała młodzież do nikotyny czy picia piwa.
Regularnie bywa pan w szkołach. Co 15-latek mówi o narkotykach?
- Powtarza te wszystkie bzdury z internetu: że narkotyki tak naprawdę nie są groźne, że marihuana jest środkiem leczniczym, że nawet nikotyna zbiera więcej ofiar niż narkotyki. I w końcu, że dorośli piją wódę, a oni wolą narkotyki, więc w czym tak naprawdę problem? - pytają. Życie z narkotykami staje się normą, z niczym się nie kłóci.
I liczy pan na to, że nastolatki popalające marihuanę przyjdą na spotkania do Monaru?
- Nie mam złudzeń: ci, którzy w pełnej euforii używają narkotyków na imprezach, nie przyjdą. Ale są tacy, którzy już czują, że narkotyki - nawet używane od imprezy do imprezy - zaczynają im szkodzić. Albo mają choć cień wątpliwości, że tak się może wkrótce stać. Mam nadzieję, że podyskutujemy, pościeramy się na argumenty i przynajmniej część uczestników zmieni podejście do brania. Opowiem im, jak dużo 30-latków, którzy też zaczynali od sporadycznego "przypalania" jako nastolatki, do mnie przychodzi. Są całkowicie zniszczeni.
Fizycznie?
- Nie, to raczej zniszczenie psychicznie. I intelektualne. Przychodzą ludzie z psychozami, ze stanami maniakalno-depresyjnymi, problemami z pamięcią. Są rozkojarzeni, mimo usilnych prób nie mogą się skoncentrować w pracy.
To osoby uzależnione czy wciąż zażywające od imprezy do imprezy?
- Miękkie narkotyki nie zabijają w szybkim tempie, jak np. heroina. Wiele lat niszczą człowieka. Początkowo niezauważalnie. Człowiek, gdy ma lat naście, pali sobie marihuanę tylko w sobotę, z kumplami. Po pięciu latach już nie chce mu się czekać do weekendu i zapali też w środę. Po 10 latach okaże się, że robi sobie w tygodniu już tylko jeden dzień przerwy. Bo zatracił umiejętność zrelaksowania się w inny sposób. I już nie umie z tego wybrnąć. Nie jestem ortodoksem. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy wpadają. Znam ludzi starszych ode mnie, nawet po sześćdziesiątce, którym udało się przed uzależnieniem uchronić, mimo że od lat sporadycznie zażywają. Ale to wyjątki. A moim zadaniem jest myśleć o większości 15-, 16-latków, dla których dziś zapalenie trawki jest tym samym co zapalenie papierosa. Jako terapeuta codziennie spotykam się ze zniszczonymi ludźmi, którzy dowodzą, że taka z pozoru niewinna zabawa może skończyć się tragicznie.
Terapia dla zażywających
Zajęcia będą odbywać się w czwartki o godz. 17 w poradni Monar przy ul. Boh. Kragujewca 11. Terapia nie zobowiązuje do nieużywania narkotyków. Na spotkaniach prowadzone będą wyłącznie zajęcia motywujące. Zapisy pod nr. tel. 052 361 21 43. Zajęcia są nieodpłatne.
Zajęcia będą odbywać się w czwartki o godz. 17 w poradni Monar przy ul. Boh. Kragujewca 11. Terapia nie zobowiązuje do nieużywania narkotyków. Na spotkaniach prowadzone będą wyłącznie zajęcia motywujące. Zapisy pod nr. tel. 052 361 21 43. Zajęcia są nieodpłatne.
Najnowsze wiadomości
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Młodzi nie boją się marihuany, bo nie zabija od...
gwamoniak
03.02.10, 16:48
Nastepna bzdura i mit o uzaleznieniach od Marychy lub generalizowanie ze zaczynasz od trawy a konczysz na heroinie... najwiekszym i najgorszym narkotykiem uzalezniajacym i wyniszczajacym »
-
Re: Młodzi nie boją się marihuany, bo nie zabija
blaze11
03.02.10, 22:19
Jarałem, jaram i bede jarał xd»
-
Re: Młodzi nie boją się marihuany, bo nie zabija
mdani
05.02.10, 08:30
Zgadzam się. Alkohol i papierosy to największa trucizna, doprowadzają do marskości wątroby i raka, po za tym to właśnie legalny alkohol wywiera na człowieku największą agresję. Nie było »






