Mojzesowicz był jednym z tych nielicznych w Samoobronie, którzy nie bali się Andrzeja Leppera i mówili mu to prosto w oczy.
Jest jedynym, który skłócił się z Lepperem, odszedł z jego partii i odniósł sukces na scenie politycznej. Wczorajszy poranek. Największy polski portal internetowy Onet.pl donosi: "Koalicja rządowa zagrożona! Lepper chce odwołania Mojzesowicza z szefa sejmowej komisji rolnictwa, PIS broni swojego przewodniczącego".
Kiedy internauci zażarcie dyskutują nad przyszłością rządu, poseł Mojzesowicz przechadza się po swoim polu w podbydgoskim Gogolinku i sprawdza, czy cebula jest na tyle duża, że można już ją zbierać.
Południe, TVN 24. Politycy PiS zagrozili, że jeśli Samoobrona odwoła Mojzesowicza, złamie umowę koalicyjną. Donald Tusk w Sopocie oświadczył, że PO nie wyklucza głosowania w tej sprawie razem z Lepperem.
Mojzesowicz kończy tymczasem obchód cebuli. Siada w salonie swojego dużego domu i ogląda telewizyjny "Tydzień". Mówi do córki: - Jak ktoś będzie dzwonił, to mnie nie ma. Niech próbują po programie. Chyba, że premier...
Kolejne depesze Polskiej Agencji Prasowej. O Mojzesowiczu wypowiedzieli się: Bielan, Kamiński, Lepper, Filipek, Łyżwiński, Tusk, Olejniczak....
A poseł ubiera odświętny garnitur i jedzie na mszę dożynkową do pobliskiego Mąkowarska. W samochodzie nie włącza radia.
- Źle się czuję w takiej roli - mówi "Gazecie" na chwilę przed rozpoczęciem sumy. - Jestem prostym rolnikiem, a tu krzyki o rozwiązaniu koalicji, rządu, a nawet Sejmu! Lepper chce mnie odwołać bez żadnych merytorycznych zarzutów.
Oficjalnie zarzuty wicepremiera Leppera są takie: Mojzesowicz jeździ na spotkania z rolnikami i otwarcie krytykuje Ministerstwo Rolnictwa oraz rząd.
- Bzdura - odpiera bydgoski poseł. - Nigdzie nic takiego nie mówiłem. Co najwyżej apelowałem o nieobiecywanie złotych gór. Chłop nie głupi. Nie da sobie wcisnąć bajki. A kto później odpowie za niespełnione obietnice? Ja patrzę rolnikom w oczy zza szyby swojego traktora, nie rządowej limuzyny. To do mnie przychodzą ze swoimi problemami, bo wiedzą, gdzie mieszkam od lat. Mojego podwórka nie pilnuje BOR, tylko stary kundel.
To nie jest pierwsza kłótnia Leppera z Mojzesowiczem, choć pierwszy raz zależy od niej przyszłość państwa. Panowie poznali się jeszcze w technikum rolniczym w Karolewie. Mojzesowicz je ukończył, Lepper się przeniósł po tym, jak pobił męża szkolnej higienistki.
Ich drogi się rozeszły. Lepper zapisał się do PZPR i kierownikował w PGR, Mojzesowicz - syn bohaterskiego działacza Solidarności RI prześladowanego przez bezpiekę, związał się z opozycją i do dzisiaj mentalnie blisko mu do "S".
W III RP koledzy ze szkolnej ławy ponownie się spotkali. Lepper tworzył swoją Samoobronę, Mojzesowicz miał doświadczenie poselskie i poparcie na wsi. Został zastępcą Leppera. Długo nie wytrzymał w partii razem z ludźmi pokroju Hojarskiej czy Łyżwińskiego. Odszedł i założył swój Polski Blok Ludowy, rok temu wszedł razem z tym ugrupowaniem do PiS. I dokonał cudu: partia Kaczyńskich - w dużej mierze dzięki Mojzesowiczowi - wygrała wybory na wsi i rozbiła Samoobronę w pył, mając w swoich szeregach ledwie kilkudziesięciu rolników. Mojzesowicz stał się dla Kaczyńskich bezcenny, szczególnie przed zbliżającymi się wyborami do samorządu. Dlatego bronią go przed Lepperem jak niepodległości i są gotowi nawet poświęcić koalicję.
- Świerzbi mnie język, ale ugryzę się jeszcze w niego i będę milczał - mówi nam Mojzesowicz na pożegnanie.
Co chciałby powiedzieć? Trzy lata temu w "Newsweeku" dał próbkę. Jednym zdaniem wspomniał o dużej roli, jaką przy zakładaniu Samoobrony pełnili ludzie ze służb specjalnych. To prawdopodobnie jest tajna broń Mojzesowicza.