Tragiczny spływ. Nawet fotograf ruszył na pomoc
2010-01-30
, aktualizacja: 30.01.2010 12:12
Jeden z uczestników zmarł po tym, jak z przewróconego kajaka wpadł pod lód. Pod wodą przebywał przez pół godziny. W akcji ratunkowej brał udział m.in. fotoreporter "Gazety" Arkadiusz Wojtasiewicz
ZOBACZ TAKŻE
- Zima nie odpuszcza - fatalne warunki na drogach (30-01-10, 21:00)
170 kajakarzy z całej Europy kończyło właśnie dwudniowy spływ w miejscowości Nadolna Karczma. Wielu z nich było już na brzegu i szykowało się do grilla. Inni mieli do końca kilkaset metrów.
- Nagle przypłynął jeden z kajaków. Mężczyzna krzyczał, że czterysta metrów stąd człowiek znalazł się pod lodem - opowiada nasz fotoreporter Arkadiusz Wojtasiewicz, który na miejscu robił fotoreportaż. - W kilka osób pobiegliśmy na miejsce i trochę na wyczucie zaczęliśmy szukać mężczyzny. Nikt do końca nie wiedział, gdzie się znajduje. Przypuszczaliśmy tylko, że może być blisko, bo pod wodą było widać wiosło.
Na pechowym kajaku płynęło małżeństwo z Wałbrzycha. Kobiecie szybko udało się samej wydostać z wody. Niestety jej mąż, 52-letni mężczyzna, nie miał tyle szczęścia. Świadkowie z piłą mechaniczną i siekierą zaczęli ciąć lód i konary, który wystawały z wody.
- To była ciężka akcja - relacjonuje Wojtasiewicz. - Co jakiś czas zmienialiśmy się i cięliśmy, chcąc jak najszybciej dostać się do tego człowieka. Przeszkadzały nam drzewa, lód był dość gruby. Nagle zobaczyliśmy czerwony materiał. To był sygnał, że jesteśmy blisko. Zanim wydostaliśmy go na brzeg, myślę, że pod lodem był dobre pół godziny.
W spływie uczestniczył lekarz, który jako pierwszy zaczął reanimować ofiarę wypadku. Potem przystąpili do niej ratownicy z pogotowia i straży pożarnej. Nieprzytomnego przewieziono na oddział intensywnej terapii szpitala w Tucholi, gdzie podłączono go do respiratora.
- Stan pacjenta jest bardzo ciężki. Lekarze wciąż walczą o jego życie, bez przerwy go reanimują - informował w piątek wieczorem Leszek Pluciński, dyrektor tucholskiego szpitala. W sobotę przed południem dostaliśmy informację, że poszkodowany nie przeżył.
Uczestnicy imprezy są zszokowani wypadkiem. Pomimo tego, że spływ organizowany jest od kilkudziesięciu lat, to jeszcze nigdy nie zakończył się tak tragicznie.
- Ci małżonkowie są bardzo doświadczonymi kajakarzami - opowiada organizatorka spływu, komandor Krystyna Czerwińska. - W naszym zimowym spływie uczestniczyli trzeci raz. Znają tę rzekę dobrze, przyjeżdżali tu też latem. Jestem wstrząśnięta tym wypadkiem.
Inna kajakarka również nie może uwierzyć, że mogło dojść do takiego zdarzenia.
- Kajakarstwo to najmniej urazowy sport - opowiada. Mimo wszystko uprawiane zimą, bywa niebezpieczne. Zagrożeniem dla kajaka są bryły kry oderwane od brzegu, które mogą uszkodzić łódkę, a także spowodować wywrotkę. Zastanawiamy się, co się takiego stało, co było przyczyną.
Policjanci z Tucholi też próbują wyjaśnić, jak doszło do wypadku. Jak informuje Dariusz Rudnik z komendy powiatowej, przepytywani byli świadkowie zdarzenia, a postępowanie będzie prowadzone aż do skutku.
Spływ inaugurujący kujawsko-pomorskie obchody Roku Turystyki Wodnej rozpoczął się w czwartek w Mylofie. Pierwotnie miał potrwać do niedzieli, ale ze względu na zamarzniętą rzekę, został skrócony do Nadolnej Karczmy. Imprezy związane z obchodami organizowane mają być przez cały rok.
- Nagle przypłynął jeden z kajaków. Mężczyzna krzyczał, że czterysta metrów stąd człowiek znalazł się pod lodem - opowiada nasz fotoreporter Arkadiusz Wojtasiewicz, który na miejscu robił fotoreportaż. - W kilka osób pobiegliśmy na miejsce i trochę na wyczucie zaczęliśmy szukać mężczyzny. Nikt do końca nie wiedział, gdzie się znajduje. Przypuszczaliśmy tylko, że może być blisko, bo pod wodą było widać wiosło.
Na pechowym kajaku płynęło małżeństwo z Wałbrzycha. Kobiecie szybko udało się samej wydostać z wody. Niestety jej mąż, 52-letni mężczyzna, nie miał tyle szczęścia. Świadkowie z piłą mechaniczną i siekierą zaczęli ciąć lód i konary, który wystawały z wody.
- To była ciężka akcja - relacjonuje Wojtasiewicz. - Co jakiś czas zmienialiśmy się i cięliśmy, chcąc jak najszybciej dostać się do tego człowieka. Przeszkadzały nam drzewa, lód był dość gruby. Nagle zobaczyliśmy czerwony materiał. To był sygnał, że jesteśmy blisko. Zanim wydostaliśmy go na brzeg, myślę, że pod lodem był dobre pół godziny.
W spływie uczestniczył lekarz, który jako pierwszy zaczął reanimować ofiarę wypadku. Potem przystąpili do niej ratownicy z pogotowia i straży pożarnej. Nieprzytomnego przewieziono na oddział intensywnej terapii szpitala w Tucholi, gdzie podłączono go do respiratora.
- Stan pacjenta jest bardzo ciężki. Lekarze wciąż walczą o jego życie, bez przerwy go reanimują - informował w piątek wieczorem Leszek Pluciński, dyrektor tucholskiego szpitala. W sobotę przed południem dostaliśmy informację, że poszkodowany nie przeżył.
Uczestnicy imprezy są zszokowani wypadkiem. Pomimo tego, że spływ organizowany jest od kilkudziesięciu lat, to jeszcze nigdy nie zakończył się tak tragicznie.
- Ci małżonkowie są bardzo doświadczonymi kajakarzami - opowiada organizatorka spływu, komandor Krystyna Czerwińska. - W naszym zimowym spływie uczestniczyli trzeci raz. Znają tę rzekę dobrze, przyjeżdżali tu też latem. Jestem wstrząśnięta tym wypadkiem.
Inna kajakarka również nie może uwierzyć, że mogło dojść do takiego zdarzenia.
- Kajakarstwo to najmniej urazowy sport - opowiada. Mimo wszystko uprawiane zimą, bywa niebezpieczne. Zagrożeniem dla kajaka są bryły kry oderwane od brzegu, które mogą uszkodzić łódkę, a także spowodować wywrotkę. Zastanawiamy się, co się takiego stało, co było przyczyną.
Policjanci z Tucholi też próbują wyjaśnić, jak doszło do wypadku. Jak informuje Dariusz Rudnik z komendy powiatowej, przepytywani byli świadkowie zdarzenia, a postępowanie będzie prowadzone aż do skutku.
Spływ inaugurujący kujawsko-pomorskie obchody Roku Turystyki Wodnej rozpoczął się w czwartek w Mylofie. Pierwotnie miał potrwać do niedzieli, ale ze względu na zamarzniętą rzekę, został skrócony do Nadolnej Karczmy. Imprezy związane z obchodami organizowane mają być przez cały rok.
Najnowsze wiadomości
- 69 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
27 głosów
-
Adrenalina pod lodem.
the_rapist
30.01.10, 14:00
Nurkowanie pod lodem to nie sport dla kazdego. Przydaje sie dobry akwalung.Sprawa musiala byc powazna, skoro nawet fotograf ruszyl na ratunek.»
-
Tragiczny spływ. Nawet fotograf ruszył na pomoc
jbed
30.01.10, 16:28
Jestem skłonny uznać traktowanie kajaka jako lodołamacza jako sport szczególnie rozwijający kondycję, ale przyjemności w tym dopatrzeć się nie potrafię. Co za przyjemność marznąć całe dnie »
-
Tragiczny spływ. Nawet fotograf ruszył na pomoc
krym57
30.01.10, 22:59
Trzeba mieć ,,dobrze'' we łbie , żeby w takich warunkach organizowaćsplywy kajakowe. Wyrazy współczucia dla rodziny »




więcej zdjęć

