Załóż trzecią skarpetę jak chromosom. I zmieniaj świat

Rozmawiała Aleksandra Lewińska
20.03.2013
A A A Drukuj
- Załóżmy dodatkową skarpetkę, niech będzie jak dodatkowy chromosom wywołujący zespół Downa ?zachęca do solidarności z chorymi Szymon Paprocki

- Załóżmy dodatkową skarpetkę, niech będzie jak dodatkowy chromosom wywołujący zespół Downa ?zachęca do solidarności z chorymi Szymon Paprocki (Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta)

Załóżmy dodatkową skarpetkę, niech będzie jak dodatkowy chromosom wywołujący zespół Downa - zachęca do solidarności z chorymi Szymon Paprocki, organizator pierwszego w Bydgoszczy Dnia Kolorowej Skarpety.
Aleksandra Lewińska: Po co zakładać trzecią skarpetę?

Szymon Paprocki: Żeby pokazać, że coś o zespole Downa wiemy. I że od chorych tak naprawdę bardzo niewiele nas różni. Tylko jeden, dodatkowy, niepasujący chromosom. Jak skarpetka - trzecia, kolorowa, nie w tym miejscu, co trzeba. Ale przede wszystkim po to, żeby zwrócić uwagę innych na problem.

W zabawny sposób.

- Nie musimy epatować kalectwem, straszyć i nawoływać szumnie do tolerancji. Możemy po prostu pokazać, że to się może zdarzyć. Bo genetyka lubi psikusy. Brakuje u nas pomysłu, jak uświadamiać, szerzyć wiedzę o chorobie. Będę paradował w czerwonej, półmetrowej, narciarskiej skarpecie naciągniętej na garnitur. Z pełnym przekonaniem, że to ma sens. Bo coś oznacza. Bo ma sprowokować do rozmowy.

Skąd pomysł?

- 21 marca to Światowy Dzień Chorych na Zespół Downa. Obchodzony w wielu miejscach, w Polsce dotąd niespecjalnie. Wszystko zaczęło się od rozmowy z mamą 2,5-letniej chorej Klaudii. Poprosiła, żebyśmy zorganizowali jakąś zabawę dla dzieci z zespołem Downa. Pomyślałem: a czemu by nie zrobić czegoś więcej niż imprezę? Napisaliśmy do londyńskiej organizacji, która obchodom patronuje i która wykorzystuje parę złączonych piętami skarpet jako symbol chromosomu. Naszkicowaliśmy, jaki mamy pomysł na wykorzystanie kolorowych skarpet w akcji w Bydgoszczy. Przyklasnęli nam. A w nasze ślady idą inne polskie miasta, np. Kraków.

Co się wydarzy w Bydgoszczy?

- Dzieci chore i uczniowie z klas integracyjnych, w których są osoby z zespołem Downa, będą się bawić w Family Parku. Chcieliśmy, by to właśnie niepełnosprawnym uczniom koledzy zawdzięczali zaproszenie na imprezę. Żeby powiedzieli: "Fajnie, że jesteś z nami w klasie". Bezpłatnie skorzystają ze wszystkich atrakcji. A my ruszymy w miasto. Rozdamy co najmniej 800 skarpetek.

Ci, którzy odważą się je założyć, będą mogli zamieścić na naszym profilu na Facebooku zdjęcia, filmiki. Pojawimy się w szkołach, przedszkolach, w korporacjach. Mam nadzieję, że wszędzie te skarpety sprowokują do dyskusji. Firmy są tak naprawdę dla nas ważniejsze niż szkoły.

Dlaczego?

- Bo stereotypy dotyczące chorych utrwalają dorośli. Słowo "down" od lat jest nacechowane negatywnie. Down jest przed dzieckiem. Choroba jest na wierzchu. Mamy "downa" Jasia, ale Jasia z autyzmem. Nikt też nikogo nie wyzwie od autystyka czy adehadowca. Down to wciąż wyzwisko z przedszkola. I, niestety, Maciuś z "Klanu" utrwala ten społecznie szkodliwy stereotyp. A szkoda, bo nie taka rola serialu. Też pamiętam z dzieciństwa amerykański serial "Dzień za dniem", w którym jeden z bohaterów był chory.

Corky.

- I było to samo. Moje pokolenie też się wyzywało od "downów" na podwórku. Dlaczego? Przecież w piaskownicy nikt o chorych nie rozmawiał. Dzieciaki musiały usłyszeć to w domu, być może od rodziców przed telewizorem. Dlatego najważniejsza jest walka ze stereotypem słownym. Musimy nauczyć się, jak o chorych z zespołem Downa nie mówić.

Niedopuszczalne jest stwierdzenie "z tym downem do klasy chodzisz?" My w ogóle mamy problem: mówimy o niepełnosprawności tylko w kategoriach krzywdy albo używając sformułowania: "Daj jeden procent". Ale przecież zanim coś damy - musimy poznać. A jak poznać, gdy chorzy integrują się tylko ze sobą, na zamkniętych imprezach?